fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rpkom

KIKE w kryzysie

ROL
Kilkumiesięczny spór w zarządzie Krajowej Izby Komunikacji Ethernetowej zakończył się wkluczeniem z zarządu jednego z założycieli i dotychczasowego wiceprezesa Izby. Ten kwestionuje legalność posunięcia i utworzenie konkurencyjnych wobec KIKE struktur i projektów. Konflikt władz Izby zbiegł się w czasie z dodatkowymi problemami w zarządzie i całej izbie. Zakończyć się to może rozłamem w najważniejszej organizaji małych operatorów telekomunikacyjnych
Co ciekawe, wygląda na to, że w kryzys wpędziła organizację wyłącznie skrajnie odmienna wizja działania Krajowej Izby Komunikacji Ethernetowej przez jej najaktywniejszych działaczy i niemożność znalezienia pomiędzy nimi kompromisu. Czołowymi osobami sporu są jeden z założycieli Izby i jej długoletni prezes (ostatnio wiceprezes) Arkadiusz Binder z jednej strony, a pozostali członkowie zarządu oraz Komisji Rewizyjnej z przewodniczącym tej ostatniej Piotrem Marciniakiem (także współzałożycielem Izby) na czele.
Konflikt personalny
Zarzewiem konfliktu, według jednego z członków KIKE, była zmiana na stanowisku prezesa zarządu dokonana przez Walne Zgromadzenie 1,5 roku temu. Arkadiusza Bindera zastąpił Kamil Kurek. Binder został powołany na stanowisko wiceprezesa zarządu, zajmując się dalej swoimi prioretetowymi przedsięwzięciami: tzw. Tanim Łączem, czyli systemem hurtowych zakupów usług transmisji danych przez członków KIKE, oraz systemem rozproszonych stacji czołowych, czyli raczkującym jeszcze hurtowym systemem zakupów praw do treści wideo dla coraz liczniejszych usług TV w sieciach małych ISP.
Według przeciwników utrata stanowiska prezesa była dla  Arkadiusza Bindera ciosem osobistym, jako że był jednym z założycieli Izby oraz ojcem i współorganizatorem najważniejszych dla Izby projektów (Tanie Łącze), które zadecydowały o jej sukcesie. Bez względu na ten domniemamy czysto emocjonalny czynnik pozostaje faktem, że Arkadiusz Binder przyjął rolę krytyka funkcjonowania Izby. Z publicznie dostępnych projektów jego autorstwa widać, że jego zdaniem KIKE działa nazbyt chaotycznie i niewystarczająco efektywnie. Jego ideałem zdaje się sformalizowana struktura efektywnością i silnym kierownictwem (np. 1-osobowy zarząd) zbliżona do normalnego podmiotu gospodarczego.
Konflikt narastał, a w pewnym momencie karty zostały wyłożone na stół. Arkadiusz Binder nie krył, że będzie dążył do odwołania aktualnego zarządu, zmiany statutu i organizacji Izby (m.in. zmniejszenie liczby członków zarządu, ścisłe określenie obszarów kompetencyjnych, wdrożenie i przestrzeganie systemu obiegu dokumentów). Wyłączając fakt, że aktualnym członków zarządu nie mogła się podobać ani wcześniejsza krytyka, ani pomysł na odwołanie ich z funkcji podjęli argument, że wizja Arkadiusza Bindera nie za bardzo nadaje się na model działania izby gospodarczej, która z natury rzeczy musi być tworem demokratycznym. Ze wszystkimi tego wadami i zaletami.
Jednocześnie Arkadiusz Binder zaczął organizować pośród członków Izby grupę zbliżoną do niego poglądami i zapowiedział tworzenie równoległych, formalnie niekonkurencyjnych, struktur. To już zostało uznane przez zarząd za działanie na szkodę KIKE i za powód (pretekst?) do wykluczenia Bindera z zarządu i Izby. Stało się to na początku sierpnia. Decyzją zarządu (podczas połączonego posiedzenia z Komisją Rewizyjną) - niejednomyślną - z listy członków Izby wykreślone zostały dwie firmy, które w Izbie reprezentuje Arkadiusz Binder: Biall-Net i AMS System. Prowadzone przez niego projekty zostały rozparcelowane pomiędzy pozostałych członków zarządu: Tanie Łącze przypadło Andrzejowi Owczarkowi, a projekt rozproszonych stacji czołowych Konradowi Baranowskiemu.
Sprawa pozostaje dyskusyjna. Statut KIKE stanowi, że członka zarządu odwołać może walne zgromadzenie. Oponenci byłego wiceprezesa stoją na stanowisku, że usunięcie firm, które reprezentuje w Izbie oznacza automatycznie jego wykluczenie z KIKE, a tym samym ze składu zarządu. Sprawa będzie prawdopodobnie przedmiotem sporu prawników i ewentualnie rozstrzygnięć sądu, ponieważ Arkadiusz Binder nie akceptuje procedury usunięcia go z zarządu Izby.
Ma on pewne poparcie grupy firm (szacunki się różnią: zdaniem jednych - kilku, zdaniem innych - do 40), które prawdopodobnie wesprą jego działania. Eks-wiceprezes zapowiada niedwuznacznie, że jeżeli sprawy nie pójdą w pożądanym przez niego kierunku to zintensyfikuje projekt uruchomienia Polskiej Izby Operatorów Telekomunikacyjnych - formalnie równoległy i niekonkurujący z KIKE.
Problemów jest więcej
Konflikty personalne są prawdopodobnie obojętne większości członków Izby, ale część z nich podziela przynajmniej niektóre zarzuty Arkadiusza Bindera. Przed najbliższym walnym zgromadzeniem członków - bez względu na konflikt w zarządzie - i tak prawdopodobnie pojawiłby się wniosek o odwołanie z funkcji zarządu Kamila Kurka, który nie zbiera dobrych notowań między innymi w związku z działaniem spółki KIKE Events (komercyjne ramię Izby) oraz Fundacji Nowych Technologii (z którą KIKE współpracuje).
Część członków chce, aby Izba działała w najbardziej interesujących ich kierunkach: przykładowo skonsolidowanym zakupom kontentu TV, a nie pracy z administracją publiczną. Rozłam, jaki zapowiada Arkadiusz Binder może znaleźć zatem poparcie.
Po wykluczeniu Arkadiusza Bindera z zarządu kompromis stał się ostatecznie niemożliwy. Dzisiaj strony nie szczędzą sobie już żadnych zarzutów o działanie wbrew prawu i dobru Izby. Trwa między innymi bój o dostęp do Systemu Ewidencji Węzłów, który jest narzędziem projektu Tanie Łącze, a który jest dzisiaj obsługiwany z serwerów kontrolowanych przez Arkadiusza Bindera (KIKE planuje nowy system do obsługi Taniego Łącza). Powielił on także pewne zasoby Izby w serwisie pod domeną www.kike2.pl, której jest dysponentem.
Niezaangażowani obserwatorzy całej afery często powtarzają, że "jeżeli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi..." Jest w tym  ziarno prawdy, skoro w dyskusji skonfliktowanych stron często pojawia się wątek budżetów i rozliczania poszczególnych projektów. Na przykład kierowanych przez Bindera projektów Tanie Łącze i rozproszone stacje czołowe kontra Grupa Robocza Administracji Publicznej, którą kieruje Marciniak. Trudno ocenić, czy pieniądze ze składek członków Izby mogą być realnym przedmiotem sporu, czy raczej są tylko katalizatorem rozgrywek personalnych i ambicjonalnych.
Kogo to wszystko obchodzi?
Konflikt rozstrzygnie się prawdopodobnie na najbliższym walnym zgromadzeniu członków Izby, do którego strony sporu, być może, powinny się odwołać od razu. Walne jest najważniejszym organem KIKE. Na marginesie można wspomnieć, że Arkadiusz Binder utrzymuje, iż zarząd odwleka zwołanie walnego. Zgromadzenie musi się jednak w końcu odbyć, czy to inicjatywy zarządu, czy "rozłamowców". Konsultacje w tej sprawie mają się rzekomo odbyć do połowy bieżącego miesiąca. Trudno ocenić, czy załagodzi ono spór (czy raczej zdusi rebelię), czy też zakończy się ostatecznym rozłamem w Izbie, która od kilku lat w pocie czoła buduje swoją pozycję.
Aktywni członkowie Izby szacują, że na ponad 250 zrzeszonych podmiotów realnie działa kilkadziesiąt. Większość zapisuje się do Izby i wnosi składki (dzisiaj 200 zł miesięcznie), aby korzystać ze wspólnych projektów przede wszystkim Taniego Łącza oraz rozproszonego węzła wymiany ruchu KIX. Dla tej większości cała afera może być tylko kłótnią izbowego "aktywu".
Źródło: rpkom.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA