fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ubezpieczenia i odszkodowania

Generali zmienia definicję szkody całkowitej w autocasco

Adobe Stock
Generali TU S.A. zmieni ogólne warunki ubezpieczenia autocasco. Będzie szacowało opłacalność naprawy rozbitego pojazdu w zależności od wybranego przez klienta wariantu ubezpieczenia. Do zmian w tym zakresie wzywał ubezpieczycieli Rzecznik Finansowy.

Generali wprowadzi nową definicję tzw. szkody całkowitej. Standardowo ubezpieczyciele orzekają ją, jeśli szacowane koszty naprawy przekraczają 70 proc. wartości pojazdu sprzed szkody. Nowa definicja wprowadzi jednolite zasady określania kosztów naprawy na potrzeby kwalifikacji szkody. Będą one zależeć od wybranego przez klienta wariantu ubezpieczenia, a nie od tego, czy szkoda będzie całkowita, czy częściowa. W te sposób klienci Generali zostaną zrównani w prawach do świadczenia z polisy.

– Z zadowoleniem przyjmuję podejście firmy Generali i dobrowolne ustalenie nowych warunków ubezpieczenia autocasco. Dobrze, że kolejne firmy prowadzą z nami rozmowy w tym zakresie. Zachęcam do podjęcia takiej decyzji również podmioty, wobec których wystąpiliśmy wcześniej z wezwaniem do zaprzestania takich praktyk czy też z pozwem. Przypomnę, że spór w odniesieniu do kwestionowanych przez Rzecznika zapisów wzorca autocasco można przerwać w dowolnym momencie, jeśli strony osiągną porozumienie – mówi dr hab. Mariusz Jerzy Golecki, prof. UŁ, Rzecznik Finansowy.

Czytaj też: Rzecznik Finansowy składa pozew ws. kosztorysowych wariantów Auto Casco

Niektórzy czekają na sąd

Przypomnijmy, że w sierpniu i wrześniu 2020 r. Rzecznik Finansowy wezwał 13 zakładów ubezpieczeń do dobrowolnej zmiany praktyk. Niektóre podjęły rozmowy zmierzające do ustalenia nowych warunków umów. Były jednak i takie towarzystwa, które odmówiły negocjacji i dlatego Rzecznik Finansowy skierował już trzy pozwy w sprawie stosowania nieuczciwych praktyk rynkowych.

Zastrzeżenia Rzecznika Finansowego budzi stosowanie różnych kryteriów wyceny rozmiarów szkody, w zależności od tego, czy jest ona całkowita, czy częściowa. Dotyka to klientów kupujących tańsze, tzw. kosztorysowe warianty autocasco. Jeśli ubezpieczyciele widzą możliwość orzeczenia szkody całkowitej, szacują koszty naprawy z użyciem najwyższych cen części i najwyższych kosztów robocizny. Dzięki temu stosunkowo łatwo osiągnąć sytuację, w której szacowane koszty naprawy przekraczają 70 proc. wartości auta z dnia szkody. Pozwala to ubezpieczycielowi wypłacić odszkodowanie stanowiące różnicę między wartością pojazdu z dnia szkody i wartością rozbitego pojazdu. Nie mogąc liczyć na pokrycie kosztów naprawy klienci, zwłaszcza posiadający starsze auta, często zmuszeni są pozbyć się rozbitego samochodu.

Właściciele kilkuletnich pojazdów częściej wybierają tańsze warianty ubezpieczenia, w których koszty naprawy są wyliczane według cen tańszych części (tzw. zamienników) i kosztów robocizny stosowanych poza siecią autoryzowanych stacji obsługi. Zdaniem Rzecznika według tych parametrów powinny być szacowane koszty naprawy, bez względu na to, czy szkoda jest częściowa, czy całkowita. Wówczas posiadacze starszych aut częściej będą mieli możliwość ich naprawy.

Tracą oszczędniejsi

Dla zobrazowania, jak może się zmieniać wysokość kosztów naprawy wypłacanych na tzw. kosztorys w zależności od wybranego wariantu ubezpieczenia, Rzecznik podaje przykład  jednej ze stosowanych obecnie umów przewidujących stosowanie korekty przy wycenie cen części. Np. dla 8-letnich pojazdów stosuje się tzw. współczynnik korygujący w wysokości 55 proc., względem cen nowych części dystrybuowanych przez oficjalnych producentów lub importerów pojazdu. Natomiast dla potrzeb ustalenia czy zachodzi szkoda całkowita ubezpieczyciel stosuje najwyższe parametry tj. ceny nowych części, dystrybuowanych przez oficjalnych producentów lub importerów pojazdu.

Jaki to miało skutek finansowy? Załóżmy, że najwyższe możliwe koszty części zamiennych to 10 tys. zł. Bez postulowanych przez Rzecznika zmian, na potrzeby szacowania szkody całkowitej ubezpieczyciel uwzględnia za każdym razem koszty części na poziomie 10 tys. zł. Upowszechnienie się postulowanych przez Rzecznika zmian będzie korzystne dla klientów. Wobec tych decydujących się na wariant kosztorysowy ubezpieczenia (z uwzględnieniem 55 proc. wskaźnika korygującego) będzie to wartość 4500 zł. Widać więc, że jeśli klient zdecyduje się na tańszy wariant ubezpieczenia, ubezpieczycielowi trudniej będzie orzec szkodę całkowitą.

Szkoda całkowita to czysty zysk

Dlaczego ubezpieczycielom zależy na orzekaniu tzw. szkody całkowitej? Rzecznik wyjaśnia to na przykładzie:

Załóżmy, że wartość auta z dnia szkody wynosiła 15 tys. zł, a rozbite auto można sprzedać na aukcji za 9 tys. zł. Jeśli koszty naprawy przekroczą 70 proc. wartości auta z dnia szkody (w tym wypadku 10,5 tys. zł), to ubezpieczyciel orzeknie tzw. szkodę całkowitą. Wówczas od wartości auta z dnia szkody (15 tys. zł) odejmie wartość pozostałości (9 tys. zł) i wypłaci 6 tys. zł odszkodowania. Brakujące 9 tys. zł klient może otrzymać ze sprzedaży wraku np. na aukcji.

Zgodnie z warunkami umowy, klient może naprawiać auto (tzw. szkoda częściowa), gdy koszty nie przekroczą granicy opłacalności kosztów naprawy. Standardowo jest to 70 proc. wartości auta z dnia szkody (czyli w naszym przykładzie 10,5 tys. zł).

- Jak łatwo policzyć, jeśli koszty naprawy wyniosą np. 10 tys. zł, to koszt likwidacji metodą szkody częściowej będzie o 4 tys. zł wyższy, niż przy szkodzie całkowitej. Dlatego ubezpieczycielom tak zależy na orzekaniu szkód całkowitych - tłumaczy Rzecznik.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA