fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Partnerstwo Wschodnie: Niewykorzystane szanse współpracy

Ostatni szczyt Partnerstwa Wschodniego w 2017 r. w Brukseli
AFP
Unia Europejska świętuje dziesięciolecie Partnerstwa Wschodniego, które ostatnio wyraźnie spowolniło.

W 2009 r. na szczycie w Pradze zainaugurowano projekt zbliżania Unii i jej sześciu wschodnich sąsiadów: Ukrainy, Gruzji, Mołdawii, Armenii, Azerbejdżanu i Białorusi.

Po upływie dekady relacje UE z sąsiadami z byłego Związku Radzieckiego zmieniły się diametralnie, choć nie każdy z nich chce być równie blisko z Unią i nie każdy marzy o członkostwie.

UE zastąpiła Rosję

Zdecydowanie największy postęp dotyczy trzech krajów: Ukrainy, Gruzji i Mołdawii. Wszystkie mają podpisane z UE układy stowarzyszeniowe, których elementem jest pogłębiona i kompleksowa strefa wolnego handlu. To bardzo nowoczesne umowy, których celem jest nie tylko zniesienie ceł, ale też przeoranie całego porządku prawnego państw stowarzyszonych. Trzy kraje musiały przestawić swój system regulacji, wymogów technicznych, standardów sanitarnych z systemu sowieckiego na unijny. A to dało im dostęp do największego bloku handlowego świata. Dzięki czemu UE zastąpiła Rosję i stała się ich najpoważniejszym partnerem handlowym.

Unia dostarczała też tym państwom przez ostatnie 10 lat setki milionów euro na to dostosowanie, ale też na budowę infrastruktury czy inne inwestycje unowocześniające gospodarkę. Istotnym elementem umowy są też ułatwienia wizowe. Obywatele tych trzech państw mogą teraz podróżować swobodnie do UE. Nim to nastąpiło, musiały wypełnić ponad 20 warunków, poczynając od inwentaryzacji paszportów i wprowadzenia dokumentów biometrycznych, a kończąc na skutecznej ochronie granic. To, a także wsparcie dla turystyki czy programy wymiany studenckiej mają ułatwić kontakty międzyludzkie, a z doświadczeń zebranych np. z Polski wiadomo, że jest to istotnym czynnikiem prowadzącym do nacisku na zmiany w państwie. Wreszcie umowy zawierają wymogi dotyczące standardów państwa prawa, dobrej administracji i walki z korupcją.

Pierwszy i jedyny

Partnerstwo Wschodnie to oficjalnie projekt polsko-szwedzki, ale oryginalnie stoi za nim Polska. Doproszenie Szwecji było sprytnym zabiegiem ówczesnego szefa polskiej dyplomacji Radosława Sikorskiego. Ze swoim szwedzkim odpowiednikiem Carlem Bildtem był i jest w świetnych relacjach, ich poglądy na Rosję i wschodni obszar Europy są tożsame, podobnie jak przekonanie, że Europa powinna się tam angażować. Podpisanie się Szwecji pod tym pomysłem oznaczało, że jest poparcie ze strony kraju o większym stażu w Unii niż Polska, i to takiego, który do wspólnego budżetu unijnego więcej wpłaca, niż z niego dostaje. A ponieważ Partnerstwo oznaczało też unijne fundusze, to dla bogatego Zachodu był to ważny sygnał. Skoro Szwecja, tradycyjnie przewodząca tym, którzy chcą cięć w wydatkach, angażuje się mocno w taki projekt, to znaczy, że warto.

– To pierwszy i jak dotąd jedyny polski projekt, do którego przekonaliśmy całą Unię. To projekt giedroyciowsko-piłsudczykowski na unijnym doładowaniu. Ja miałem na całą politykę zagraniczną rocznie 100 mln euro, budżet UE w tej sferze wynosi 1,5 mld euro – mówi „Rzeczpospolitej" Radosław Sikorski, autor tego pomysłu.

Przeceniane i niedoceniane

Dziś uważa się, że największy postęp dokonał się na Ukrainie. W przeszłości europejskim prymusem była Gruzja, potem Mołdawia. Teraz w niektórych państwach widać odwrócenie tendencji, np. w Mołdawii. – To jest wyścig między europeizację a oligarchizacją – uważa Sikorski.

Jak ocenia Steven Blockmans, ekspert thin tanku CEPS, osiągnięcia Partnerstwa Wschodniego są niedoceniane, a jego potencjał przeceniany. W podobnym duchu wypowiada się inicjator PW. – Oceniając, porównajmy z inicjatywą o większym stażu, na której się wzorowaliśmy, czyli Unia dla Śródziemnomorza. Tam przez ostatnie dziesięć lat nic się nie wydarzyło – mówi Sikorski.

Eksperci doceniają osiągnięcia Partnerstwa, ale nie przesądzają o jego rewolucyjnym charakterze. – Majdan nie był skutkiem Partnerstwa Wschodniego, ale zmęczenia ludzi korupcją i wyraźnej chęci zbliżenia z Europą. W tym sensie można powiedzieć, że Partnerstwo Wschodnie jako instrument realizacji tych ambicji pojawiło się w idealnym momencie – mówi Jana Kobzova, ekspertka Rasmussen Global. Podkreśla jednak, że to ramy działania dla tych, którzy chcą, bo ani Armenia, ani Azerbejdżan, ani Białoruś ich nie wykorzystały aż w takim zakresie.

Antyunijna korupcja

W ostatnich latach widać pewne spowolnienie dynamiki Partnerstwa. – Również dlatego, że Polska, główny jego promotor, przez pierwsze dwa lata rządów PiS odcinała się od tej inicjatywy. Uważając, że to pomysł niemiecki i niewygodna spuścizna po PO. Teraz dopiero coś ruszyło – uważa Sikorski. Rzeczywiście, Mateusz Morawiecki w Brukseli weźmie udział w konferencji regionów Partnerstwa, a nasi dyplomaci angażują się w pracę nad przekonaniem partnerów do jego nowych elementów. Jednym z nich ma być utworzenie stałego sekretariatu, na wzór tego, który ma Unia dla Śródziemnomorza. – Dobry pomysł – ocenia Kobzova. Według niej warto byłoby też powołać eksperckie grupy wsparcia dla Gruzji i Mołdawii, na wzór tych, które istnieją już dla Ukrainy.

– W przeszłości nie doceniono, jak wielkim problemem będzie korupcja i jaki opór będą stawiały różne grupy interesów – uważa ekspertka.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA