fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Dyskryminacja starszych

Fotorzepa, Pio Piotr Guzik
Dlaczego to starszy człowiek miałby dysponować głosem de facto słabszym niż młody ojciec kilkorga dzieci?
Propozycja nowej partii Jarosława Gowina, by rodzice mogli oddawać głos za dzieci, jest niezwykle trudna do zrealizowania, a poza tym budzi wiele wątpliwości natury konstytucyjnej.
W tym pomyśle znajduje się co prawda ziarno pewnej racjonalności, ale urzeczywistnienie go łączyłoby się z naruszeniem podstawowych zasad konstytucyjnych, a przede wszystkim z naruszeniem zasady równości, i to pod wieloma aspektami.
Ażeby móc wprowadzić pomysł w życie, konieczne byłoby podzielenie głosów między rodzicami. A przecież rodzice nie muszą głosować na to samo ugrupowanie, każde z nich ma prawo do własnego zdania i poglądów. Jeżeli rodzic ma reprezentować dzieci, to mógłby dysponować tylko częścią głosów, a to już budzi poważne wątpliwości co do racjonalności całego pomysłu.

Różne głosy, różne prawa

Kolejnym istotnym problemem są ludzie z ograniczoną władzą rodzicielską, a także osoby, które są tej władzy pozbawione. Komisja wyborcza musiałaby mieć to wszystko odnotowane w spisie wyborców, a to z kolei niezmiernie skomplikowałoby całe zagadnienie i byłoby niezwykle trudne do wykonania przez komisje wyborcze. A co z dziećmi, które nie mają rodziców? Gdyby pomysł Polski Razem został zrealizowany, doprowadziłoby to do sytuacji, w której sieroty miałaby inne prawa niż dzieci w rodzinach. A to już niesie za sobą niebezpieczeństwo nierównego traktowania podmiotów w sytuacji, w której powinny one być traktowane na równi. To, czy dziecko ma rodziców czy nie, w żaden sposób nie powinno rzutować na możliwość oddania za nie głosu. Wobec tego kto miałby głosować za te dzieci, które rodziców nie mają?
To niezmiernie skomplikowane zagadnienie, obawiam się więc, że ta przyzwoita w swoim założeniu idea nie może być zrealizowana ze względów technicznych, ale także prawnych.

Człowiek musi dorosnąć

Kolejna sprawa. Jeżeli przyjmujemy założenie, że pomysł partii Gowina ma wyraźniej odzwierciedlać głosy młodego pokolenia, to dochodzimy do kolejnej sprzeczności z konstytucją. Byłaby to bowiem oczywista dyskryminacja ludzi ze względu na wiek. Dlaczego to starszy człowiek miałby dysponować głosem de facto słabszym niż młody ojciec kilkorga dzieci?
Dzieci nie są dyskryminowane. Dzieci nie są pełnoletnie i w świetle naszej konstytucji nie przysługują im prawa wyborcze. Tak zostało to urządzone, że do pewnych przywilejów życia społecznego człowiek musi dorosnąć. Jeśli młodzi ludzie mieliby większy wpływ na życie w państwie niż ludzie starsi, to wtedy doprowadzilibyśmy do dyskryminacji seniorów.
Ważna jest jeszcze jedna sprawa. Piętnastoletni chłopiec czy dziewczynka mogą mieć inne zdanie w sprawach politycznych niż rodzice. Dlaczego więc to rodzice mieliby oddawać za nich głos? Nawet jeśli są ich rodzicami i do momentu ukończenia przez nie 18. roku życia ponoszą za dzieci odpowiedzialność i w dużym stopniu za nie decydują, to wcale nie znaczy, że dziecko ma być pozbawione prawa do własnego zdania.

Nie tędy droga

Wprowadzenie tej koncepcji w życie z pewnością skłoniłby polityków do większej troski o rodziny wielodzietne. Jednak ani ten, ani żaden inny argument nie może podważać nienaruszalnych zasad konstytucyjnych, które są gwarancją funkcjonowania demokracji.
Polityka prorodzinna nie jest uwarunkowana wprowadzeniem prawa do głosowania za dzieci. Politykę prorodzinną należy prowadzić przy zachowaniu dotychczasowego systemu głosowania. Politycy natomiast powinni pamiętać o tym, że rodzina stanowi podstawową wartość. Niewątpliwie rodziny wielodzietne powinny otrzymywać od państwa większe wsparcie. Rozwiązań trzeba zatem szukać w prawie podatkowym i dziedzinach związanych z ulgami dla rodzin wielodzietnych, a nie w sposobie głosowania. Postulowałem kiedyś, by stworzyć stanowisko konstytucyjnego ministra ds. rodziny i młodzieży. W kilku krajach europejskich takie stanowisko funkcjonuje. To mogłoby pomóc rodzinom.
Zatem koszty wprowadzenia w życie rozwiązania proponowanego przez Polskę Razem byłyby zdecydowanie zbyt duże. To nie byłoby pójście z duchem czasu, tylko uprzywilejowanie jednych kosztem drugich.
—not. kal
Andrzej Zoll jest prawnikiem. Był przewodniczącym PKW, sędzią i prezesem Trybunału Konstytucyjnego oraz rzecznikiem praw obywatelskich. Jest profesorem i wykładowcą akademickim
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA