fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Z głębi kanadyjskich lasów

Alexi Zentner, „Dotyk", Wiatr od Morza, Gdańsk 2013.
Plus Minus
Ponieważ literacki Nobel powędrował w tym roku do Kanady, warto zanurzyć się w tamtejszą knieję i wypatrywać literackich tropów.
Jednym z nich jest debiutancka powieść Alexiego Zentnera „Dotyk", która za oceanem zyskała już spory rozgłos i została nominowana do kilku nagród, między innymi do poczciwej Governor General's Literary Award, najstarszej w kraju pachnącym żywicą. A o tym, że chłopak dobrze pisze, z całą pewnością możemy przekonać się podczas lektury, bo rzecz traktuje o czasach i miejscach, których młody autor (urodzony w Kitchener, Ontario) doświadczył, przemyślał, a potem nadał swej narracji spójną i klarowną formę. W jednym z wywiadów Zentner przyznał: „Trudno powiedzieć, co to znaczy być Kanadyjczykiem. Może być na to tysiąc odpowiedzi, ale część z nich będzie dotyczyła narodowej mitologii".
I właśnie przywołanie mitologii przepastnych kanadyjskich lasów stanowi o sile tej prozy. Jesteśmy w Sawgamet, osadzie nad rzeką o tej samej nazwie, w której główny bohater, Stephen, dorasta, otoczony przez ludzi i stwory wychodzące w puszczy. Opowieści ojca, a potem dziadka, który niespodziewanie powraca do osady, przekonują nas, że poza ludźmi – drwalami i poszukiwaczami złota, dziewczynami z miejscowego burdelu, pastorem i katolickim księdzem oraz Chińczykami i sklepikarzami – w lasach czai się coś jeszcze.
Dziadek Stephena, Jeannot, to postać dla narracji kluczowa. Potomek francuskich osadników, w wieku 16 lat dociera nad brzeg rzeki Sawgamet i znajduje samorodek złota. Kiedy po jego spieniężeniu powraca na miejsce z ekwipunkiem i zapasami, jego śladem podążają już inni, tak samo spragnieni błyszczącego kruszcu. Zaczyna się gorączka złota, a my uczestniczymy w powstawaniu nowej osady na mroźnych, niegościnnych terenach. A przecież Jeannot już podczas swego pierwszego pikniku w pobliżu rzeki widział coś, co odebrało głos jego psu, sunącą białą zjawę, roztaczającą wokół smród zgnilizny. To Quallupilluit, morska wiedźma wciągająca ludzi w otchłań rzeki. Czy dlatego zginął ojciec (syn Jeannota) i mała siostra Stephena, kiedy ślizgając się po zamarzniętej rzece Sawgamet wpadła pod lód, a ojciec rzucił się na ratunek? „Jeden z Indian ostrzegał go przed adlet, które mogą przyjść ze swoimi szczeniętami, by pić jego krew, i przed hałaśliwymi duchami, które wrzeszczą tak długo, aż ludzie zwariują na tyle, by wyjść na mróz, a wówczas duchy mogą połamać im kości i pożreć ich serca".
Narracja prowadzona jest na trzech czasowych płaszczyznach. Przeżywamy losy Jeannota, jego jedenastoletniego wnuka Stephena, wreszcie bohatera dorosłego, który powraca do osady po 20 latach, by objąć probostwo jako anglikański pastor i czuwać przy umierającej matce. Nowy pastor doskonale wie, co czai się między olbrzymimi sosnami, jednak właśnie tu chce żyć i pracować. Mitologia Kanady splata się z życiem w trudną do nazwania jedność, zrodzoną z opowieści osadników i indiańskich wierzeń.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA