fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Dziwny proces po dziwnej kradzieży

Most Charing Cross - Claude Monet
Wikimedia Commons
Proces sądowy, który ma wyjaśnić losy sześciu wybitnych dzieł malarstwa europejskiego skradzionych z muzeum w Rotterdamie został odroczony tuz po jego rozpoczęciu w Bukareszcie.
Głównym oskarżonym jest 29-letni Radu Dogaru, któremu za rumuński „skok stulecia" grozi 20 lat więzienia. Oprócz niego na ławie oskarżonych ma zasiąść dwóch jego pomocników i człowiek oskarżony o paserstwo. Niejaki Adrian Procop, który uczestniczył w kradzieży zapadł się pod ziemię i będzie na razie sądzony zaocznie.
Do kradziezy doszło 16 pażdziernika 2012 r. Dogaru został namierzony już po kilku tygodniach. Policja usiłowała zaaranżować kupno obrazów i podobno transakcja przez podstawionych agentów była bliska sfinalizowania, ale Dogaru zorientował się, że jest śledzony i przestraszył się. Ostatecznie w styczniu zapała decyzja o aresztowaniu. Skradzionych dzieł nie znaleziono, choć tropy wiodły do wsi Caracliu we wschodniej Rumunii.
Jak oświadczyła Catalin Dancu, adwokatka Dogaru wciąż nie wiadomo, gdzie znajdują się  obrazy, jednak miesiąc, który sędziowie dali na uzupełnienie dokumentacji powinien zdaniem obrony wystarczyć przynajmniej na przeprowadzenie badań laboratoryjnych. Mają one wyjaśnić jeden, za to fundamentalny aspekt sprawy: czy obrazy w ogóle jeszcze istnieją. Prawniczka oświadczyła z tajemniczym wyrazem twarzy: „będą państwo zaskoczeni, bo obrazy nie padły ofiarą płomieni".
Dogaru miał zaproponować władzom holenderskim ugodę w ramach której zwróciłby pięć obrazów, ale w odpowiedzi usłyszał, że jedyna co może zrobić dla naprawienia swojego czynu to zwrot wszystkich skradzionych dzieł bez stawiania żadnych warunków.
Po zdemaskowaniu sprawców matka głównego oskarżonego Olga Dogaru oświadczyła, że chcąc zatrzeć ślady przestępstwa po prostu spaliła obrazy. Później jednak odwołała swoje zeznania i właściwie do końca nie wiadomo co się naprawdę wydarzyło. Badania chemiczne przeprowadzone przez ekspertów z Narodowego Muzeum Historycznego w Bukareszcie wykazały bowiem, ze w popiele pozostałym po rzekomym spaleniu dzieł wartych bagatela 100 mln euro rzeczywiście były ślady farb malarskich, gwoździe i resztki płótna.
Napad na muzeum Kunsthal w Rotterdamie był swoistym majstersztykiem złodziejskiego fachu. Wyniesienie siedmiu obrazów zajęło złodziejom najwyżej półtorej minuty. Skradzione dzieła to: "Most Waterloo" oraz "Most Charing Cross" impresjonisty Claude'a Moneta, "Głowa Arlekina" Pabla Picassa, "Czytająca dziewczyna w bieli i żółci" współtwórcy fowizmu Henri Matisse'a, "Kobieta z zamkniętymi oczami" jednego z najwybitniejszych brytyjskich malarz współczesnych Luciana Freuda, "Kobieta przed otwartym oknem" postimpresjonisty Paula Gauguina oraz "Autoportret" Meijera de Haana.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA