fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Jędrzej Bielecki o politycznych skutkach referendum konstytucyjnego we Włoszech

AFP
Spektakularna klęska referendum w sprawie reformy włoskiego systemu politycznego to egzystencjalne zagrożenie dla Unii Europejskiej.

Okazuje się, że trzecia największa gospodarka strefy euro nie jest w stanie się zreformować. Choć Włochy praktycznie nie rozwijają się od blisko 10 lat, a kraj tonie w długach, aż sześciu na dziesięciu mieszkańców kraju wolało wyładować swoja frustrację z powodu pogarszających się warunków życia i zalewu emigrantów, niż poprzeć konieczne zmiany.

Włosi zagłosowali na egzotyczną koalicję komika i populisty Beppe Grillo, miliardera Silvio Berlusconiego, separatysty Matteo Salviniego i liberalnego profesora Mario Montiego. Grupę, która rzecz jasna nie ma żadnego alternatywnego programu zmian.

Na krótką metę zagrożenie można odsunąć. Na to liczą rynki, które wstrzymały się z nadmierną przeceną euro. Optymistyczna wersja to powołanie rządu przejściowego, który zreformuje ordynację wyborczą i ograniczy szanse na zwycięstwo populistycznego Ruchu Pięciu Gwiazd. Być może uda się nawet jeszcze świętować 60. rocznicę integracji europejskiej w Rzymie wiosną przyszłego roku.

Ale nawet w takim przypadku to tylko odsuniecie problemu co najwyżej o rok – do początku 2018 r., gdy przypada normalny termin wyborów i populiści wrócą ze zdwojoną siłą. Wcześniej kraj może jeszcze pogrążyć kryzys finansowy jeśli trzeci największy włoski bank, Monte dei Paschi di Seina, okaże się niewypłacalny. Włochom grozi też spirala dezintegracji, jeśli zachęcona wynikami niedzielnego referendum Liga Północna postawi na ostrzu noża spór z Rzymem.

Angela Merkel już dwukrotnie stawała przed, zdawałoby się podobnym, wyzwaniem. Najpierw w 2009 r., gdy bankructwo groziło Grecji i rok później, gdy podobny los mógł spotkać Hiszpanię. W pierwszym przypadku kanclerz uratowała Unię, bo grecka gospodarka była na tyle mała, że musiała się całkowicie podporządkować poleceniom z Berlina. W drugim Merkel znalazła wymarzonego partnera w premierze Marianie Rajoy, który przeprowadził surowe reformy, w szczególności rynku pracy.

Z Włochami sytuacja jest jednak poważniejsza. Nie tylko mowa o kraju, który jak Hiszpania, jest na tyle duży, że nawet Niemcy nie mają wystarczająco środków, aby go uratować od upadku, ale w przeciwieństwie do Madrytu, w Rzymie nie ma woli reform. To wybuchowa mieszanka.

Nawet i na tym nie kończą się jednak fatalne dla UE skutki porażki Renziego. Włoski premier był ostatnim z przywódców Wspólnoty, który stawiał na federalną Europę. Deklarował, że jest gotów poprzeć przekazanie dodatkowych kompetencji Brukseli, co zdaniem większości ekspertów jest warunkiem uratowania euro. Teraz to przestało być aktualne. Mało tego - Włochy mogą wręcz zadać ostateczny cios unii walutowej, jeśli do władzy dojdzie przywódca Ruchu Pięciu Gwiazd Beppe Grillo i spełni swoja obietnicą rozpisania referendum w sprawie członkostwa kraju w Eurolandzie.

Jest wreszcie fatalny przykład Włochów dla innych krajów Unii. Na początku tego roku wydawało się, że Renzi ma referendum w kieszeni tak, jak dziś wydaje się przesądzona klęska Marine Le Pen w wyborach prezydenckich we Francji wiosną przyszłego roku. Potem pojawiła się jednak we Włoszech fala uchodźców, coraz gorsze wyniki gospodarcze, ryzyko kryzysu bankowego. Jeśli teraz Francuzi zareagują tak samo jak Włosi na złe wiadomości, Grillo nie będzie już musiał dobijać Unii, bo zanim dojdzie do władzy, już Wspólnoty nie będzie.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA