fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Rumunia grzeszy jak Polska

Jean-Claude Juncker przyjął w środę w Brukseli Klausa Iohannisa (z lewej).
AFP
Jeśli Bukareszt nie wycofa reformy sądownictwa, może zapomnieć o akcesji do strefy Schengen – ostrzega Bruksela.

Ostrzeżenie padło w środę z ust przewodniczącego Komisji Europejskiej Jeana-Claude'a Junckera, który przyjmował w Brukseli rumuńskiego prezydenta Klausa Iohannisa. W Bukareszcie liczono, że decyzja o wejściu kraju do porozumienia o zniesieniu kontroli granicznych zapadnie w Radzie UE jeszcze w tym roku i zostanie wprowadzona w życie do końca przyszłego roku.

– To jest kwestia godności naszego narodu. Rumuni nie mogą być traktowani jak obywatele drugiej kategorii w Unii. Dlatego naturalnym miejscem naszego państwa jest strefa Schengen – przekonywał Iohannis.

Prawicowy prezydent ma jednak ograniczone kompetencja, zaś opozycja wobec socjaldemokratycznego rządu jest słaba. Dlatego nowa premier Viorica Dancila na razie wcale nie chce wstrzymywać reformy, która zdaniem Trybunału Konstytucyjnego jest sprzeczna z ustawą zasadniczą kraju. Już w połowie stycznia w liście do władz w Bukareszcie Juncker, a także jego zastępca Frans Timmermans napisali, że podważenie niezależności sądownictwa zagraża skutecznej walce z korupcją. Rumunia, razem z Bułgarią, od przystąpienia do Unii Europejskiej w 2007 r. jest przedmiotem regularnego nadzoru ze strony Komisji Europejskiej w sprawie walki z korupcją. Iohannis chciałby doprowadzić do zniesienia i tego mechanizmu przed upływem swojej kadencji w 2019 r.

W połowie stycznia na ulice stolicy wyszło przynajmniej 50 tys. manifestantów. Protestowali przeciwko przyjęciu projektu ustawy, zgodnie z którym jeśli wartość nadużyć będzie mniejsza niż 200 tys. euro, nie będzie to uważane za przestępstwo kryminalne.

Prawdziwą władzę w Rumunii ma jednak socjaldemokrata Liviu Dragnea. Nie może być premierem, bo jest oskarżony o zdefraudowanie unijnych środków pomocowych. Ale z tego też powodu nie zamierza forsować walki z korupcją.

W środę Juncker zapowiedział, że na razie Komisja Europejska nie zamierza uruchamiać wobec Rumunii procedury z artykułu 7 traktatu o UE, zgodnie z którym Rada UE może uznać dany kraj za „trwale łamiący zasady państwa prawa".

– W Rumunii nadal działa niezależny wymiar sądowniczy, czego nie można powiedzieć o wszystkich krajach członkowskich – oświadczył Luksemburczyk, robiąc aluzję do Polski i sporu o polski Trybunał Konstytucyjny.

Jednak spór z Brukselą oznacza, że Rumunia może dołączyć do krajów Unii, które nie będą chciały głosować za sankcjami wobec Warszawy. Zdaniem unijnych dyplomatów nie ma już teraz szans, aby zebrać w tej sprawie większość 22 krajów członkowskich, dlatego procedura przeciw naszemu krajowi będzie zapewne bez końca przedłużana.

W przypadku Rumunii, która przejmuje przewodnictwo w Unii w przyszłym roku, możliwości sankcji są natomiast o wiele większe. Już wcześniej wiele krajów Wspólnoty miało wątpliwości co do przyjęcia kraju do strefy Schengen w atmosferze rosnącego zaniepokojenia nielegalną imigracją. Chodzi w szczególności o zalew ludności romskiej. Spór o korupcję i niezależność sądownictwa daje wielu zachodnim stolicom doskonały pretekst do wstrzymania decyzji o poszerzeniu strefy, gdzie na granicach nie obowiązują kontrole paszportowe.

Konsekwencje kryzysu z Rumunią poniesie także Bułgaria, która również nie należy do Schengen i gdzie korupcja rozwinęła się na dużą skalę. Sofia przewodniczy obecnie pracom Unii Europejskiej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA