fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory prezydenckie 2020

Jędrzej Bielecki: Polityka zagraniczna. Polska wraca na kolana

AFP
Od 2015 r. rząd PiS osiągnął kilka znaczących sukcesów w polityce zagranicznej. Kampania Andrzeja Dudy je marnotrawi.

Latem 2015 r. Rafał Trzaskowski, wówczas wiceminister spraw zagranicznych ds. europejskich, z uznaniem wypowiadał się w wywiadzie dla “Rzeczpospolitej” o tym, jak hiszpańska armia parę lat wcześniej bezwzględnie odrzuciła falę imigrantów z Afryki, którzy próbowali przedostać się na Wyspy Kanaryjskie. Był też wyraźnie negatywnie nastawiony do pomysłu obowiązkowej redystrybucji uchodźców, jaki forsowała wtedy Bruksela.

Ostatecznie jednak rząd Ewy Kopacz, pod presją Angeli Merkel, na kilka tygodni przed wyborami zaakceptował ten pomysł. Nie licząc się z polskim kalendarzem politycznym kanclerz wydatnie przyczyniła się do dojścia PiS do władzy.

Partia Jarosława Kaczyńskiego tej presji Berlina już nie uległa: nasz kraj do dziś nie przyjął ani jednego uchodźcy w ramach unijnego systemu, a Komisja Europejska w najnowszym projekcie polityki migracyjnej w ogóle z niego zrezygnowała. Polska pokazała, że polityka imigracyjna będzie ustalana w Warszawie, nie w Brukseli. Okazało się, że w Unii nie tylko trzeba słuchać większych krajów, można też wpływać na europejską politykę. Takich sukcesów uda się nad Wisłą odnieść w kolejnych latach więcej.

Niestety, gdy ryzyko porażki wyborczej Andrzeja Dudy stało się realne, strach zajrzał w oczy prezydentowi i tym, których kariery zależą od jego sukcesu wyborczego, polityka godnościowa jednym ruchem została wyrzucona do kosza.

Być może najbardziej tego spektakularnym przykładem była wizyta prezydenta w Waszyngtonie tuż przed pierwszą turą wyborów. Tu, na konferencji prasowej, Duda 27 razy dziękował Donaldowi Trumpowi za zaproszenie, obiecywał także Amerykanom intratne kontrakty na zakup broni, budowę elektrowni jądrowych, zakup gazu. Nagle okazało się, że jednak ktoś z zagranicy ma mówić Polakom, jak mają głosować. Wróciły najgorsze skojarzenia z historii.

Nie lepiej Duda zachował się wobec naszego najważniejszego sojusznika w Europie - Niemiec. Tu także w ostatnich latach udało się utrzymać partnerskie stosunki, mimo wysuwania postulatów, których - jak reparacje - poprzednie rządy nie śmiały podnosić. Gdy jednak "Fakt" podchwycił wiadomość "Rzeczpospolitej" o ułaskawieniu przez prezydenta osoby skazanej za pedofilię, z trudem zbudowany w relacjach z Berlinem wizerunek odpowiedzialnego, ale stanowczego sąsiada został podważony w nadziei, na zdobycie przez Dudę dodatkowych głosów. Do MSZ-u wezwano niemieckiego charge d’affaires, kandydat PiS-u mówił o "brutalnym, niemieckim ataku", wstrzymano także wydanie agrement dla nowego ambasadora, Arndta Freytaga von Loringhovena, choć ten, znany ze stanowczo antyrosyjskich i proamerykańskich poglądów, a także wysokich funkcji - m.in. jako szef wywiadu NATO - został wysłany do Warszawy z myślą o zażegnaniu sporów z Polską na przykład w sprawie polityki wobec Rosji. Nagle okazało się, że artykuł w - należącym zresztą już w większości do amerykańskiego kapitału - piśmie to godny cel 40-milionowego państwa, dla którego warto uruchomić najpoważniejsze instrumenty władzy.

W czwartek wieczorem z kolei Jarosław Kaczyński podniósł delikatną kwestię odszkodowań za mienie pozostawione przez Żydów, obywateli II RP, którzy zginęli w Holokauście. Raz jeszcze trwająca przez trzy dekady, nie bez poważnego udziału Lecha Kaczyńskiego, mozolna praca na rzecz budowy strategicznych relacji z Izraelem i zabliźnienie bolesnych ran z przeszłości okazała się nieważna, gdy stawką jest reelekcja Dudy.

Założeniem "wstawania z kolan" miało być przedkładanie w polityce zagranicznej strategicznych interesów państwa nad partyjną grę, gotowość do poświęcenia towarzyskich układów w Brukseli w imię umocnienia w długiej perspektywie pozycji kraju. Ostatnie tygodnie zadały temu kłam. Szkoda.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA