fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

W urzędzie zarobki są lepsze niż na rynku

Fotorzepa, Jakub Krzysiak jakk Jakub Krzysiak
Zarobki w administracji są wynikiem uznaniowości i siły politycznej szefa, a nie przesłanek merytorycznych.
Polski system wynagradzania urzędników jest niewydajny, przypadkowy i nieefektywny. Nie wiadomo właściwie, dlaczego niektórzy otrzymują bardzo wysokie pensje, a inni bardzo niskie. Takie wnioski płyną z najnowszego raportu Fundacji Republikańskiej (FP), do którego dotarła „Rzeczpospolita".
Co ciekawe przyznaje to także w rozmowie z „Rzeczpospolitą" Sławomir Brodziński, szef służby cywilnej. – Nie mamy niestety spójnej polityki wynagrodzeń. Nigdy jej w Polsce nie było. Nie ma też polityki zarządzania płacami w całej administracji. Poszczególne sektory rządzą się własnymi prawami – mówi.
Efekt tych zaniedbań jest opłakany. Właściwie nie wiemy, ile i za co płacimy.
Co więcej nie wiemy też, ile powinniśmy płacić, by urzędnicy pracowali dobrze i efektywnie. I nie chodzi tu o ślepe cięcie pensji, ale o stworzenie efektywnego systemu, podlegającemu ocenie i kontroli.
– Administracja jako całość jest niewydajna i hamuje rozwój gospodarki – wskazuje Rafał Antczak, członek zarządu Deloitte Polska.
1,89 mln osób jest obecnie zatrudnionych w sektorze publicznym
Zaraz jednak dodaje, że proste cięcie pensji nie jest metodą uzdrawiania tej sytuacji. – Trzeba redukować przerosty zatrudnienia, zwiększać wydajność poszczególnych urzędników – wskazuje Antczak.
Brak diagnozy, wizji i strategii skutkuje tym, że dochodzi do tak dziwnych sytuacji, o których donosi raport FR.
Eksperci Fundacji, podobnie jak Antczak, zauważają, że zarobki są niezależne od wydajności i jakości pracy urzędnika, co jest wynikiem braku systemu monitorowania efektywności ich pracy.
Co więcej, jest wiele instytucji, których sens istnienia jest co najmniej wątpliwy. „Któż jest świadom, że w Polsce funkcjonuje Polski Klub Wyścigów Konnych, który nie jest typowym związkiem sportowym, a jednostką finansowaną z budżetu, gdzie zarabia się średnio 7 930 zł miesięcznie? Takich zaskakujących danych jest znacznie więcej. Średnia pensja w Polskiej Agencji Żeglugi powietrznej wynosi aż 21 000 zł. Co ciekawe prokuratorzy wojskowi zarabiają 13 657 zł, tj. o ponad 3752 zł więcej niż ich koledzy z Prokuratury Generalnej" – czytamy w raporcie.
Wskazuje on ponadto na ogromne dysproporcje w zarobkach.
Na przykład średnia pensja w Miejsko-Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej w Kisielicach wynosi 1 548 zł miesięcznie, a w delegaturze w Najwyższej Izbie Kontroli w Kielcach – 10 713 zł.
Jeszcze więcej płaci Urząd Dozoru Technicznego (11 250 zł) i Naczelna Prokuratura Wojskowa (13 658 zł).
Raport dostarcza też informacji o średnich zarobkach w poszczególnych instytucjach.
I tak na przykład Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska średnio wypłaca pracownikom 9 128 zł miesięcznie, a NFZ 5 084 zł.
Średnio płaci ZUS, powiaty czy straże miejskie – między 3,5 a 3,6 tys. zł. Najmniej zarabia się w pomocy społecznej – 3,1 tys. zł.
Stosunkowo wysokie zarobki w urzędach Sławomir Brodziński tłumaczy dwoma faktami. – Po pierwsze urzędnicy mają wyższe niż średnia wykształcenie i kwalifikacje. Takim osobom płaci się więcej – mówi. Zwraca też uwagę, to pod drugie, że urzędy raportują wszystkie składniki pensji. – Prywatne firmy mają większe możliwości płacenia bez konieczności ujawniania tych informacji – wskazuje.
Tłumaczy, że urzędy borykają się z problemem utrzymania u siebie wysokiej klasy specjalistów. – O ile jesteśmy w stanie konkurować o młode osoby bez doświadczenia, a tyle później trudno jest utrzymać ekspertów, o których walczy rynek – mówi.
Na tę słabość systemu wynagradzania urzędników zwracają szczególną uwagę eksperci.
Rafał Antczak tłumaczy, że sektor publiczny nie nadąża za wydajnością prywatnego i często jest dla niego barierą rozwoju.
9,1 tys. zł tyle średnio wypłaca Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska swoim pracownikom
– Mamy dwie Polski. Polska sektora prywatnego charakteryzuje się wysoką wydajnością i bardzo pilnuje kosztów, konkuruje też z zagranicą i nie ma tu specjalnie miejsca na podnoszenie płac. Polska sektora publicznego tkwi w dużej mierze w komunizmie – mówi Antczak. Ekspert jest zdania, że musimy wykonać wręcz skok wydajności sektora publicznego, wzorując się na modelu anglosaskim. – Powinien być on usługowy, wspomagający sektor prywatny – uważa Antczak.
Eksperci Fundacji Republikańskiej szacują, że zrównanie płac w sferze publicznej i prywatnej przyniosłoby oszczędności sięgające 6 mld zł rocznie. Antczak, na podstawie własnych wyliczeń, mówi nawet o kwocie sięgającej 10–15 mld zł.
Wszyscy zgadzają się, że potrzebna jest gruntowna przebudowa sposobu wynagradzania urzędników, a kluczowa powinna być tutaj wydajność i efektywność.
– Zarobki w administracji publicznej są wynikiem uznaniowości i siły politycznej szefa danego resortu, a nie przesłanek merytorycznych. Efekty, osiąganie celów nie wpływają wprost na wynagrodzenia w administracji – to wprost wynika z naszego raportu – wskazuje Marcin Chludziński, prezes Fundacji Republikańskiej.
Tłumaczy, że nie mamy systemu oceny pracowników, oceny skuteczności i efektywności poszczególnych instytucji. Jego zdaniem w obecnej sytuacji nawet trudno jest ocenić, czy płacąc pracownikom utrzymywanych przez nas instytucji, płacimy za ich wkład w pozytywny wpływ na rzeczywistość czy za sypanie piachu między tryby, np. przedsiębiorczości. Eksperci uważają, że konieczne jest wprowadzenie systemu, który ujednolici warunki gry i będzie premiował zaangażowanie pracowników.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA