fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Sprawa honorowa

Kamil Glik może być pewny gry przeciwko Ukrainie. Z kim zagra w obronie – nie wiadomo.
Fotorzepa, Piotr Nowak PN Piotr Nowak
Jutro mecz z Ukrainą. Reprezentacja Polski rozpoczyna ostatni taniec w tych eliminacjach do mundialu
Jutro wieczorem nie będzie już wymówek. Jeśli nie wygramy w Charkowie, kończymy marzenia o mundialu i zaczynamy rozliczanie winnych.
Z Brazylią żegnaliśmy się na raty. Gdy remisowaliśmy z Mołdawią – ratowały nas wyniki innych meczów, gdy remisowaliśmy z Czarnogórą – znowu pomagały pozostałe drużyny naszej grupy. To też były mecze o wszystko, jednak ciągle pozostawał margines błędu. Jutro w Charkowie może być definitywny koniec złudzeń.
– Nie będzie już żadnych wątpliwości, liczenia punktów. Po prostu znaleźliśmy się w sytuacji bez wyjścia – mówi kapitan drużyny, Jakub Błaszczykowski.

Kwestia odwagi

Trzy dni zgrupowania w Warszawie były trudne, bo żaden piłkarz nie powie przecież, że nie wierzy w awans. Nikt nie ma ochoty rozmawiać o przyszłości czy nowym selekcjonerze, gdyż zwyczajnie nie wypada. Oficjalnie wszyscy wierzą i świetnie współpracuje im się z Waldemarem Fornalikiem.
– Chciałbym, żebyśmy wygrali w Charkowie i jechali na Wembley grać swój finał. Ukraina to mocna drużyna, ale nie jest poza naszym zasięgiem – mówi Adrian Mierzejewski.
Piłkarz Trabzonsporu wydaje się być pewniakiem do gry w pierwszym składzie. Dla niego to może być przełomowy mecz, do tej pory przyjeżdżał na zgrupowania łatać dziury po kontuzjowanych. Teraz może dostać najbardziej odpowiedzialną rolę w drużynie. Świetne występy w klubie (4 gole i 8 asyst w tym sezonie) spowodowały, że Fornalik widzi dla niego miejsce za plecami Roberta Lewandowskiego. Mierzejewski rywalizuje z Piotrem Zielińskim, któremu brakuje ostatnio gry w klubie i doświadczenia w meczach wagi ciężkiej.
Nie wiadomo, jak odważny będzie selekcjoner. Z jednej strony Mariusz Lewandowski sugeruje, żeby Ukraińców zaskoczyć już na samym początku – do tego przydałaby się ofensywna taktyka. Z drugiej – Ukraina to na tyle dobra drużyna, że bardzo szybko może ukarać przeciwnika, który od pierwszej minuty chce wziąć więcej, niż mu się należy.
W ostatnich meczach – z Danią, Czarnogórą i San Marino reprezentacja Polski grała z dwoma ofensywnymi pomocnikami w środku boiska. Teraz może wrócić do ustawienia, w którym tylko Mierzejewski nie będzie miał obowiązków w defensywie, bo ryzyko jest zbyt duże.
– Przed poprzednim meczem z Ukrainą mieliśmy rozpracowanego rywala w każdym szczególe, jednak po siedmiu minutach przegrywaliśmy 0:2, bo chyba zapomnieliśmy pogadać o tym, jak my mamy grać. Teraz nie popełnimy tego błędu – mówił Mierzejewski.
Treningi wyglądają trochę inaczej niż ostatnio. Mariusz Lewandowski, chociaż nie było go w kadrze cztery lata, znowu jest najgłośniejszy. Ustawia kolegów, poucza, krzyczy. – Potrzebowaliśmy kogoś takiego, z wielkim doświadczeniem. Komunikacji na boisku chyba trochę brakowało – mówi Wojciech Szczęsny.
Jest on w reprezentacji rezerwowym bramkarzem, chociaż jego Arsenal prowadzi w Premiership, a Polak zbiera dobre recenzje. Gdybyśmy mieli taką rywalizację w składzie na każdej pozycji, przed meczem z Ukrainą nie powinniśmy drżeć.

Trzy znaki zapytania

Fornalik postawi zapewne na Artura Boruca i Szczęsnemu trudno z tą decyzją dyskutować. Bramkarz Southampton w siedmiu meczach ligowych przepuścił dwa gole, został nominowany do nagrody piłkarza miesiąca w Anglii. Ostatnio w tak wysokiej formie był w Celticu Glasgow.
W tych eliminacjach Polacy tylko dwa razy nie stracili gola – w meczach na własnym boisku z San Marino i Mołdawią. Na wyjazdach obrona nie była szczelna, nawet w spotkaniach z tymi rywalami. Przed ostatnim tańcem Fornalik przyznaje, że znowu będzie wymyślał nowe kroki. Na pewno zagra Kamil Glik, pozostałe trzy pozycje w obronie to znaki zapytania.
– Pytanie, kto obok mnie zagra w środku, należy zadać trenerowi. Ja nie zajmuję się przypuszczeniami. Marzy mi się, że teraz to my zaczniemy od 2:0, a rywale będą gonić wynik. Na pewno jednak będzie trudno o taki scenariusz, bo Ukraińcy to doświadczony, groźny zespół – mówi Glik, kapitan Torino.
Na pewno nie zagra Bartosz Salamon, który po starciu ze Sławomirem Peszką na wczorajszym treningu opuścił zgrupowanie z groźną kontuzją (Fornalik zdecydował się także zwolnić Arkadiusza Milika na zgrupowanie kadry młodzieżowej). Na środku obrony trener niby ma pole manewru, bo może zdecydować się na Łukasza Szukałę, Artura Jędrzejczyka, Marcina Wasilewskiego czy Piotra Celebana, ale żadne z tych rozwiązań nie wydaje się optymalne. Boruc w Charkowie będzie miał ciężkie życie.
– Wiem, że do tej pory w eliminacjach reprezentacja zawodziła, ale przecież Ukraina to nie jest jakaś wielka potęga, nie lekceważymy przeciwnika, jednak pora uwierzyć w siebie i wygrać – mówi Mateusz Klich.

Metafizyka Wembley

Jeśli kadra rzeczywiście uwierzy i wygra, czekają nas ciekawe cztery dni do meczu na Wembley. Grono optymistów pewnie bardzo się zwiększy, metafizyka też odegra swoją rolę, przecież chłopcy Górskiego uciszyli Anglię prawie równo 40 lat temu... Jutrzejszy mecz to sprawa honorowa, a Polacy lubią grać, gdy nikt w ich nie wierzy.
Wczorajsze popołudnie piłkarze mieli wolne. Dzisiaj o 9.30 wylatują do Charkowa. Wieczorem będą trenować na tamtejszym stadionie.
Mecz z Ukrainą w piątek o 20 polskiego czasu. Transmisja w TVP1 i Polsacie Sport.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA