3 czerwca, po podpisaniu przez prezydenta Andrzeja Dudę dzień wcześniej specustawy ws. wyborów prezydenckich, marszałek Sejmu Elżbieta Witek wyznaczyła datę wyborów na 28 czerwca.
Kidawa-Błońska, która zrezygnowała ze startu w wyborach prezydenckich 15 maja, stwierdziła, że gdyby 10 maja doszło do "pseudowyborów korespondencyjnych" nie dawałyby one "gwarancji uczciwości".
O długim wystąpieniu marszałek Elżbiety Witek poprzedzającym ogłoszenie terminu wyborów, w którym Witek zarzuciła opozycji, że ta "w partykularnym, partyjnym interesie" nie dopuścić do wyborów 10 maja, Kidawa-Błońska powiedziała, że był to "wyraz słabości".
- Marszałek powinna wyjść na konferencję i przedstawić datę wyborów. Ale to poczucie winy, że doprowadzono do takiego chaosu... jeżeli się tyle narozrabiało, to stara się tę winę zrzucić na kogoś innego. Opozycja stała na straży prawa, bezpieczeństwa Polaków i regulaminu Sejmu - mówiła Kidawa-Błońska.
Wicemarszałek Sejmu zadeklarowała, że - tak jak wszyscy inni członkowie PO - będzie zbierać podpisy wymagane do rejestracji w wyborach Rafała Trzaskowskiego. - Każdego dnia Trzaskowski może na moje wsparcie liczyć - podkreśliła.
Na pytanie czy obecnie - inaczej niż 10 maja - wybory nie wiążą się z zagrożeniem dla zdrowia publicznego, Kidawa-Błońska odparła, że "zagrożenia są, bo pandemia się nie skończyła". - Ale my nauczyliśmy się z nią żyć, wiemy jak się zachowywać. Z tą wiedzą bezpieczniej będzie już iść na wybory - dodała.