fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Niemcy przewodzą UE. To będzie czas eskalacji sporu o Nord Stream 2

Gerd Fahrenhorst / CC BY (https://creativecommons.org/licenses/by/4.0)
Niemcy przejęły rotacyjne przewodnictwo w UE. Angela Merkel ma pogodzić zwaśnione strony i uzgodnić fundusz odbudowy po pandemii.

Korespondencja z Brukseli

Od 1 lipca przez najbliższe pół roku Niemcy będą stały na czele Unii. Od czasu traktatu lizbońskiego, który stworzył stanowisko stałego przewodniczącego Rady Europejskiej, rotacyjna prezydencja straciła na znaczeniu. Zajmowała się ważnymi, ale technicznymi ustaleniami legislacji w poszczególnych sektorach gospodarki.

Jednak kwestiami o dużym ciężarze politycznym, jak kryzys uchodźczy, kryzys finansowy czy sankcje wobec Rosji zajmował się stały przewodniczący UE: najpierw Herman Van Rompuy, potem Donald Tusk, teraz miałby to robić Charles Michel.

Jednak obecnie sytuacja jest wyjątkowa. Po pierwsze, z powodu pandemii UE będzie w najgłębszym kryzysie gospodarczym w swojej historii. Po drugie, Niemcy są największym krajem Unii, w tym największym płatnikiem do unijnego budżetu i funduszu odbudowy gospodarki po pandemii. Wreszcie po trzecie, Angela Merkel jest najstarszym stażem członkiem Rady Europejskiej – rządzi Niemcami nieprzerwanie od 15 lat.

– Czekamy na niemiecką prezydencję i mamy nadzieję, że Merkel doprowadzi do porozumienia w sprawie budżetu i funduszu odbudowy. Michel nie da rady. Nie stoi za nim wielkie państwo członkowskie – mówi nam nieoficjalnie dyplomata jednego z państw UE. Dla Polski nowy instrument, czyli fundusz odbudowy, jest wyjątkowo korzystny. Komisja Europejska postanowiła bowiem w dużym stopniu oprzeć dystrybucję pieniędzy na danych historycznych dotyczących dochodu narodowego brutto na mieszkańca. Premier Mateusz Morawiecki pozytywnie ocenił tę propozycję.

Natomiast ciągle w negocjacjach obecny jest element, który rządowi się nie podoba, mianowicie tzw. mechanizm praworządności. Miałby on uzależniać wypłatę pieniędzy z wieloletniego budżetu UE, także z funduszu odbudowy, od istnienia niezależnego sądownictwa. Komisja Europejska miałaby opracować kryteria oceny, ale ostateczną decyzję podejmowałaby unijna Rada, czyli państwa członkowskie. I tu tkwi sedno problemu. Komisja wie, że trudno jej będzie uzyskać większość dla ewentualnej decyzji o zawieszeniu wypłat, więc zaproponowała, by decyzja zapadała automatycznie, chyba że sprzeciwi się jej większość państw. Polska oprotestowała ten mechanizm, grożąc, że nie zgodzi się na wieloletni budżet UE, jeśli taki mechanizm miałby zostać przyjęty.

Jeszcze w lutym Charles Michel zmienił mechanizm tak, że decyzja wymaga znów większości, co nie podoba się Komisji Europejskiej i kilku państwom najbardziej przejmującym się stanem praworządności w Polsce czy na Węgrzech. Z naszych informacji wynika jednak, że Niemcy nie chcą twardego stawiania sprawy: pieniądze za sądy. Dużo nadziei pokładają w innym, znacznie bardziej koncyliacyjnym instrumencie. To zaproponowany przez Komisję Europejską, w odpowiedzi na projekt Niemiec i Belgii, doroczny przegląd praworządności we wszystkich państwach UE. Dzięki temu praworządność stałaby się permanentnym tematem dyskusji na unijnych radach ministrów nie tylko ds. europejskich, jak to jest teraz, ale też sprawiedliwości.

– Praworządność i prawa podstawowe są bardzo wysoko na liście priorytetów prezydencji. A jakiekolwiek ograniczenia spowodowane pandemią muszą być proporcjonalne i nie mogą trwać ani dnia dłużej, niż to absolutnie niezbędne – powiedziała na spotkaniu z grupą europejskich dziennikarzy Christine Lambrecht, niemiecka minister sprawiedliwości i praw konsumentów.

Na czas niemieckich rządów w UE przypadnie też eskalacja sporu o Nord Stream 2. Gazociągowi sprzeciwia się Polska i państwa bałtyckie, ale forsują go Niemcy. USA próbują zablokować inwestycję poprzez sankcje wobec firm, które uczestniczą w niej. To nie podoba się Niemcom. – Rodzaj sankcji eksterytorialnych nałożonych przez Stany Zjednoczone Ameryki nie jest zgodny z naszym rozumieniem prawa – powiedziała w środę w Bundestagu Angela Merkel. Berlin naciska na Brukselę, żeby ta odpowiedziała kontrsankcjami. Szef unijnej dyplomacji Josep Borrell zapowiedział, że taka odpowiedź jest przygotowywana.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA