fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Słaba konkurencyjność polskich regionów na tle UE

Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Polskie województwa wypadają słabo na tle starej Europy, ale całkiem nieźle w porównaniu z jej peryferiami oraz nowymi członkami Unii
Polskie regiony  zajęły 19. pozycję wśród 28 krajów w Raporcie Konkurencyjności Regionów 2013 r. przygotowanym przez Komisję Europejską. Choć taka pozycja nie zachwyca, trzeba podkreślić, że  jest znacznie lepsza niż w rankingach poziomu zamożności, gdzie zajmujemy miejsce trzecie od końca.
– To wielki skok cywilizacyjny, jaki dokonał się w ciągu ostatniej dekady – komentuje wicemarszałek województwa pomorskiego Wiesław Byczkowski.
Za najbardziej konkurencyjny region w Polsce zostało uznane – co nie jest wielkim zaskoczeniem – Mazowsze – zajmuje 147. pozycję na 262 miejsca. Bardzo dobrze zostały ocenione takie elementy jak poziom rozwoju firm (72. pozycja), innowacyjność (103.) czy efektywność rynku pracy (115.).
Co ciekawe jednak, w porównaniu z edycją raportu z 2010 r. Mazowsze spadło o 8 oczek.  – Fakt, że ciągle jesteśmy na pierwszym miejscu, oczywiście cieszy. Jednak tendencja spadkowa najbogatszych województw jest niepokojąca – zauważa Marta Milewska z Urzędu Marszałkowskiego Województwa Mazowieckiego. – W przypadku Mazowsza jest to efekt systematycznego osłabiania regionu janosikowym w wysokości ponad jego siły. Zamiast inwestować w konkurencyjność własnego województwa – przekazujemy środki na rozwój innych regionów. Jak widać, na efekty takiej polityki nie trzeba długo czekać – komentuje.
Oprócz Mazowsza pogorszenie pozycji zanotowało także m.in. woj. wielkopolskie (spadek o 19 pozycji na 209.), przez co jego konkurencyjność jest niższa niż np. woj. lubelskiego, które przecież zalicza się do najbiedniejszych w kraju.
– Ten ranking to argument na rzecz odpowiedniego wsparcia Wielkopolski w ramach polityki państwa. Nasze województwo tylko pozornie jest bogate, od lat powtarzamy, że wewnątrz Wielkopolski są problemy, które nie są mniejsze niż w województwach uznawanych dotąd tradycyjnie za problemowe – mówi „Rz" Marek Woźniak, marszałek Wielkopolski.
Lubelskie za to  jest dumne ze swojego awansu (w 2013 r. 204. pozycja, o dwa oczka wyżej). – Kilka lat temu postanowiliśmy skończyć z mitem Polski B i to się udaje – podkreśla Sławomir Sosnowski, wicemarszałek woj. lubelskiego. – Postawiliśmy na wszechstronny rozwój – zadbaliśmy o dostępność komunikacyjną, poprawę szkolnictwa wyższego czy rozwój przedsiębiorczości – dodaje.
– Ranking burzy stereotyp, że wschodnia część Polski jest biedniejsza, mniej zaradna i mniej konkurencyjna od centralnej i zachodniej. Województwo podlaskie znalazło się zaraz za wielkopolskim, a wyprzedza kujawsko-pomorskie. Myślę, że to powinno dać do myślenia na przykład inwestorom, dosyć do tej pory nieufnym wobec Polski wschodniej – zauważa Jarosław Dworzański, marszałek województwa podlaskiego.
Najgorzej w rankingu wypada woj. warmińsko-mazurskie, które zajmuje dziś 230. miejsce, o 8 pozycji gorzej niż w 2010. –  Trzeba podkreślić, z jakiego pułapu zapóźnienia cywilizacyjnego podnosi się region, położony peryferyjnie, duży, choć słabo zaludniony, bez przemysłu, którego w czasie gospodarki sterowanej nie lokowano tu prawie wcale. Bez prężnego biznesu, innowacji, ośrodków badawczych, bez studiów medycznych, z bardzo młodym Uniwersytetem. Dopiero fundusze europejskie pozwoliły nam nie tylko planować swój rozwój, ale i realizować inwestycje – wyjaśnia Jacek Protas, marszałek województwa.
Regiony zgodnie deklarują, że nie ustają w wysiłkach, by dalej poprawić swoje wyniki.  Recepty wydają się znane – uzupełnianie zaległości i dziur w infrastrukturze podstawowej, rozwój gospodarki opartej na wiedzy, przedsiębiorczości i innowacyjności, współpracy nauki z biznesem itp. Problem polega na tym, że takie ogólne recepty stosowane przez wszystkich nie dają przewagi konkurencyjnej.
– Polskie regiony, w tym Dolny Śląsk, muszą nie tyle gonić te europejskie, ile powinny je przeskoczyć – twierdzi  Maciej Zathey, dyrektor departamentu rozwoju re- gionalnego w dolnośląskim urzędzie marszałkowskim. – A to oprócz oczywistych kierunków działań wymaga także poszukania własnego pomysłu na rozwój – wykorzystania istniejących nisz, np. ekologicznych – dodaje.
W Pomorskim, jak wyjaśnia marszałek Byczkowski, taką niszą może być np. rozwój przemysłu opartego na stoczniach i portach czy eksport najlepszych pomorskich marek. – Przed nami do wykorzystania unijny budżet na lata 2014–2020. Jestem przekonany, że w raporcie za 2020 r. awansujemy na miejsce w pierwszej 150 regionów – dodaje.

Tomasz Kaczor, główny ekonomista BGK

Zawsze trzeba się porównywać do najlepszych i w takim ujęciu polskie regiony wciąż wypadają raczej słabo. Ale bardzo istotne jest to, że rysuje się nowy podział Europy. Kiedyś były to proste zestawienia – kraje starej UE i nowi członkowie, między którymi była przepaść. Dziś wypadamy lepiej nie tylko od krajów, z którymi zwykle się porównujemy – Bułgarii, Rumunii, Litwy i Łotwy,  ale także od tych, których dogonienie wydawało się mało prawdopodobne. Konkurencyjność polskich regionów jest lepiej oceniania niż greckich i na porównywalnym poziomie do portugalskich czy hiszpańskich.  Interesujące jest także to, że Mazowsze ciągnięte przez Warszawę nie odstaje tak bardzo od reszty kraju w odróżnieniu od większości państw, gdzie skrajności są ogromne.

Mocne i słabe strony regionów

Najbardziej konkurencyjnym regionem jest holenderski Utrecht – wynika raportu Komisji Europejskiej. Na drugim miejscu znalazła się aglomeracja Londynu. W pierwszej piątce są jeszcze dwa regiony brytyjskie oraz jeden szwedzki – Sztokholm. Wysoko zostały też ocenione obszary stołeczne w Danii i Francji, a niemiecki Berlin został sklasyfikowany na stosunkowo odległej 42. pozycji. Pod względem konkurecyjności regionów ogółem najgorzej wypadła Rumunia i Bułgaria, a także Grecja (trzecie miejsce od końca). Raport o konkurecyjności ma pokazywać mocne i słabe strony każdego z regionów. Pierwszy raz został opublikowany w 2010 r. i opiera się na metodologii opracowanej przez World Economic Forum dla Globalnego Indeksu Konkurencyjności. Ocena regionów obejmuje szeroki zakres zagadnień związanych z  innowacjami, jakością instytucji, stanu infrastruktury (w tym sieci cyfrowych) oraz ochroną zdrowia i jakością kapitału ludzkiego. Raport ma służyć jako narzędzie pomocnicze dla regionów, stanowić coś w rodzaju przewodnika, na czym każdy region powinien się skupić biorąc pod uwagę jego szczególną sytuację i jej ogólny poziom rozwoju. Autorzy raportu podkreślają, że to ważne wyzwanie po tym, jak kryzys gospodarczy zmniejszył środki na publiczne wsparcie rozwoju. Ale ocena konkurencyjności może też być jednym z wyznaczników dla Komisji Europejskie, gdzie i na co kierować unijne fundusze w ramach polityki spójności. Przedstawiony ostatnio raport za 2013 r. to jego wstępna wersja, końcowa wersja badania ma zostać opublikowapod koniec września.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA