fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Prezydent na serio?

Bartosz Marczuk
Fotorzepa, Waldemar Kompała Waldemar Kompała
Na niepodpisaniu zmian w OFE Bronisław Komorowski mógłby zyskać. Odciąłby się od słabnącej PO, która będzie dla niego obciążeniem, gdy wystartuje w wyścigu po kolejną kadencję – pisze publicysta „Rzeczpospolitej”.
To jest ten moment. Bronisław Komorowski, na biurku którego leży już ustawa nacjonalizująca pieniądze emerytalne 16 mln Polaków, mógłby, kierując ją do Trybunału Konstytucyjnego, wybić się na faktyczną niezależność. I uwiarygodniłby się jako strażnik konstytucji i dobrych obyczajów legislacyjnych.
Więcej tak znaczących okazji może już nie mieć. Podpisanie przez niego ustawy o OFE będzie oznaczać, że mniej zależy mu na prawie, ustawie zasadniczej i państwie niż na interesie Platformy Obywatelskiej.

Przemknęła przez Sejm

Ustawa o OFE jak chyba żadna inna zasługuje na zbadanie przez Trybunał Konstytucyjny. Z dwóch powodów.
Pierwszym są wątpliwości natury konstytucyjnej dotyczące treści tego aktu prawnego. Przeciwnicy proponowanych przez rząd zmian mówią: ta ustawa to legislacyjny bubel. Prof. Leszkowi Balcerowiczowi i prof. Jerzemu Stępniowi udało się zgromadzić pokaźne grono ekspertów, sprzeciwiających się rządowym zmianom w OFE. Kilkudziesięciu prawników i grubo ponad setka ekonomistów podpisało się pod oświadczeniami przeciwko demontażowi reformy emerytalnej. Podkreślają niekonstytucyjność i ekonomiczne wady ustawy.
Wątpliwości natury konstytucyjnej zgłaszały też, w trakcie konsultacji projektu ustawy, instytucje rządowe: Rządowe Centrum Legislacji i Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji.
Drugim powodem, dla którego ustawa o OFE powinna trafić pod ocenę konstytucjonalistów, jest sposób jej uchwalenia. Przemknęła ona przez Sejm w ciągu jednego posiedzenia. Cztery dni wystarczyły posłom, by uchwalić skomplikowaną ustawę liczącą 52 strony i zawierającą 37 artykułów. Prezydent, nie podpisując tego aktu prawnego, dałby politykom sygnał, by nie kuglowali z prawem i nie robili z procesu legislacyjnego hucpy. Bo inaczej tego, co odbyło się przy ul. Wiejskiej, nazwać nie można.
Przypomnijmy wystąpienie prezydenta podczas dorocznego Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Trybunału Konstytucyjnego 6 kwietnia 2011 r.: „w praktyce politycznej bywa (...) i tak, że na wszelki wypadek wszyscy wolą nie badać konstytucyjności, i w końcu taki projekt dociera do drzwi Pałacu Prezydenckiego, a potem może lądować w TK".
Potem prezydent dodał, że to najlepsza droga, „aby wspólnie unikać kolizji, które nie tylko wywołują emocje, ale które także mogą prowadzić do zachwiania wiary obywateli, że na każdym etapie działań i procesu legislacyjnego jest zachowana wystarczająca troska o demokratyczne państwo prawne". Jeśli obywatele mają wierzyć, że prezydent mówił to na serio, a nie wygłosił okazjonalny speech, napisany mu przez jego pracownika, oczekujmy decyzji o skierowaniu ustawy o OFE do TK.
Bronisław Komorowski powinien też wziąć pod uwagę argumenty natury ekonomicznej.  Premier Donald Tusk przekonuje, że przejęcie przez budżet pieniędzy z OFE zapewni Polakom w przyszłości większe bezpieczeństwo wypłaty emerytur. Tych obietnic nie potwierdzają jednak liczby. Jak pisaliśmy w „Rzeczpospolitej", z wyliczeń ZUS wynika, że w długiej perspektywie jego manko jeszcze wzrośnie. Na przykład w 2058 roku deficyt FUS miał wynosić przed zmianami w OFE 68,5 mld zł (w wartościach dzisiejszych). Po zmianach będzie wyższy o 8–10 mld. Szacunki ZUS wskazują, że widoczne pogorszenie i tak trudnej sytuacji FUS nastąpi po 2050 r.
Jakie są tego przyczyny? Po pierwsze, wyższe zobowiązania ZUS, który w przyszłości będzie musiał wypłacać więcej pieniędzy. W pierwszej kolejności trafią do niego zobowiązania wynikające z przejęcia pieniędzy z OFE. Gdzie jednak trafią pieniądze zgromadzone przez nas na emerytury? Nie do ZUS. Będą reperować kondycję budżetu. Później zobowiązania ZUS będą jeszcze rosnąć, bo część Polaków wybierze I filar, a starsi trafią tam obowiązkowo.
Proponowany przez rząd sposób dziedziczenia składek emerytalnych to druga przyczyna manka ZUS. Nie da się dziedziczyć wirtualnych zapisów. Rząd, ze względów politycznych, forsuje to rozwiązanie.
Wypłata wyższych rent rodzinnych to ostatni gwóźdź do trumny ZUS. Jeśli trafią tam wyższe składki, to i renty wzrosną. ZUS szacuje, że już w 2020 r. z tego tytułu będzie miał większy deficyt. Docelowo w 2060 r. wyniesie on dodatkowe 10,2 mld zł.

Wybić się na niezależność

Bronisław Komorowski, nie podpisując ustawy o OFE, stałby się także bardziej podmiotowym graczem na politycznej scenie. Oczywiście dla rządu prezydenckie weto byłoby nokautującym ciosem. Gabinet do przyszłorocznego budżetu wpisał już sięgające 20 mld zł „zyski" z przejęcia aktywów funduszy. Ale czy właśnie dlatego prezydent nie powinien zagrać va banque? Czy będzie miał inną, lepszą sposobność, by pokazać, że  jest w stanie zdobyć się na niezależny gest? Lepszej okazji nie będzie.
Słabnąca Platforma Obywatelska może być dla Komorowskiego obciążeniem, gdy wystartuje w wyścigu po kolejną kadencję. A gest w obronie obywateli przed przemocą rządu byłby sygnałem o tym, że stoi on ponad partykularnymi interesami.
Czy taka decyzja prezydenta jest realna? Wydaje się, że w pałacu przy Krakowskim Przedmieściu mają o czym myśleć. O tym, że weto Bronisława Komorowskiego nie jest abstrakcją, niech świadczy komentarz Kancelarii Prezydenta do zgłoszonej w sobotę przez premiera Donalda Tuska propozycji zwołania okrągłego stołu w sprawie polityki wschodniej.
Komorowski nie tylko wyraźnie zdystansował się do tego pomysłu, ale sam zaproponował okrągły stół - w sprawie demografii. To sygnał, że stawia na niezależność. Czy tak będzie też w przypadku OFE? Dowiemy się tego 2 stycznia – gdy mija termin podjęcia decyzji w tej sprawie.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA