Wiadomości

Modlę się, żeby UE się sama rozwaliła

ROL
Krystyna Pawłowicz o tym, dla kogo jest w Sejmie i dlaczego już nigdy nie pójdzie do TVN.
Rz: Lubi pani posługiwać się prowokacją w polityce?
Krystyna Pawłowicz, poseł PiS: – Skądże znowu. Ja nikogo nie prowokuję. Przez lata byłam wykładowcą akademickim i ten dydaktyk czasami ze mnie wychodzi. Głośno mówię, przejaskrawiam przykłady, gdyż wtedy studenci lepiej rozumieją problem, przedstawiam sprawy dwubiegunowo. Nawet wachlarza używam od lat i zupełnie nie rozumiem, dlaczego w Sejmie uchodzi to za prowokację. Wyciągam wachlarz i wszyscy się patrzą. Sprowadzam sprawy do konkretów – ludzie się obrażają. Gdy wypowiadała się pani o Marszu Szmat, to też dydaktyk wziął górę?
Moja wypowiedź, w której cytowałam zaproszenie wystosowane przez organizatorów na tę imprezę, została zmanipulowana w dalszych przekazach. Wyszło na to, że wszystkie te okropne słowa – szmaty, kurwy, alfonsy – były moimi własnymi ocenami. No i wszyscy na mnie napadli. A to były tylko cytaty z oficjalnej strony organizatora marszu. Na dodatek głupio wyglądałam w czasie tej rozmowy – pochylona jak stara babcia, z telefonem przyciśniętym do ucha. Nie mam doświadczenia medialnego i stąd to wszystko. Ale te 8 minut kontaktu z TVN 24 nauczyły mnie bardzo dużo. Dodała pani co nieco od siebie w tej wypowiedzi, na przykład „baby bez gaci", „wyrzygać". Panią to razi? A mnie uraził widok tych pań, uczestniczek Marszu Szmat, które paradowały po mieście na wpół gołe i wyglądały koszmarnie. To była ohyda, brzydactwo takie. Moja wypowiedź o tej imprezie była dosadna, ale posłużyłam się wyłącznie określeniami, których wobec siebie użyli organizatorzy marszu. Najwyraźniej jego uczestniczki najlepiej rozumieją taki język. Poza tym jak się sprawę sprowadzi do konkretu, to ludzie wiedzą, o co chodzi. Pewnie ponownie stanie pani za to przed Sejmową Komisją Etyki. Zresztą nie po raz pierwszy. Byłam tam tylko jeden raz, za wulgarne słowo, które rzekomo wypowiedziałam na posiedzeniu plenarnym, którego jednak nie było na nagraniu debaty. Komisja nie dała wiary moim tłumaczeniom, nawet nie odsłuchała nagrania i ukarała mnie, łamiąc zasadę domniemania niewinności. Dlatego postanowiłam, że więcej tam nie pójdę. Nie mam do tej komisji szacunku. Dała pani temu wyraz w liście, który pani napisała do Komisji Etyki, gdy wezwano panią po raz drugi. Cała komisja się obraziła, nawet pani koleżanka klubowa. Mam prawo zrobić drobny, obronny wykład komisji, która nie ma zielonego pojęcia o zasadach wolności słowa. A że oni nie zrozumieli mojego listu, to nie moja wina. Chodziło wtedy o wypowiedź, że twarz Anny Grodzkiej kojarzy się pani z twarzą boksera. Nie mówię o ludziach, że są kanaliami, a Niesiołowski owszem No bo tak mi się kojarzy. Czy nie mam prawa tego powiedzieć? Co więcej, komisja nie ukarała mnie za tę wypowiedź, tylko za list, który jej się nie spodobał. Zarzuciła pani członkom komisji, że z powodów politycznych piętnują ludzi. To akurat jest prawda. Komisja ukarała mnie za wypowiedź, że związki partnerskie są jałowe. Przecież są. Tam jest zero życia, tylko zaspokajanie nienaturalnych najniższych instynktów. Ludzie mają prawo żyć jak chcą i nie powinno się ich obrażać. A czym ja ich obraziłam? Kobieta i mężczyzna będą zawsze naturalną relacją, a dwóch facetów i dwie baby zawsze nienaturalną i zawsze jałową. Mam prawo tak powiedzieć. Korzystam z wolności słowa. Twierdzi pani, że wszystkie pani wypowiedzi mieszczą się w granicach wolności słowa? A te o prezydencie, że nie umie pisać ani czytać? A umie? Przecież on robi rażące błędy ortograficzne, a zamiast czytać, zawodząc recytuje. Więc nie umie czytać. Czytanie i pisanie ma dla mnie znaczenie. Przez całe życie tym się głównie zajmowałam. Boli mnie, że ktoś, kto skończył studia, ma takie potknięcia. Wielu ludzi uważa, że jest pani żeńskim odpowiednikiem Stefania Niesiołowskiego. To nieprawda. Ja nikogo nie obrażam, a Niesiołowski tak. Nie mówię o ludziach, że są kanaliami, a Niesiołowski owszem. Nie używam jak on wulgaryzmów ani słów uwłaczających innym ludziom. Gdy mówię, że związek homoseksualny jest jałowy, a pomysł ustawy o związkach partnerskich niezgodny z konstytucją, to nikogo nie obrażam. Wiem, że to ich boli, ale prawda czasami boli. Część osób postrzega panią jako nietolerancyjną, agresywną i obrażającą ludzi. Tak uważają moi przeciwnicy polityczni ze środowisk lewackich i genderowych, ponieważ nie daję się zakrzyczeć i umiem z nimi dyskutować. Mam zasady i ugruntowany porządek rzeczy. Lewacy i genderowcy chcą wszystko wywrócić do góry nogami. Spaskudzili słowo feminizm, który dla mnie oznacza troskę o kobietę, a dla lewackich feministek zerwanie z rodziną i macierzyństwem oraz upokorzenie kobiet. Tak samo chcą spaskudzić słowo rodzina, które pochodzi od rodzenia, a co może urodzić dwóch facetów w związku homoseksualnym. Wszystko chcą przeinaczyć. Po historii z Marszem Szmat pojawiły się opinie, że pani wypowiedzi szkodzą PiS. Różnie można to oceniać. Wiem, że PiS walczy o środek sceny politycznej, nie o skrzydła. I gdy pojawia się osoba taka jak ja, która wypowiada się w sposób barwny i stawia sprawy dwubiegunowo, to może to być pewien problem dla partii. Ale potrafię wyciągać wnioski z takich sytuacji. Nie jestem w Sejmie w swoim imieniu, tylko mojej grupy politycznej. Chcę, żeby PiS jako projekt polityczny zwyciężyło, dlatego postaram się powściągnąć język w Sejmie. Na pewno nigdy już nie pójdę do TVN. W Telewizji Trwam, Telewizji Republika czy w TV Niezależna można więcej powiedzieć. A o elektorat centrowy niech walczą koledzy, którzy są bardziej obyci medialnie i łatwo jest im ukryć emocje. Czy w PiS ktoś z panią rozmawiał, że powinna się pani trochę powściągnąć. Sama rozmawiałam na ten temat z prezesem Jarosławem Kaczyńskim. A poza kilkoma kolegami, którzy na podstawie zmanipulowanych nagrań skrytykowali moje wystąpienie, inni nie zgłaszali do mnie pretensji. Młodzi koledzy z klubu sami dali się nabrać, choć uważają się za bardziej obytych medialnie. A co by było, gdyby Kaczyński uznał, że z powodu swojej ekspresji jest pani zbyt obciążająca dla PiS? To bym odeszła. W Sejmie jestem dla prezesa Kaczyńskiego i jego projektu. Ponad wszystko chciałabym, żeby ten projekt udało się zrealizować. Nie jest pani na razie członkiem PiS. Zamierza pani wstąpić do tej partii? Nie, z moim temperamentem rozsadziłabym pewnie każde zebranie. Za młodu wyżywałam się w sporcie, uprawiałam lekką atletykę, biegałam z Ireną Szewińską, gdy miałam 14 lat. Byłam w pierwszej setce polskich sprinterek. Rzucałam oszczepem i dyskiem. Bardzo lubiłam sport. Jak to się stało, że trafiła pani do polityki? Właściwie to zostałam do tego zmuszona przez Hannę Gronkiewicz-Waltz. Myśmy się kiedyś kolegowały. To ja ją zarekomendowałam Leszkowi Falandyszowi, gdy Lech Wałęsa szukał kandydata na prezesa NBP spoza Unii Demokratycznej. Dzięki mnie dostała tę funkcję. U mnie w domu robiła sobie kampanię. A gdy po 12 latach wróciła na wydział prawa, uznała, że moje poglądy jej nie odpowiadają, i jako kierownik zakładu po kolei odbierała mi wykłady, ćwiczenia, aż wreszcie zostałam z jedną grupą seminaryjną. Tak mi się odwdzięczyła. Akurat wtedy prezes Kaczyński zaproponował mi kandydowanie do Sejmu. I dobrze się stało, ponieważ czuję się tu jak ryba w wodzie. Tylko muszę uważać, żeby nie wpadać w medialne zasadzki. A więc nie przyszła pani do Sejmu po to, żeby zmienić jakiś wycinek rzeczywistości? Na początku nie, ale szybko się zorientowałam, że mam tu misję do wypełnienia. Posłowie nie znają konstytucji i nagminnie ją naruszają. Na przykład traktują „wytyczne" jako źródło prawa polskiego, choć tak nie jest. Albo uchwalają ustawy z mocą wsteczną. Dotyczy to ustawy o Euro 2012. Niedawno uchwalaliśmy ustawę sięgającą wstecz aż trzy miesiące. Po prostu koszmar. Jak w jakimś gangsterskim filmie. Pomyślałam wtedy, że napiszę do pani marszałek Ewy Kopacz, żeby zorganizowała posłom seminarium z wiedzy o konstytucji. Ale w końcu machnęłam ręką. Znowu by się okazało, że prowokuję. Moja wiedza prawnicza nie bardzo się w Sejmie przydaje. A jak to się stało, że zajęła się pani sprawami światopoglądowymi? To jest absolutny przypadek. Klub przydzielał zadania posłom i ja dostałam do przedstawienia stanowisko klubu w sprawie ustawy o związkach partnerskich. Pracuje pani też w Sejmowej Komisji ds. Unii Europejskiej. Jaki jest pani pogląd na naszą obecność w UE? PiS było za wejściem Polski do Unii, ale takiej, która rządziła się starymi zasadami. Tymczasem Unia ewoluuje w kierunku, który nam się nie podoba. Chcemy Unii suwerennych państw, a nie federacji. A ja osobiście w ogóle nie akceptuję naszego członkostwa w UE, o czym prezes Kaczyński wie i co zaaprobował. Traktat akcesyjny narusza naszą konstytucję, a wyrok Trybunału Konstytucyjnego w tej sprawie był polityczny. Wraz z wejściem do UE zmieniliśmy suwerena. Nie jest nim już naród – jak stanowi konstytucja – tylko Unia Europejska, skoro w 70–90 proc. spraw gospodarczych decyzje podejmuje Bruksela. Uważa pani, że nie powinniśmy być w Unii? W obecnym kształcie nie przynosi nam to nic dobrego. Zniszczyła tylko nasz język prawa. Weźmy pojęcie wolności gospodarczej, które jest fundamentalne. Unia zupełnie go nie respektuje. Jest gorsza od komunizmu, wszystko chce kontrolować, ma policzoną każdą krowę, kozę i kurę. Nawet cukier w spiżarce zważy. To jest system totalny, w którym uczestniczymy za względnie niewielkie pieniądze pomocowe. Tyle że to nie jest żadna pomoc, tylko pułapka kredytowa, o czym się przekonała Grecja, która najpierw wydawała unijne pieniądze, a dziś ma długi do spłacenia. Jestem z gruntu przeciwna Unii. Czekam i modlę się, żeby to się po prostu samo rozwaliło. Nie mamy żadnych korzyści z obecności w Unii? Nie mamy. Były tylko nadzieje, które uznano za korzyści. Zlikwidowano polski przemysł. Co w tym jest dobrego? Jesteśmy zadłużeni, ponieważ Unia, dając pieniądze, wymaga wkładów własnych, a więc musimy pożyczać, żeby te środki wykorzystać. Na dodatek tracimy poczucie tożsamości narodowej. Absolutnie nie widzę żadnego pożytku z Unii. Dla mnie ta akcesja oznacza koniec Polski. Uważam zresztą, że Polski już nie ma. Polacy są wykorzeniani, niszczony jest polski Kościół. Została tylko nazwa. Pawłowicz ogłasza bojkot TVN. „Żadne bojkoty nic nie dadzą, dopóki Pawłowicz szybciej mówi niż myśli"
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL