fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Jordanka wygrała z saudyjskim księciem

Piotr Aleksandrowicz
Piotr Rudzki
Brytyjski sąd nakazał saudyjskiemu księciu zapłacić 10 mln dolarów prowizji jordańskiej businesswoman za sprzedaż swego prywatnego odrzutowca Muammarowi Kadafiemu.
Książę al-Walid bin Talal, kuzyn króla Abdullaha i jeden z najbogatszych ludzi na świecie, poniósł upokarzającą porażkę prawną po 2 dniach występowania jako świadek we własnej obronie podczas rzadko spotykanego publicznego procesu członka saudyjskiej rodziny królewskiej.
Sędzia Peter Smith odrzucił wszystkie dowody przedstawione przez księcia dotyczące kluczowych elementów sporu określając je jako „mylące, niewiarygodne, beznadziejne i żałosne".
Księcia pozwała do sądu Daad Sharab, kobieta interesów z Jordanii mająca bliskie powiązania z M. Kadafim, która wynegocjowała w latach 2002-6 sprzedaż samolotu księcia libijskiemu przywódcy. Książę z majątkiem szacowanym na 20-30 mld dolarów zapowiedział odwołanie się od wyroku nakazującego mu zapłacić kobiecie 10 mln dolarów prowizji od tej transakcji.
Samolot Airbusa będący istotą sporu ma historię równie bogatą jak jego wnętrze dostosowane do życzeń klienta, który zamówił podwójne łoże typu king-size, kanapy pokryte skórą w srebrnym kolorze i jacuzzi.
Sąd ustalił, że samolot został sprzedany księciu al-Walidowi w 2000 r. za 95 mln dolarów przez sułtana Brunei we ramach pospiesznej wyprzedaży aktywów nabytych przez jego brata za zdefraudowane pieniądze. Saudyjczyk sprzedał odrzutowiec Kadafiemu za 120 mln dolarów.
- Prowadzenie interesów z typami pokroju płk. Kadafiego było zawiłą, bizantyjską sprawą. To, że pani Sharab udało się dotrzeć do płk. Kadafiego było wyraźnie cennym atutem — wyjaśnił sędzia Smith.
Kadafi wysłał ten samolot po zamachowca Abdela Basseta al-Megrahi, który podłożył bombę w samolocie Pan Am prowadząc do jego katastrofy w Lockerbie, gdy został zwolniony ze szkockiego więzienia w 2009 r. Rebelianci, którzy obalili i zabili Kadafiego w 2011 r., pokazywali samolot jak swą zdobycz, pozwalając fotografować się dziennikarzom siedząc na luksusowych kanapach.
Książę zaprzeczył, jakoby zgodził się zapłacić pośredniczce 10 mln za jej rolę w tej sprzedaży. Oskarżył ją o wbicie mu noża w plecy, gdy stanęła po stronie Libijczyków w przedłużającej się procedurze sprzedaży i właśnie dlatego nie dostała ostatecznie ani centa.

„Po prostu śmieszny"

- Pod koniec przewodu uznałem po prostu, że jego dowody są mylące i zbyt niewiarygodne, a pani Sharab była bardziej przekonywująca w sporze — napisał sędzia. Stwierdził także, że książę „uzupełniał" dowody w trakcie przewodu, gdy okazało się, że ma słabą pamięć do pewnych szczegółów. - Jego próby podtrzymania dowodów były szczerze żałosne — głosi uzasadnienie.
Sędzia nie zgodził się na złożenie apelacji, ale rzecznik księcia powiedział, że będzie on starać się o zezwolenie w sądzie apelacyjnym. — Książę al-Walid uważa te orzeczenie za błędne i za niedokładną analizę wszystkich dowodów — stwierdził rzecznik.
D. Sharab wezwała w swoim oświadczeniu księcia do wykonania wyroku i bezzwłocznej wypłaty 10 mln dolarów.
Książę zajmuje 26. miejsce w rankingu światowych miliarderów dwutygodnika „Forbes", który ocenia jego majątek na 20 mld dolarów, podczas gdy sam Saudyjczyk mówi, że jest bliżej 30 mld. Poprzez swą spółkę Kingdom Holding Co książę ma duże udziały m. in. w Citigroup, News Corp i Apple. Jest też właścicielem albo współwłaścicielem luksusowych hoteli Plaza w Nowym Jorku, Savoy w Londynie i George V w Paryżu.
Książę wyjaśnił w sądzie, że miał bezpośredni dostęp do Kadafiego i nie potrzebował Sharab w dobiciu targu o samolot Airbusa, ale sędzia napisał w uzasadnieniu, że pozwany był „po prostu śmieszny" ze swymi dowodami. „Musiałoby być dużym poniżeniem dla księcia uświadomienie sobie, że mimo całego bogactwa i wpływów nie potrafił doprowadzić do rezultatu z płk. Kadafim. Powód tego jest prosty: płk Kadafi był człowiekiem równie upartym i nieprzejednanym"- napisał sędzia.
Sędzia odnotował też, że książę zeznając jako świadek twierdził, że nie kłamał, a tymczasem dowody wykazały coś innego. Sędzia wyjaśnił, że uwzględnił to oceniając wiarygodność księcia jako świadka.
Wskazał na list z 2003 r. podpisany przez księcia usiłujący przekonać Kadafiego do kupna samolotu za 135 mln dolarów. List stwierdzał, że była to cena zapłacona przez księcia sułtanowi Brunei wraz z kosztami modyfikacji wyposażenia. Książę przyznał podczas sesji zadawania pytań przez strony, że rzeczywista cena wynosiła 95 mln i nie zlecił żadnych modyfikacji, ale zaprzeczył, by kłamał. — Wysoki sąd nazywa to kłamstwem, ja — taktyką — powiedział.
Źródło: ekonomia.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA