fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Czeski cyrk powyborczy

ROL
Słabe zwycięstwo wyborcze czeskiej socjaldemokracji nie zapowiada odpornych na polityczne zawirowania rządów.
Przedterminowe wybory parlamentarne w Czechach zostały rozpisane, by zakończyć wreszcie permanentny kryzys polityczny. Okazało się jednak, że z punktu widzenia stabilności rządów werdykt wyborców jest tym razem najgorszy z możliwych.
Czeska Partia Socjaldemokratyczna (ČSSD) pod wodzą Buhuslava Sobotki, której wróżono triumf i utworzenie rządu (przy cichym wsparciu komunistów), odniosła w istocie pyrrusowe zwycięstwo.
Zdobywając 20,5 proc. głosów, socjaldemokraci zakończyli wyborczy wyścig na pierwszym miejscu, ale i tak nie będą w stanie utworzyć popieranego przez parlamentarną większość rządu. Cała lewica razem wzięta dysponuje zaledwie 88 mandatami w 200-osobowej Izbie.
W kierownictwie ČSSD w niedzielę pojawiły się nawet głosy, że Sobotka jako odpowiedzialny za słaby wynik powinien ustąpić z funkcji.

Sukces miliardera

W tej sytuacji rozgrywającym okaże się bez wątpienia Andrej Babiš, jeden z najbogatszych obywateli Czech (z pochodzenia Słowak) i twórca Partii Niezadowolonych Obywateli „Tak"  (Ano). To prawicowo-populistyczne ugrupowanie antyestablishmentowego buntu osiągnęło drugi wynik wyborczy (18,6 proc.), niewiele ustępując zwycięzcom. W ten sposób założona zaledwie dwa lata temu partia urosła do roli drugiej siły politycznej Czech.
Żadną niespodzianką nie okazała się klęska dotychczas rządzącej prawicy. Zirytowani skalą korupcji i mnogością skandali na szczytach władzy wyborcy pokazali członkom poprzedniej koalicji czerwoną kartkę. Dotyczy to zwłaszcza ODS, głównej partii czeskiej prawicy w okresie transformacji, która uzyskała ledwo 7,7 proc. głosów (w porównaniu z 20,2 proc. w 2010 r.).
Nieco lepiej wypadli byli koalicjanci ODS, czyli partia TOP09 Karela Schwarzenberga, która uzyskała 11,2 proc. głosów. Przy okazji prawie 6,9 proc. odebrało partiom poprzedniej koalicji nowe prawicowe ugrupowanie „Świt" założone przez popularnego senatora Tomio Okamurę.

Rozgrywka Zemana

Dla demonstrującego coraz większe ambicje prezydenta Miloša Zemana pozostanie utworzonej pod jego auspicjami Partii Praw Obywateli (popularnie nazywanej „zemanowcy") grubo poniżej progu wyborczego okazało się policzkiem. Nie zmienia to faktu, że w skomplikowanej powyborczej łamigłówce politycznej ambitny prezydent – posiadający mandat pochodzący z wyborów powszechnych – przejmie zapewne rolę rozgrywającego i ostatecznie to on wskaże kandydata na premiera.
Zmontowanie przewidywanej przed wyborami większości socjaldemokratów i komunistów nawet przy udziale którejś z mniejszych partii wydaje się już nierealne.
Wątpliwe też, by z kolei ruch Ano mógł pokusić się o zebranie pod jednym sztandarem wszystkich partii prawicowych. Babiš musiałby porzucić swój wizerunek buntownika przeciwko – jak często podkreślał – dogłębnie zepsutemu dotychczasowemu układowi politycznemu, a właśnie ów bunt przyniósł mu sukces.

Czas politycznego targu

Zaskoczeni skalą własnego sukcesu politycy Ano nie wykluczają na razie żadnej możliwości. Jeden z czołowych działaczy partii Martin Stropnický powiedział wręcz w niedzielę, że program wyborczy Ano „w 61 procentach pokrywa się z programem partii socjaldemokratycznej", a jego ugrupowanie nie chce pozostawać „czystą opozycją". Obserwatorzy odebrali to jako wyraźną sugestię podjęcia ewentualnych rozmów ze zwycięzcami.
O tym, że nie jest to nierealne, świadczy także wypowiedź wiceprzewodniczącego partii socjaldemokratycznej Michala Haška, który nie wykluczył jakiejś formy współpracy z Ano i z chadekami (KDU-ČSL). Ci ostatni ustami wiceszefa partii Mariana Juračka wyrazili zainteresowanie współudziałem w rządzeniu, choć „nie za każdą cenę". Zasadniczym problemem może okazać się np. stosunek trzech zastanawiających się już nad współpracą ugrupowań do kwestii restytucji mienia Kościołów i związków wyznaniowych. Socjaldemokraci i Ano w czasie kampanii wyborczej mówili o możliwości rewizji decyzji parlamentu w tej sprawie, podczas gdy dla chadeków temat jest zamknięty raz na zawsze.
Rozmowy na temat utworzenia przyszłego rządu mogą okazać się prawdziwym maratonem politycznym, jednak ich ewentualne niepowodzenie i konieczność rozpisania nowych wyborów niosłoby zbyt duże ryzyko odwrócenia się wyborców od całego świata polityki. Niska jak na Czechy frekwencja wyborcza (59 proc.) i sukces partii protestu Babiša już stanowią ostrzeżenie.
Z polskiej perspektywy ciekawostką wyborów była szansa na wprowadzenie do Izby Poselskiej pierwszego przedstawiciela mniejszości polskiej z Zaolzia. Z rachub przedwyborczych wynikało, że blisko mandatu był startujący z listy ODS Paweł Folwarczny, popularny w regionie i popierany przez Kongres Polaków w Republice Czeskiej wiceburmistrz Czeskiego Cieszyna.
Niestety, po podliczeniu głosów okazało się, że żaden z polskich kandydatów nie zebrał dość tzw. głosów preferencyjnych (głosy oddane na listę partyjną ze wskazaniem preferowanego kandydata).
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA