fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Wojna o zdrowe kosmetyki

Shutterstock
Od 1 lipca 2019 r. nie można umieszczać na opakowaniu kremów i odżywek nieprawdziwych informacji. Sprzedawany jako hipoalergiczny produkt rzeczywiście nie może zawierać alergenów. Powinny to potwierdzić badania kliniczne.

Trwa wielki boom na kosmetyki naturalne. Na rynku przybywa marek, które „zamykają” w swoich produktach ekologiczne składniki, sprowadzając te chemiczne do niezbędnego minimum.

Jak pokazuje badanie „Człowiek pod ochroną”, zrealizowane w 2018 r. dla marki kosmetyków naturalnych Clochee, większość z nas (86 proc.) kupuje czasem produkty naturalne i ekologiczne. Przy ich wyborze kierujemy się przede wszystkim składem (54 proc.), potem parzymy na jakość (43 proc.), pochodzenie produktu (35 proc.) i cenę (34 proc.). Bardziej pesymistycznie wyglądają wyniki badania przeprowadzonego w czerwcu 2019 r. przez markę kosmetyków świeżych Tulua.pl. Wynika z niego, że jedynie 5 proc. Polek czyta skład kosmetyku pielęgnacyjnego przed zakupem.

Czytaj też: Olejek z dzikiej róży – czyli jak działa cudowny kosmetyk księżnej Kate?

Natura bez granic

Wniosek? W gąszczu kosmetyków naturalnych, organicznych, „bio” i „eko”, przeważająca większość konsumentek nie ma elementarnej wiedzy na temat ich składu, np. nie wie, czy każdy kosmetyk musi zawierać konserwanty. Tylko co czwarta respondentka uważa, że to konieczne, aż 38 proc. jest przeciwnego zdania, a niemal tyle samo nie ma zdania na ten temat. A przecież nie wiedząc, co drzemie w kremie, trudno dokonać właściwego wyboru.

– Dobrze, gdy wiemy, czego szukamy. Dylemat, po który kosmetyk sięgnąć, powinien rozwiązać preferowany przez nas styl życia. Bycie w zgodzie ze swoimi przekonaniami jest najważniejsze i ono też, paradoksalnie, zwiększa skuteczność kosmetyków – mówi dr n. med. Aleksandra Jagielska, dermatolożka z kliniki Sthetic.

Dobre wybory utrudnia totalny bałagan wynikający z braku prawnej definicji naturalnych kosmetyków i produktów eko.

– Jeśli kiedyś zostanie stworzona, to zapewne będzie musiała określić, jaki procent składników tworzących dany kosmetyk ma być naturalny i nieprzetworzony, jaki procent składników może być pochodzenia naturalnego, a jaki może być dopuszczalny procent składników chemicznych/syntetycznych. Dopóki takiej definicji nie ma, trudno mówić, czy kosmetyk naturalny to ten, który stworzony został w 100 proc. ze składników naturalnych, w 80 proc. czy 60 proc. Podobnie ma się rzecz z kosmetykami „eko”. W mojej opinii niosą one w sobie coś więcej niż tylko pielęgnację opartą o surowce naturalne. Kosmetyki eko powinny kreować zachowania konsumentów i samego producenta, w których kluczowym przesłaniem jest ochrona Ziemi, przyrody, środowiska. Te kosmetyki są dowodem ekologicznej świadomości, bo generują mniej odpadów i są biodegradowalne (kosmetyk i jego opakowanie) – mówi Marta Górska, twórca marki kosmetyków naturalnych Szmaragdowe Żuki.

Nie mając punktu odniesienia, producenci niezrzeszeni w organizacjach samodzielnie określają „stopień” organiczności swoich produktów. Otwiera to furtkę dla tych firm, które chcą przemycić do natury trochę chemii.

–Organizacje certyfikujące, takie jak Ecocert, Cosmos, BDIH, NaTrue, tworzą własne, dość podobne do siebie klasyfikacje. Są to jednak jednostki komercyjne, które za procedurę i wydanie certyfikatu produktu pobierają słone opłaty. Nie każdą firmę na to stać. Istnieje też tzw. praktyka rynkowa, która polega na tworzeniu kategorii produktowych. Aby zweryfikować, na ile naturalny jest dany produkt, wystarczy zerknąć w jego skład. Warto też pamiętać, że zastosowanie w kosmetyku tylko kilku substancji naturalnych (obok innych sztucznych) nie czyni go całkowicie naturalnym – mówi dr inż. Iwona Białas, chemik, kosmetolog, Safety Assessor w Cosmetosafe Consulting.

Wolnoamerykankę na zagmatwanym rynku produktów kosmetycznych porządkuje nowa zasada zawarta w załączniku III i IV dokumentu technicznego Komisji Europejskiej. Zgodnie z nią, od 1 lipca 2019 r. nie można umieszczać na opakowaniu nieprawdziwych informacji, np. hipoalergiczny kosmetyk musi być pozbawiony alergenów, co potwierdzają badania kliniczne. Za zamieszczanie fałszywych informacji grożą kary od 10 tys. do 100 tys. zł.

Moda czy spełnione obietnice?

Naturalność, ekologia i weganizm to światowe top trendy, za którymi podąża coraz więcej Polaków. Moda dotyczy także kosmetyków i pielęgnacji skóry, a w ślad za nią rośnie rynek kosmetyków z substancjami roślinnymi, które potrafią zastąpić te uzyskane drogą chemicznych przemian w naukowych laboratoriach.

– Przyroda zna odpowiedź na wszystko. Dlatego porównywanie kosmetyków naturalnych i syntetycznych jest nieco podobne do porównywania leków ziołowych i nowoczesnych farmaceutycznych. Oba wszak działają, ale na efekty tego pierwszego możemy liczyć po nieco dłuższym czasie i przy zachowaniu regularności i systematyczności – przekonuje Marta Górska. Z punktu widzenia technologa, substancje składające się na kosmetyk naturalny i syntetyczny mają identyczne działanie, lecz różne pochodzenie.

Czytaj też: Olejek lawendowy łagodzi lęk

– W przemyśle kosmetycznym używa się około 15 tys. związków chemicznych zarówno syntetycznych, jak też naturalnych, a dobór ich zależy od filozofii firmy – mówi dr Piotr Koziej, Safety Assessor z Laboratorium Centrum Kosmetyków w Warszawie.

Substancje roślinne i chemiczne różnią się też od siebie właściwościami aplikacyjnymi.

– Olej roślinny dobrze się rozprowadza, ale jest tłusty i mało estetyczny na skórze, w przeciwieństwie do oleju syntetycznego, który nie błyszczy, nie tłuści i przyjemnie się nakłada. Gliceryna roślinna i syntetyczna działa tak samo, natomiast w naturalnej zdarzają się pestycydy, a w syntetycznej, w śladowych ilościach, glikol etylenowy. Olejki eteryczne: naturalne zamyka się w kosmetykach organicznych, natomiast kompozycje zapachowe (syntetyczne miksy) – w chemicznych. Filtry chemiczne lubią uczulać, zwłaszcza skórę wrażliwą. Fizyczne są bezpieczne, ale za to nie chronią w pełni przed promieniowaniem UV. Mają też tę wadę, że powlekają skórę mało estetycznym białym filmem. Aby wyeliminować to zjawisko, filtry stosuje się w formie nanocząsteczkowej, a dla optymalnych efektów łączy chemiczne z mineralnymi – tłumaczy dr Białas.

Parabenom dziękujemy

W kosmetykach naturalnych wyeliminowano parabeny i zastąpiono je naturalnymi substancjami konserwującymi, które gwarantują czystość mikrobiologiczną produktu. Są to m.in. wiciokrzew japoński (Honeysuckle), olej z marchwi (Carrot), wyciąg z owoców borówki (Blueberry), oliwa z oliwek (Olive). Informacja na opakowaniu „preservative free” (bez konserwantów) oznacza, że w „środku” znajduje się któraś z powyższych substancji.

– W kosmetykach syntetycznych owiane złą sławą parabeny zastępuje się starszymi, zapomnianymi już konserwantami, jak np. fenoksyetanol, alkohol benzylowy, pochodne hydantoiny, chlorfenezyna – tłumaczy dr Koziej. Miejsce silikonów, dzięki którym skóra jest elastyczna i gładka, a włosy pięknie lśnią, zajęły olejki pozyskiwane z orzechów, owoców i ich pestek oraz emolienty dające silikonowe odczucia na skórze. Z kolei składniki ropopochodne, czyli olej parafinowy (Paraffinum Liquidum), wazelina (Petrolatum) i wosk mikrokrystaliczny (Cera Microcristallina), zastępowane są w kosmetykach naturalnych olejami roślinnymi, np. oliwą z oliwek.

Mniej składników

W ślad za trendami coraz więcej firm oferujących zaawansowane technologicznie kosmetyki wprowadza linie kosmetyków „prosto z natury”.

– Warto jednak pamiętać, że duża ilość i różnorodność składników w kosmetykach naturalnych niesie spore ryzyko uczuleń i alergii, zwłaszcza w przypadku produktów przeznaczonych do skóry wrażliwej. Z kolei chemiczne receptury, choć mają prosty i przewidywalny skład (co wynika z lepiej przebadanych i oczyszczonych składników), też czasem podrażniają. Dlatego skład kosmetyków powinien być zminimalizowany do 15–20 składników (dziś mamy ich w kremach nawet 70!) i maksymalnie zróżnicowany, co ułatwi dobór produktów. Idealnie jest, jeśli w kosmetyku znajdują się składniki wzięte ze świata natury, wsparte skutecznymi substancjami uzyskanymi technologicznie, jak witamina C czy retinoidy – podsumowuje dr n. med. Ewa Chlebus, dermatolożka z kliniki Novaderm.

Jak widać, trudno wartościować obie grupy kosmetyków. W końcu najlepiej działa to, w co wierzymy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA