fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wspomnienia

Irena Szewińska: Dziewczyna, jakich nie było

Fotorzepa/ Piotr Nowak
Nasza młodość dostała mocny cios. Zmarła Irena Szewińska.

Każdy z nas, kto w drodze do szkoły kupował „Przegląd Sportowy” a na dużej przerwie znał go już na pamięć, zamyka oczy i natychmiast zaczyna mu się w głowie kręcić film, na początku jeszcze czarno-biały. Igrzyska w Tokio 1964: obraz drży, ale podziwiamy osiemnastolatkę, wtedy jeszcze Kirszenstein, która zdobywa medale, a trenerzy mówią, że to dziewczyna, jakich w polskiej lekkoatletyce jeszcze nie było. Panna Irena biega, skacze w dal, wszystko robi jakby bez wysiłku, z wdziękiem, na jaki mogą sobie pozwolić tylko ci, którzy dostali od losu najlepszy z możliwych prezentów - talent.

Meksyk 1968: to pierwsze igrzyska z dostawą do domu. Tacy jak ja, siedzą po nocach przed telewizorami i jeśli mają mądrych ojców, to przez dwa tygodnie spóźniają się do szkoły, bo widać gołym okiem, że jesteśmy w gorączce, jesteśmy w Meksyku, a szkolne zaległości nadrobimy później. A tam na 200 metrów po złoto biegnie ta sama i zupełnie już inna Irena. Nie podlotek, tylko gwiazda światowego sportu. Pamiętam też deszczowy brąz na 100 metrów, sensacyjną porażkę w skoku w dal i moment najsmutniejszy w sportowej karierze: Irena gubi pałeczkę w sztafecie 4x100 metrów i Polska traci szansę na złoto. Potem stało się coś czego wówczas do końca nie rozumiałem - TVP nadała reportaż, z którego wynikało, że to nie był przypadek, że polską pałeczkę wypuściła z ręki Irena Kirszenstein. A trzeba pamiętać - była późna jesień roku 1968.

Monachium 1972: sportowa Polska zastanawia czy Irena już Szewińska zdąży odbudować formę po urodzeniu dziecka, brąz na 200 m to w tej sytuacji duży sukces.

Montreal 1976: Irena Szewińska ma 30 lat, a jej talent wciąż nie zna granic, teraz objawia się w biegu na 400 m. Ten olimpijski finał i rekord świata to jedno z najbardziej pamiętnych wydarzeń w historii polskiego sportu. Kiedy ogląda się ten bieg dziś, do głowy przychodzi tylko jedna myśl: była ona i reszta świata.

 Jeśli ma się swoje lata, to odejście kogoś takiego jak Irena Szewińska powoduje natychmiastowe uruchomienie pamięci i zaczynamy nasz własny bieg przez historię. Ten mechanizm potrafią uruchomić tylko najwięksi, tacy jak Irenissima, jak ją kiedyś nazwał jeden z kolegów po piórze.

Czytaj także: "Nie piszmy o Niej »jedna z najwybitniejszych«. Najwybitniejsza!"

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA