fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Kościół od gejów się nie odwróci

Abp Józef Kowalczyk
Fotorzepa, Waldemar Kompała Waldemar Kompała
O prawie do uboju rytualnego, niesprawiedliwej likwidacji Funduszu Kościelnego i referendum w stolicy, na które wcale nie trzeba iść – mówi prymas Polski abp Józef Kowalczyk w rozmowie z Jackiem Nizinkiewiczem.
Kiedy ksiądz prymas patrzy na dzisiejszą scenę polityczną, jak ocenia stan polskiej demokracji?
Abp Józef Kowalczyk: Politycy muszą nauczyć się żyć w demokracji, a więc nauczyć się także żyć w opozycji. A żyć w opozycji nie znaczy mówić na wszystko „nie", co czyni koalicja. Natomiast koalicja rządząca nie powinna odrzucać konstruktywnych propozycji przedstawianych przez opozycję. Opozycja zyskuje szacunek poprzez pozytywne działanie polegające na inteligentnej i obiektywnej krytyce tego, co czynią rządzący lub stanowiący prawo. Koalicja i opozycja muszą prowadzić ze sobą konstruktywny dialog. Bycie w opozycji nie może oznaczać, że jest się wrogiem koalicji rządzącej i neguje się wszystko cokolwiek rządzący zrobią, nazywając ich nieudacznikami. Nie na tym polega działalność opozycji także w parlamencie, który jest ciałem ustawodawczym.
Ale od lat opozycja traktuje rządzących jak wrogów i ze wzajemnością. Opozycja musi liczyć się z tym, że minie kilka lat i władza może być jej powierzona. A stanie się tak wówczas, jeśli pracując w opozycji, będzie wnosić konstruktywny wkład we wspólne dobro kraju. Na partii przejmującej władze spoczywa też odpowiedzialność za kontynuację konstruktywnych działań poprzednich rządów. Na ogół ze zmianą władzy w Polsce dochodzi do wywrócenia do górny nogami działań poprzedników. Nie można wszystkiego burzyć i zmieniać. Takie zachowania są niczym innym jak działalnością podobną do działań szczepowych z czasów niezorganizowanych państw, które obecnie daje się zauważyć w niektórych krajach afrykańskich i nie tylko. Cisną się tu na usta słowa poety: Każda epoka ma swe własne cele
I zapomina o wczorajszych snach...
Nieście więc wiedzy pochodnię na czele
I nowy udział bierzcie w wieków dziele,
Przyszłości podnoście gmach!
Ale nie depczcie przeszłości ołtarzy,
Choć macie sami doskonalsze wznieść;
Na nich się jeszcze święty ogień żarzy,
I miłość ludzka stoi tam na straży,
I wy winniście im cześć! (Adam Asnyk) Jeżeli Polska chce konstruktywnie wykorzystać energie ludzkie, czas, jaki ma i możliwości zdobycia dostępnych funduszy, powinna zespolić działania wszystkich niezależnie od tego, czy ktoś jest w opozycji, czy ma bezpośrednią odpowiedzialność za sprawowanie władzy.  Polska musi stanąć na twardym gruncie osadzonym na tym, co jest jej dostępne w pozyskiwaniu funduszy unijnych. Kluczem do ich maksymalnego wykorzystania jest zgodna współpraca w parlamencie. Polska nie możemy zmarnować czasu, który ma jako młody członek Unii Europejskiej. Gdy chodzi o dobro wspólne, nie można patrzeć na to, czy należy się do tej czy do innej partii. Trzeba zespolić siły i zdobyć wszystko co jest do zdobycia i budować to, co będzie służyć wszystkim. Koalicje się zmieniają, a owoce działania pozostaną jako wspólny sukces – opozycji i koalicji rządzącej. To, co obecnie dzieje się w polskiej polityce budzi czasem zdumienie i trwogę. Mam wrażenie, że sytuacja w parlamencie rozwija się w kierunku zupełnie przeciwnym do oczekiwań księdza prymasa. Opozycja krytykuje każdy pomysł rządu, a rządzący straszą powrotem opozycji niczym zła wcielonego. W walce o sprawiedliwość społeczną nie chodziło o wybudowanie wieży, na szczycie, której będą najbogatsi, a na dole ludzie prawie umierający z głodu. Taka sytuacja jest zaprzeczeniem celu walki naszych przodków. To jest grzech społeczny zasługujący na krytykę. Premie i nagrody w parlamencie i gdzie indziej, w czasie obecnego kryzysu, budzą zdziwienie i zgorszenie. Politycy muszą solidaryzować się ze społeczeństwem w znacznym procencie biednym. W przeciwnym razie społeczeństwo odwróci się od rządzących i powie: „Nie jesteście lepsi od tych, którzy w przeszłości nas oszukiwali". Nastroje społeczne odzwierciedlają się później w wyborach, w bardzo niskiej frekwencji, ponieważ ludzie nie wierzą w uczciwość prowadzonej polityki. Podobne nastroje były w socjalizmie realnym. Korzystając z idei solidarności, nie stać nas dziś na budowanie społeczeństwa prawdziwie obywatelskiego?! To budzi zdziwienie i uzasadnione pytania. Można być agnostykiem, można być ateistą, można być gorącym czy letnim katolikiem lub protestantem, ale trzeba być przede wszystkim człowiekiem, człowiekiem sumienia i nim się kierować. Jeżeli nie będziemy kierować się własnym, prawym sumieniem, to doprowadzimy do zwaśnienia, kompromitującej kłótni parlamentarnej posługując się prymitywnym językiem niegodnym ludzi wykształconych. Jak ksiądz prymas zapatruje się na ustawę zakazującą uboju rytualnego? Naczelny rabin polski powiedział, że „zakaz uboju rytualnego to najgorsze, co mogło się stać dla żydowskiej diaspory od 30 lat". Odpowiem jako człowiek, który jest wielkim zwolennikiem wolności religijnej. Z ramienia stolicy apostolskiej zmagałem się o to, żeby była zagwarantowana nie tylko w konkordacie, ale także w konstytucji i ustawach. Ustawa z 20 lutego 1997 r. o stosunku państwa do gminy żydowskiego w Rzeczypospolitej Polskiej w art. 9.2 mówi wyraźnie, że „ w celu realizacji prawa do sprawowania obrzędów i czynności  rytualnych związanych z kultem religijnym gminy żydowskie dbają o zaopatrzenie w koszerną żywność, o stołówki i łaźnie rytualne oraz o ubój rytualny". Gminy wyznania mojżeszowego mają taką gwarancję ustawową. Prawo do zachowania obyczajów i tradycji oraz rozwoju własnej kultury gwarantuje również konstytucja, art. 35. Zaś art. 53. mówi o wolności religijnej, która obejmuje także posiadanie świątyń i innych miejsc kultu. Po dokładnej analizie art.9.2 wspomnianej ustawy oraz zapisów konstytucji, a także dotychczasowej praktyki zwyczajowej, można wyciągnąć wniosek, że odrzucenie w głosowaniu projektu dyskutowanej ustawy nie ogranicza praw nabytych wspólnot wyznaniowych. Nie zostały więc odebrane im uprawnienia do sprawowania kultu religijnego i uboju rytualnego. Czyli jak zmieniło się prawo do uboju rytualnego po tym, gdy PiS, Ruch Palikota, SLD i część PO odrzuciła ustawę o nim? To, co określało rozporządzenie ministra rolnictwa Stanisława Kalemby zostało uznane przez Trybunał Konstytucyjny za niekonstytucyjne. Ubój  rytualny, jak wiadomo, polega na zabijaniu zwierząt hodowlanych bez ogłuszenia poprzez wykrwawienie. Dyskusja dotyczyła tego, czy ubój ten jest dopuszczalny w świetle ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 r. o ochronie zwierząt. Projekt ustawy, o której mowa, winien przewidywać także skutki jej odrzucenia. Przewodniczący komitetu Konferencji Episkopatu Polski do spraw dialogu z judaizmem w dniu 25 czerwca tego roku wyraził opinię, że  ubój rytualny nie musi być sprzeczny z humanitarnym traktowaniem zwierząt. Projekt ustawy wywołał wielkie kontrowersje. Przewodniczący związku muzułmanów w Polsce Tomasz Miśkiewicz powiedział, że to „policzek", że uniemożliwia obchodzenie świąt muzułmanom i ogranicza praktyki religijne. Istnieją wspólnoty wyznaniowe, w których ubój rytualny należy do istoty obrzędu religijnego i nie możemy o tym zapominać. Jeżeli proponuje się ustawę, która dopuszcza ubój rytualny z ogłuszeniem, to trzeba przewidzieć także możliwość jej odrzucenia i zagwarantować ubój rytualny wyznaniom, dla których jest on istotny w sprawowaniu kultu. Mecenas Roman Giertych formułuje wniosek do RPO o skierowanie skargi do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie zakazu uboju rytualnego, reprezentując stowarzyszenie żydowskie. Mecenas Giertych ma rację. Polsce potrzebna jest jasna interpretacja wspomnianych zapisów ustawowych lub orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w sprawie uboju rytualnego dotyczącego wspomnianych wyznań religijnych. Nie wypowiadam się na temat uboju rytualnego z perspektywy rządzących, bo to ich kompetencja i zatroskanie o rynek. W Polsce, każde wyznanie musi mieć zagwarantowane prawo do sprawowania własnego kultu religijnego. Projekt ustawy, o której mowa winien był mieć klauzulę, że w razie jej odrzucenia wyznanie mojżeszowe i muzułmanie mają prawo do korzystania z uboju rytualnego tak, aby mogli spełniać swoje obrzędy liturgiczne. Dlaczego posłowie głosowali przeciwko ubojowi rytualnemu? Mogę tylko przypuszczać, że kierowali się przesłankami walki politycznej. Jestem jednak przekonany, że nie kierowali się przesłankami antysemickimi. Na ubój rytualny dla celów religijnych zezwalają też takie kraje jak np.: Wielka Brytania, Niemcy Dania... A co z racjami obrońców praw zwierząt, którzy są przeciwni ubojowi rytualnemu? Kościół jest za poszanowaniem praw zwierząt i humanitarnym ich traktowaniem. Metoda zabijania zwierząt przy uboju rytualnym jest obca naszej wrażliwości, ale nie możemy sprzeciwiać się  wymogom rytualnym innych wyznań, jeśli szanujemy wolność religijną w Polsce. Chrystus w tej materii wniósł rewolucyjne zmiany w stosunku do praktyk znanych w Starym Testamencie. W chrześcijaństwie nie istnieje praktyka składania ofiar krwawych. W miejsce ofiar krwawych Jezus złożył ofiarę z samego siebie. Ustanowił sakramentalną ofiarę składaną z chleba i wina. Może nadejdzie taki czas, że wspólnoty wyznaniowe zainteresowane ubojem rytualnym uzgodnią odejście od krwawych ofiar. Wrażliwość ludzka niełatwo dziś znosi wykrwawianie się zwierząt, ale nie mamy prawa narzucać innym wyznaniom, jakie mają mieć rytuały religijne. Czego Kościół więc oczekuje od parlamentarzystów? Mam nadzieję, że będzie opracowane wyjaśnienie albo obowiązująca interpretacja zapisów, że gdy chodzi o wspólnoty religijne, w których do istoty kultu należy także ofiara dokonana poprzez ubój rytualny, mogą to czynić. Czy zniechęcanie przez prezydenta i premiera do udziału w referendum w sprawie odwołania prezydent Warszawy, mimo że zebrano ponad 140 tys. podpisów pod wnioskiem o nie, mieści się w ramach demokratycznego dialogu? Warszawskie referendum, na rok przed wyborami, jest aktem politycznym o jednoznacznym celu. Ma obalić  panią prezydent wywodzącą się z partii rządzącej, żeby łatwiej było obalić cały rząd. W Warszawie przez ostatnie lata dokonano wiele dobrych poczynań. Kataklizmy zdarzają się za rządów wszystkich koalicji i władz, ale nie można obwiniać za nie władz miasta. Panią prezydent można za wiele dokonań pochwalić. Potknięcia zdarzają się każdemu. I dlatego wielu warszawiaków chce odwołania prezydent miasta. Referendum jest prawną możliwością do wypowiedzenia się za lub przeciw. Ale to nie jest żaden przymusowy obowiązek. Referendum jest instytucją konstytucyjną, z której można skorzystać lub nie. Jeśli zaś referendum staje się narzędziem do rozgrywki politycznej i ma doprowadzić nie do stabilizacji, ale do jej zachwiania, to każdy obywatel ma prawo wyrazić swoje poparcie lub swój sprzeciw. Absencja w referendum nie jest grzechem. Jeśli ktoś publicznie wyraża swój głos sprzeciwu względem akcji politycznej, jaką jest, jak się wydaje, warszawskie referendum, to nic złego nie czyni. Podobnie jak ten, kto wyraża swoje wsparcie. W demokratycznym państwie, każdy może publicznie zadeklarować, że w referendum weźmie udział lub nie. Prezydent z premierem dla partyjnych interesów nie występują przeciwko demokracji? Oni, mam takie wrażenie, korzystają z uprawnień demokracji. Czy Kościół zgadza się na likwidację Funduszu Kościelnego i odpis 0,5 proc. od podatku od 1 stycznia 2014 r.? Sprawa likwidacji funduszu jest klasycznym przykładem wyraźnej niesprawiedliwości. Fundusz Kościelny został stworzony jako rekompensata Kościołowi za utracenie mienie. Abp Dąbrowski, jako sekretarz generalny KEP, zaproponował ówczesnej władzy, aby pieniądze należne Kościołowi jako rekompensata za utracone mienie przeznaczyła bezpośrednio na ubezpieczenie misjonarzy, sióstr zakonnych i zakonników itp. To rozwiązanie funkcjonuje do dzisiaj. Obecna władza chce uwolnić się od tego obowiązku, likwidując Fundusz Kościelny, jako uzgodnioną rekompensatę ze strony państwa względem kościołów, i obciążyć nią dobrowolnym odpisem ze strony podatników. Nie ma to nic wspólnego ze sprawiedliwością i poszanowaniem uzgodnionych w przeszłości zobowiązań. Odpis 0,5 proc. byłby dobrowolny, więc tylko część społeczeństwa będzie płacić na Kościół lub związki wyznaniowe. To jest obowiązek państwa, a nie obywateli w całości czy w części. Ale po konsultacjach społecznych od 1 stycznia 2014 r. tak prawdopodobnie będzie. Nie wiem, czy tak będzie od 1 stycznia 2014 r., bo na razie nie ma obowiązującej ustawy w tej materii, a gdyby nawet zaistniała to nie wejdzie w życie wcześniej niż minie kryzys w Unii Europejskiej; a gdyby weszła, to przez trzy lata państwo będzie uzupełniać brakującą sumę określoną w Funduszu Kościelnym. Fundusz Kościelny – powtarzam -  nie jest  żadnym opłacaniem Kościoła, ale uzgodnioną restytucją należności państwa względem kościołów. Czy Kościół jest za zmianami w konstytucji, jakich chce PiS, czyli wpisaniem do niej: „W imię Boga wszechmogącego", co Jarosław Kaczyński zapowiedział na Jasnej Górze? W konstytucji RP jest wystarczająco jasne odniesienie do Boga. Czy papież Franciszek swoją wypowiedzią na temat homoseksualistów rozpoczął rewolucję w Kościele? Papież nie powiedział niczego nowego czy rewolucyjnego na temat homoseksualizmu i homoseksualistów. Przypomniał nauczanie Kościoła zawarte w katechizmie. Homoseksualizm jest znanym zjawiskiem na przestrzeni dziejów w świecie i w Kościele. Kościół nie będzie się odwracał od homoseksualistów. Są oni jego członkami, jako osoby ludzkie, tak jak wszyscy inni. Nie akceptuje natomiast praktyk homoseksualnych i to uważa za grzech. Skłonność nie czyni nikogo niegodnym człowiekiem, ani człowiekiem gorszym, a tym bardziej nie wykluczają go ze społeczności katolickiej. Kościół nie odwróci się od środowisk gejowskich. Znam ludzi o skłonnościach homoseksualnych, którzy są bardzo wartościowymi ludźmi, ale nie pochwalam i nie akceptuję praktyk seksualnych osób tej samej płci. Kościół to krytykuje i uznaje za grzech. To właśnie przypomniał papież Franciszek w swojej wypowiedzi. Dlaczego słowa papieża wywołały takie poruszenie? Powtórzę jeszcze raz, papież Franciszek zwrócił uwagę, że czyny homoseksualistów, sprzeczne z naturą i etyką, są niegodne i grzeszne, ale  nie przekreślają ich jako osoby. Homoseksualiści są ludźmi i pełnoprawnymi członkami Kościoła. Nie pogardzajmy nimi, nie dyskwalifikujemy ich ze względu na preferencje, ani nie wykluczajmy ze wspólnoty Kościoła. Polski Kościół, episkopat, podpisuje się pod słowami Franciszka? Oczywiście. Jak Kościół zachowa się w sytuacji, w której Sejm zalegalizuje związki partnerskie? Nie uzna związków partnerskich jako małżeństwa. Do państwa natomiast należy uregulowanie osobom tej samej płci żyjącym razem, wszystkiego tego, co dotyczy spraw majątkowych, spadkowych, dziedziczenia itp. Sejm chce po wakacjach wrócić również do tematu in vitro... Stanowisko Kościoła w tej sprawie pozostaje niezmienne. Żadne dziecko poczęte metodą in vitro nie może być pogardzane, ani uznawane za dziecko upośledzone czy drugiej kategorii. Dzieci takie są i będą przez Kościół zawsze szanowane. Samej metody in vitro, kiedy przy jej stosowaniu giną inne dzieci w komórkach, Kościół nie akceptuje. A gdyby nie ginęły, jak we Włoszech, gdzie prawo nakazuje wszczepienia do macicy wszystkich powstałych zarodków, których nie trzeba mrozić, a można przy droższej procedurze mrozić gamety? Sama metoda in vitro jest niezgodna z etyką katolicką. Dlaczego nie wszyscy księża szanują  dzieci urodzone metodą in vitro? Są księża którzy wmawiają dzieciom upośledzenie umysłowe czy „bruzdę dotykową"? To są prywatne opinie tych księży, a nie oficjalne stanowisko Kościoła. Kościół nie piętnuje dzieci urodzonych metodą in vitro. Wiemy, że dzieci urodzone metodą in vitro rozwijają się fizycznie i duchowo dobrze. Poczekajmy na wyniki badań w tym względzie, nad emocjonalnym rozwojem tych osób, nad rozwojem ich dzieci i następnych pokoleń, żeby można było orzec jednoznacznie, że nie przynosi ona żadnych negatywnych skutków w następstwie pokoleń. Nauka nie odpowiedziała na wszystkie pytania dotyczące metody in vitro. A my mamy prawo, poza wymiarem etycznym, stawiać pytania i mieć wątpliwości. Wierni są skonfundowani i podzieleni w ocenie sporu ks. Lemańskiego z abp. Hoserem. Jeśli ktoś przeszedł formację seminaryjną, przyrzekał wierność i posłuszeństwo swojemu biskupowi i jego następcom, to wie, jakie są jego zadania, obowiązki i kto jest jego przełożonym, kto go posyła i powierza mu posługę duszpasterską w parafii. Nie został proboszczem z woli parafian, ale z woli biskupa. To on ocenia jego pracę i przydatność eklezjalną jego posługi i zachowań. Część osób uważa inaczej, dostrzegając w ks. Lemańskim nadzieję na zreformowanie Kościoła. Struktura Kościoła katolickiego i posługa kapłanów w parafiach nie może być porównywana z funkcjonowaniem instytucji świeckich. To biskup ocenia użyteczność posługi danego kapłana, którego posłał. Reformą Kościoła zajmuje się papież i wszystkie podległe mu struktury i osoby przez niego powołane i przez niego upoważnione. Za reformę Kościoła partykularnego, diecezji czy parafii, odpowiada biskup. Wspomagają go kapłani, współpracownicy. Doświadczenia historyczne dostarczają wiele przykładów i dowodów na to, że tzw. reformatorzy, którzy działali wbrew woli biskupa lub też kontestowali go, nie byli wiarygodnymi reformatorami. Biskup ma prawo takiego kapłana odwołać ze stanowiska proboszcza, stosując przepisaną prawem procedurę administracyjną. Wyrażam zdziwienie, że media tak wiele czasu poświęcają sprawie, która leży w gestii biskupa Hosera, doświadczonego lekarza, kapłana, misjonarza i biskupa diecezjalnego. Nie znalazłem żadnego słowa w mediach, które by zwracały uwagę na jego kompetentne działanie. Natomiast można było domniemywać, że w nagłośnieniu tego problemu chodzi o spotęgowanie konfliktu kapłana z biskupem. Czy kanonizacja Jana Pawła II powinna odbyć się w tym samym czasie co Jana XXIII? Dobrze, że kanonizacje odbędą się razem. Nie bądźmy egoistami, chcąc osobnych ceremonii. Jan XXIII zwołał i rozpoczął sobór, Jan Paweł II w nim uczestniczył, a później był misjonarzem nauki soborowej. Spodziewana data kanonizacji Jana Pawła II to 27 kwietnia, czyli Święto Miłosierdzia Bożego, przyszłego roku. Pod koniec września na konsystorzu w Rzymie będzie podana ostateczna data kanonizacji. Oczekuje ksiądz prymas, że w ceremonii kanonizacji Jana Pawła II wezmą udział prezydent i premier? Oczywiście. Kanonizacja to ukazanie światu, jako przykładu do naśladowania, jednego z największych Polaków. To promocja całej naszej ojczyzny i kultury w świecie. W kanonizacji zapewne weźmie udział wiele głów państw. Nie może więc w tym wydarzeniu zabraknąć odpowiedniej reprezentacji Rzeczypospolitej Polskiej. A swoją drogą, czy Ruch Palikota, formacja antyklerykalna, zdobywając 10 proc. poparcie w ostatnich wyborach parlamentarnych jest dla Kościoła problemem? Nie. Nie jest problemem dla Kościoła. Dlaczego abp Hoser zaprasza do Polski ks. John Bashoborę, który mieni się uzdrowicielem? Zaprosił go, jako znanego mu kapłana, który posiada pewne doświadczenia i dary. Chciał zapewne pokazać kapłana wywodzącego się z innego kontynentu i kultury. Czy Kościół potwierdza, że Bashobora potrafi dokonywać wskrzeszeń i czynić cuda uzdrowienia? Takiego stwierdzenia nie mogę wypowiedzieć. W takich sprawach może się wypowiedzieć Kongregacja Doktryny Wiary. Kogo ksiądz prymas będzie sugerował papieżowi na miejsce kardynała Dziwisza, który w przyszłym roku odejdzie na emeryturę? Kiedy ksiądz kardynał Dziwisz przejdzie na emeryturę, zadecyduje papież Franciszek. Jeśli spyta mnie o ewentualnego kandydata, to się zastanowię i odpowiem. Czy Kościół w Polsce ma problem z nauczeniem papieża Franciszka, który chce od duchownych życia w skromności, a nie w przepychu? Kościół nie ma problemu z nauczaniem papieża Franciszka. Być może problem mają media w Polsce. Nie widzę wielkiego przepychu wśród biskupów i kapłanów w archidiecezji gnieźnieńskiej i w naszym kraju. Media są poruszone wysokimi, niejednolitymi w całej Polsce, stawkami za pogrzeby czy śluby. Kościół żyje i funkcjonuje z ofiar wiernych. Te ofiary przeznaczane są na jego utrzymanie i funkcjonowanie oraz wypełnianie jego zadań duszpasterskich. Jeżeli zdarzy się, że jakiś kapłan żąda zbyt dużej ofiary, to nie jest w porządku, ale nie jest to norma w Kościele, lecz przypadek. Wracając do papieża, boli go widok księdza w najnowszym modelu luksusowego samochodu i przypomina o skromniejszych środkach lokomocji, jak rower. Ksiądz prymas zgadza się z tezą, że księża żyją w przepychu? W archidiecezji gnieźnieńskiej przeważają małe, wiejskie parafie. Kapłani żyją skromnie. W czasie wizytacji wielu parafii nie zauważyłem przepychu czy wyniosłości kapłanów. Posługę parafialną spełniają w niewielkich wioskach położonych nieraz w odległości kilkunastu kilometrów. Samochód jest więc niezbędny. I to musi być samochód sprawny. Trudno byłoby wypełnić zadania duszpasterskie, posługując się tylko rowerem. Z szacunkiem odnoszę się do słów papieża Franciszka, który daje przykład, że tam, gdzie wystarczą normalne środki do przemieszczania się nie powinni duchowni korzystać z luksusowych samochodów. Sam daje nam budujący przykład w tym względzie. Czy episkopat podpisuje się pod listą egzorcysty ks. dr Przemysława Sawy, który sporządził listę zagrożeń duchowych na której znalazła się muzyka pop, jak Michael Jackson, rock, filmy typu „E.T.", „Gwiezdne Wojny", „Wojownicze Żółwie Ninja", książki o Harrym Potterze, śpiewanie piosenki „Makumba", uprawnianie jogi, gromadzenie słoników na szczęście, czy używanie chińskiej porcelany? Ja się nie podpisuję. A czy media o. Rydzyka szkodzą, czy pomagają Kościołowi w Polsce? O. Rydzyk wykorzystał doskonale okazję do zapełnienia niezagospodarowanej przestrzeni medialnej dla szerzenia kultu maryjnego. W wymiarze religijno- modlitewnym wykonał wielką pracę i należą mu się słowa uznania.  Radio Maryja spełnia również ważną posługę integrującą emigrację polską w świecie. A jak ksiądz prymas ocenia zaangażowanie mediów O. Rydzyka w politykę? To nie o. Rydzyk szuka dla siebie miejsca w polityce, ale świeccy politycy zabiegają o względy mediów o. Rydzyka. Za pośrednictwem tych mediów chcą pozyskiwać dla siebie elektorat. Ale tylko jednej opcji, bo są to politycy PiS i Solidarnej Polski. Nie jest wskazane, aby katolickie radio jednoznacznie kojarzyło się z jedną określoną opcją polityczną. Radio Maryja, Telewizja Trwam i „Nasz Dziennik" rozmawiają z politykami tylko jednej, prawicowej opcji politycznej. Media katolickie powinny być otwarte na wszystkich katolików, niezależnie od opcji politycznej. Mają jednak prawo, aby zapraszać do siebie kogo zechcą. Jak po 20 latach od wprowadzenia konkordatu w Polsce, ksiądz prymas ocenia relacje państwo-Kościół? Szerzej przedstawiam sprawę konkordatu w książce, która niedługo będzie miała swoją prezentację. Relacje Kościoła i państwa polskiego zostały w konkordacie modelowo uregulowane. Jest on pomnikiem pontyfikatu Jana Pawła II i stał się wzorcem umów państwa z Kościołem dla państw wychodzących z realnego socjalizmu i innych. Czy dopuszcza ksiądz prymas myśl, że konkordat może być renegocjowany? Pojawiają się głosy, że rząd Donalda Tuska łamie konkordat w sferze nauczania religii w szkołach i przez to, że nie ma religii na maturze. To wymysły pseudonaukowców i nieuprawnione ataki. Konkordat nic o religii na maturze nie mówi. W państwie takim jak Polska, jeśli ktoś chce mieć dyplom wykształcenia ogólnego, powinien uczęszczać na nauczanie religii katolickiej, luterańskiej, prawosławnej, bo inaczej dyplom nie będzie świadczył o ogólnym wykształceniu osoby. Religia powinna być przedmiotem na maturze dla tych, którzy sobie tego życzą, a państwo powinno im to zagwarantować. Czego księdzu prymasowi życzyć na trzy lata prymasostwa i nadchodzące urodziny? Uśmiechu, optymizmu i nadziei.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA