fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

Awantura o mandaty straży

Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Piraci złapani przez fotoradary straży miejskiej odsyłają wezwania, powołując się na... Andrzeja Seremeta.
Funkcjonariusze straży miejskich w całym kraju muszą się zmierzyć z prawdziwym buntem kierowców. Wczoraj opisaliśmy na stronach prawnych „Rz", że prokurator generalny Andrzej Seremet ogłosił, iż straż miejska nie ma prawa obsługiwać stacjonarnych fotoradarów. Na efekty nie trzeba było długo czekać.  Kierowcy zaczęli pisać i dzwonić do straży i odmawiać zapłacenia mandatu, powołując się na stanowisko prokuratora generalnego.

Ludzie listy piszą

– Nie macie prawa nas karać – mówią i piszą oburzeni kierowcy.  W listach do stołecznej formacji wysyłają  wycinki prasowe dotyczące stanowiska prokuratora generalnego.
– Na każdej zmianie mamy po kilkanaście takich telefonów. Do kierowców nie docierają żadne argumenty. Już czasem nie wiemy, co mamy im  odpowiadać – mówi strażniczka obsługująca służbową infolinię.
Także Waldemar Lada, komendant straży miejskiej w Białym Borze w Zachodniopomorskiem, gdzie przy drodze krajowej stoją dwa stacjonarne fotoradary, przyznaje, że wczoraj mieli bardzo dużo telefonów w tej sprawie. – Tłumaczymy kierowcom, że sami muszą zdecydować, co robią: czy przyjmują mandat, czy też nie. Jeśli odmówią, to sprawa, tak jak dotąd trafi do sądu – tłumaczy komendant Lada.
Spór o mandaty wystawiane przez straż miejską powstał, gdy Andrzej Seremet, prokurator generalny, nie zgodził się wnieść kasacji w imieniu straży miejskiej ze Szczecina dotyczącej pirata drogowego. Seremet uznał, że przepisy nie pozwalają straży na korzystanie ze stacjonarnych urządzeń rejestrujących pomiar prędkości. Jego zdaniem strażnicy nie mają też prawa do występowania jako oskarżyciel przed sądem w takich  sprawach.
Same straże miejskie jednak odrzucają ten argument. – Przecież policja, Inspekcja Transportu Drogowego, wydając zgodę na lokalizację urządzeń, nie mają  do nich zastrzeżeń – mówi jeden z komendantów.
Mandaty z fotoradarów są bezprawne?
Podaje też inny argument. W ostatniej, corocznej informacji o działalności straży gminnych MSW wyraźnie określa, że formacje mają uprawnienia do używania zarówno urządzeń przenośnych, jak i stacjonarnych.
To samo powtarza nam Paweł Majcher, rzecznik resortu. A Łukasz Majchrzak z Inspekcji Transportu Drogowego dodaje, że straż miejska dostaje zgody na ustawienie stacjonarnych urządzeń, bo ma kompetencje do ich obsługi. W ubiegłym roku ITD  pozwoliła na ustawienie 23 stacjonarnych fotoradarów, a w tym – pięciu.

A sąd ma wolną wolę

Sama straż miejska nie przejmuje się stanowiskiem Andrzeja Seremeta. Joanna Wojtach, rzecznik szczecińskiej straży miejskiej, od której zaczęło się całe zamieszanie, zauważa, że prokurator generalny nie jest w Polsce ustawodawcą. – Jego stanowisko nas nie obowiązuje. Dla nas wiążące jest prawo o ruchu drogowym – tłumaczy Wojtach.
W samym Szczecinie nie mają problemów z kierowcami, którzy nie chcą płacić teraz mandatów. W mieście straż ma bowiem tylko jeden maszt, do którego rzadko wstawia fotoradar. W tym roku tylko raz na tydzień. W tym czasie wystawiono 93 mandaty, a 82 sprawy trafiły do sądu.
Także stołeczna straż miejska nie bierze sobie do serca opinii Seremeta. – Wystawiamy mandaty tak jak dotąd. Jeśli mimo naszej prośby właściciel samochodu nie wskaże, kto prowadził auto, a pisze, że nie mamy prawa go karać, wtedy jeszcze raz ponawiamy wniosek o wskazanie kierowcy. Po odmowie sprawa jak dotąd trafi do sądu – mówi Zbigniew Leszczyński, komendant stołecznej straży.
Przyznaje, że  po stanowisku Seremeta jeszcze żaden wniosek do sądu nie trafił. – Ponowna wymiana korespondencji z właścicielem samochodu trwa – tłumaczy komendant Leszczyński.
Maja Smoderek, rzecznik stołecznego sądu, przyznaje, że stanowisko prokuratora Seremeta nie jest dla sędziów w żaden sposób obligujące. – Ale zdarza się, że nawet bez zmiany przepisów linia orzecznictwa ulega zmianie – tłumaczy.

Mandaty zasilają budżet

Do lipca Generalny Inspektorat Transportu Drogowego wystawił 165 tys. mandatów na podstawie zdjęć z fotoradarów. Można szacować, że wpływy z tego tytułu do budżetu państwa wyniosły ponad 41 mln zł (choć GITD nie udzieliła nam wczoraj informacji na ten temat). To niewiele w porównaniu z planami Ministerstwa Finansów, które założyło, że system fotoradarów przyniesie w tym roku 1,5 mld zł dochodów. Dochody te są częścią większej grupy budżetowej  „opłaty, grzywny, odsetki i inne dochody niepodatkowe" (w tym ok. 5 mld zł opłat za CO2). Co ciekawe, mimo niepowodzenia z fotoradami, pozostałe kategorie tej grupy idą całkiem nieźle. Do końca czerwca do budżetu wpłynęło 10,8 mld zł, czyli ponad połowa z zaplanowanych 20,2 mld zł. —acw
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA