fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Chłopiec z Betlejem

AFP, Yoav Lemmer Yoav Lemmer
Gdyby Jezus Chrystus miał przyjść na świat w naszych czasach...
Przede wszystkim można być niemal pewnym, że nie doszłoby do tego w Betlejem.
Nawet ze zwiastowaniem byłby pewien problem, bo Nazaret, skąd pochodziła Maryja i gdzie miał się jej ukazać Archanioł Gabriel, to największe arabskie miasto Izraela i wcale nie jest w nim tak bezpiecznie jak 2 tys. lat temu.
Szczególnie nieciekawie sytuacja wygląda właśnie w okolicach miejsca, gdzie miało dojść do cudu, bo odkąd muzułmanie – a stanowią w Nazarecie ponad trzy czwarte mieszkańców – ogłosili, że tuż obok Bazyliki Zwiastowania wzniosą meczet, regularnie dochodzi do zamieszek. Sytuacji nie poprawia to, że całkiem niedawno chrześcijanie zaczęli forsować pomysł, by na pobliskiej górze Har Kidumim wybudować pomnik Jezusa taki sam jak w Rio de Janeiro, tyle że większy.
Czy Trzej Królowie wiozący dary dla Jezusa uniknęliby oskarżeń o szmuglowanie drogocennych towarów?
Bez cienia wątpliwości jeden z najwyższych rangą aniołów z łatwością zdołałby uporać się z tymi konfliktami, tak by nie narażać bezpieczeństwa Maryi. Gorzej z podróżą do Betlejem. A to i tak byłby zaledwie początek drogi, która mogłaby się okazać bardziej wyboista niż przed wiekami.

Przepustka do strefy A

Wielu biblistów twierdzi, że opowieść o miejscu narodzin Jezusa to manipulacja teologiczna, która ma jedynie potwierdzić, że wywodził się on z królewskiego rodu Dawida także pochodzącego z Betlejem i właśnie to miejsce urodzenia czyni go wyczekiwanym Mesjaszem. Nazaret tymczasem był małą osadą, liczącą góra pół tysiąca mieszkańców, o której w zasadzie nikt nie słyszał i gdzie nie wydarzyło się nic godnego uwagi.
Dziś sytuacja przedstawiałaby się zgoła odwrotnie, bo 80-tysięczny Nazaret znajduje się na terytorium Izraela, a biedniejące z roku na rok Betlejem, gdzie bez pracy jest co czwarty mieszkaniec, leży na terytorium Autonomii Palestyńskiej. A z takim paszportem żyje się znacznie trudniej – w globalnym rankingu miejsc, w których można się urodzić, terytoria palestyńskie znalazły się na 90. pozycji. Po nich są tylko Pakistan oraz pogrążone w wojnach Somalia, Irak i Afganistan.
Wracając jednak do Zbawiciela, Joseph Ratzinger w wydanej w ubiegłym roku książce „Jezus z Nazaretu. Dzieciństwo" stanowczo przecina spekulacje na temat miejsca urodzenia, twierdząc, że było nim Betlejem. W naszych czasach byłby z tym jednak poważny problem. I bynajmniej nie chodzi o śnieżyce, które po raz pierwszy od prawie 200 lat nawiedziły region i zablokowały niemal wszystkie ważne drogi. Śnieg już prawie stopniał. Dużo poważniejszym problemem byłyby formalności.
Betlejem leżące na Zachodnim Brzegu Jordanu na mocy porozumień z 1994 r. znalazło się w strefie A pod całkowitą kontrolą władz palestyńskich i mieszkający na terytorium Izraela Żydzi prawie nigdy się tam zapuszczają, bo uważają ten rejon za najniebezpieczniejszy. Wątpliwe więc, by Józef pozwolił tam jechać Maryi w stanie błogosławionym.
– Gdyby się jednak na to zdecydowali, musieliby się wystarać w Ministerstwie Bezpieczeństwa o specjalne przepustki, o które wcale nie jest łatwo – mówi Chanuka Szaul, mieszkający w Tel Awiwie muzyk i działacz organizacji pacyfistycznych, który regularnie jeździ na Zachodni Brzeg Jordanu. Podkreśla, że na szczęście Betlejem nie leży w Strefie Gazy, dokąd Izraelczykom w ogóle nie wolno jeździć.
Józef z Maryją musieliby podpisać specjalne oświadczenia, że jadą do Betlejem na własną odpowiedzialność, nie otrzymają od władz Izraela pomocy, gdyby coś im się stało, i że ich ubezpieczenie zdrowotne nie obejmuje wypadków, do jakich ewentualnie może dojść. W razie niepodpisania takich dokumentów groziłaby im kara, która do niedawna wynosiła ok. 25 tys. szekli od osoby (czyli równowartość 21 tys. zł).

Pokój z wami!

Rozpoczynając podróż, Święta Rodzina musiałaby przejść drobiazgową kontrolę na naszpikowanej zaawansowaną elektroniką izraelskiej zaporze wojskowej na rogatkach Jerozolimy. Już po palestyńskiej stronie Józefa i Maryję powitałby kolorowy napis, wysoki na osiem metrów i równie szeroki, po angielsku, hebrajsku i arabsku „Niech pokój będzie z wami". Jego treść powinna uspokajać, ale chyba bardziej zatrważa podróżnych swym monstrualnym rozmiarem.
– Z powodu długich godzin oczekiwania na punktach kontrolnych Jezus pewnie by się narodził na jednym z nich, gdzieś w okolicach murów, które Izrael buduje na granicy i wokół żydowskich osiedli. A nawet gdyby Józefowi i brzemiennej Maryi udało się jakoś dotrzeć do Betlejem, opowieść o Bożym Narodzeniu i tak wyglądałaby inaczej także na tym etapie – mówi o. Ibrahim Szomali, proboszcz z Betlejem.
Jego zdaniem podobne byłoby chyba jedynie to, że para miałaby problem ze znalezieniem noclegu, bo po latach kryzysu do miasta znów zaczęli przyjeżdżać turyści, głównie z Rosji, USA oraz Polski. W tym roku 48 betlejemskich hoteli już od początku grudnia ma komplet gości.
Co roku o tej właśnie porze na placu Żłóbka przed Bazyliką Narodzenia rozciągane są kable z żarówkami i podwieszonymi pod nimi aniołami i dzwonkami. Gęsto jest też od straganów z dewocjonaliami, magnesami na lodówki z napisem „Pamiątka z Betlejem" czy tandetnymi szopkami, zwykle produkcji chińskiej. A nad tym wszystkim góruje przystrojona choinka.
Świąteczna atmosfera znika już kilka minut drogi na północ od Bazyliki Narodzenia. Rozciągają się tam osiedla osadników, które systematycznie odcinają Betlejem od Jerozolimy. Jedno z nich, Har Homa, wybudowano w miejscu, w którym – jak wynika z dociekań biblistów – aniołowie mieli obwieścić pastuszkom narodzenie Jezusa. Wąski korytarz między Har Homa a osiedlem Gilo wciąż umożliwia przejazd do Jerozolimy, ale w październiku władze Izraela ogłosiły budowę nowych domów w osiedlu Giwat Hamatos. – A to oznacza, że całkowite odcięcie Betlejem pozostaje tylko kwestią czasu – mówi o. Szomali.
Nad tym problemem pochylili się ostatnio szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton oraz rządy Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec i Portugalii. Wydały wspólne oświadczenie, w którym potępiły budowę nowych osiedli na Zachodnim Brzegu i we Wschodniej Jerozolimie. Władze Izraela odparły, że to sprawa wewnętrzna ich kraju, a ci, którzy pozwalają sobie na krytykę, powinni się lepiej zająć pomocą w doprowadzeniu do rozmów z Palestyńczykami i wznowieniu procesu pokojowego.
Brytyjski artysta Banksy stworzył grafikę, która ostatnio szturmem podbiła internet. Umieścił na niej Józefa i Maryję stojących przed wielkim, szarym murem. Dziś mógłby dodać do tego pejzażu izraelskich żołnierzy, którzy zaledwie kilka dni temu jedną z wiosek pod Betlejem ogłosili „zamkniętą strefą wojskową" i wyrzucili z niej bez słowa wyjaśnienia na wiele godzin mieszkańców.

Najważniejsze pytanie

Kim byliby współcześni pastuszkowie i czy trzej królowie zdołaliby przewieźć przez granicę dary dla Jezusa, unikając ich konfiskaty i oskarżeń, że szmuglują towar w celach komercyjnych? Czy Józef i Maryja po narodzeniu Jezusa uciekliby do tak niespokojnego w ostatnim czasie Egiptu, czy może raczej szukaliby azylu w którymś z krajów Unii Europejskiej? A jeśli tak, to czy wybraliby się w niebezpieczną podróż łodzią przez Morze Śródziemne, jak czynią to dziesiątki tysięcy uciekinierów z Bliskiego Wschodu? A później co Jezus mówiłby o izraelskim murze? Jaki by miał stosunek do procesu pokojowego, który od lat, zamiast prowadzić do porozumienia, generuje coraz to nowe pyskówki między politykami?
Te wszystkie pytania można traktować wyłącznie jak rozrywkę intelektualną. Uświadomienie sobie jednak, jak wyglądają realia współczesności, zabawne już wcale nie jest.
Karetka pogotowia do rodzącej Maryi w Betlejem mogłaby nie dojechać, a nawet jeśliby się to udało, to palestyńscy lekarze mogliby nie udzielić Żydówce pomocy (zresztą kto by miał płacić za pomoc medyczną, skoro nie miałaby ubezpieczenia?). Dalej, Jezus triumfalnie nie wjechałby do Jerozolimy bez pozwolenia... dla osiołka – bez problemu mogłaby go skonfiskować policja albo wojskowi. Zapewne nie skończyłby też na krzyżu. Jak wyglądałby jego proces? Czy w ogóle by do niego doszło w Izraelu, gdzie na życzenie Szin Bet areszt może być przedłużany co pół roku bez stawiania zarzutów? Władze Autonomii Palestyńskiej stosują identyczne metody. A że Jezus popadłby w konflikt z prawem, choćby z powodu organizowania nielegalnych zgromadzeń, jest niemal pewne.
Joseph Ratzinger książkę „Jezus z Nazaretu. Dzieciństwo" rozpoczyna od pytania, które tuż przed męką postawił Jezusowi Piłat: „Skąd Ty jesteś?". To – zdaniem papieża – pytanie o rzeczywistą istotę Chrystusa. Benedykt XVI przy okazji rozprawia się z kilkoma mitami, otwarcie pisząc, że Zbawiciel urodził się kilka lat wcześniej, niż dziś uważamy, a wynika to z błędu mnicha żyjącego w VI w. Pisze też, że wokół żłobu nie było żadnego bydła, a narodzinom Jezusa nie towarzyszyły anielskie chóry. Nie ma na to w Ewangeliach żadnego twardego dowodu – stwierdza papież.
Czy obdziera w ten sposób Boże Narodzenie z magii i tajemniczości? Raczej nie. Tak samo jak nie pozbawiłoby ich zapewne narodzenie Zbawiciela w zupełnie innych czasach. Papież podkreśla, że jego zdaniem sam fakt, iż Jezus przyszedł na świat, jest najważniejszym wydarzeniem w historii świata. Przy okazji skłania do samodzielnej odpowiedzi na pytanie „A skąd Ty jesteś?".
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA