fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Transport

Wielu pasażerów kolej straci już bezpowrotnie

Fotorzepa, Marta Bogacz
Do pociągów nie wróci część podróżujących biznesowo: firmy zamiast wysyłać pracowników w delegacje do innych miast, będą wykorzystywać tańsze i sprawdzone w epidemii telekonferencje.

Udostępnione przez Urząd Transportu Kolejowego (UTK) dane o frekwencji w pociągach pokazują, jak mocno kolej ucierpiała przez epidemię. W kwietniu 2020 r. do pociągu wsiadło niewiele ponad 6 mln osób. To o 77 proc. mniej niż rok wcześniej. Jak podaje UTK, kwietniowa frekwencja nawet w porównaniu z marcem, gdy epidemia już hamowała ruch, okazała się niższa o dwie trzecie.

Według Fundacji ProKolej wyniki byłyby jeszcze gorsze, gdyby w podsumowaniach nie uwzględniano biletów okresowych jako wykorzystywanych w czasie zakazu podróżowania. Przykładowo w PKP Intercity spadek podróżnych doszedł do 94 proc., w Warszawskiej Kolei Dojazdowej sięgał 85 proc., w Kolejach Wielkopolskich liczba pasażerów zmalała z 40 tys. do 6 tys. dziennie, do 10 proc. stopniała frekwencja w Kolejach Dolnośląskich.

Przychody blisko dna

Brak podróży zdemolował finanse przewoźników. W Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej przychody z biletów w kwietniu zmalały o 78 proc. wobec planowanych. W Kolejach Śląskich epidemia obniżyła średni dobowy przychód o 85 proc. Jak informował Mazowiecki Urząd Marszałkowski, w kasie Kolei Mazowieckich między 13 marca a 12 kwietnia zabrakło 16 mln zł.

Czytaj także: Koronawirus: Kolej spisuje pasażerów

Dla przewoźników spadki były tym bardziej drastyczne, że kilkanaście tygodni wcześniej liczyli na poprawę wyników. 2019 r. umocnił bowiem wieloletni trend wzrostowy i pod względem liczby podróżnych był najlepszy od 2001 r.: do pociągu wsiadło ponad 335 mln osób, o przeszło 25 mln więcej niż rok wcześniej.

Obecnie, wraz ze stopniowym luzowaniem obostrzeń sanitarnych, podróżnych w pociągach zaczyna powoli przybywać. – Teraz kursuje około 280 pociągów, czyli 60 proc. ze średniej liczby składów uruchamianych każdego dnia w obowiązującym rozkładzie jazdy – informuje Katarzyna Grzduk, rzecznik PKP Intercity. Jeszcze w kwietniu taki sam odsetek pociągów – 60 proc. – był zatrzymany. Kolejne połączenia mają być uruchamiane zależne od popytu i skutków epidemii.

Ale część przewoźników przedłuża postoje. Przykładowo Koleje Wielkopolskie jeszcze w końcu kwietnia zdecydowały, że zamrożenie przeszło 130 kursów potrwa aż do 29 sierpnia. Pozostają także ograniczenia. Intercity umożliwia zakup biletów tylko na połowę miejsc, a od 4 czerwca wprowadzi obowiązkowe rezerwacje we wszystkich swoich pociągach.

To sprawia, że do wyników przewozowych sprzed epidemii kolej nieprędko wróci. Zdaniem Jakuba Majewskiego, prezesa Fundacji ProKolej, odbudowa frekwencji do poziomu 70–80 proc. może co prawda przyjść stosunkowo szybko, a we wrześniu – przy braku nowej fali zachorowań – mógłby nastąpić powrót do względnej normalności. Ale w dotychczasowym trendzie pasażerskich przewozów kolejowych obecny rok zrobi wyłom. – Rok 2020 będzie stracony. A 2021 r. w optymistycznym scenariuszu może przynieść wynik co najwyżej podobny do tego z 2019 r. – uważa Majewski.

Drogowa konkurencja

Skutki epidemii kolej będzie odczuwać znacznie dłużej. Jak twierdzi Michał Beim, ekspert Instytutu Sobieskiego, straci ona część klientów biznesowych. Zrezygnują z przejazdów służbowych, gdyż pozostaną przy pracy zdalnej lub przesiądą się do samochodów w obawie przed wirusem. Konkurencyjność jazdy autem podniesie także ponad 850 km nowych odcinków szybkich dróg, które powstaną do końca 2022 r. – O ile codzienne dojazdy do pracy kolejami regionalnymi szybko wrócą do życia, o tyle kolej dalekobieżna straci. Ludzie przyzwyczaili się do telekonferencji, a wiele firm sporo zainwestowało w infrastrukturę do takich połączeń. W rezultacie wysyłanie pracowników na delegacje do innego miasta przestanie się opłacać – twierdzi Beim.

Koronawirus nie uderzył jedynie w inwestycje kolejowe. PKP przyznaje, że niektórym wykonawcom brakowało pracowników, były też ograniczenia w transporcie i przy załatwianiu spraw w urzędach. Ale według Michała Stilgera, rzecznika PKP SA, roboty budowlane nigdzie nie zostały wstrzymane. – Mamy czynnych około 190 placów budowy, na wszystkich wykonawcy pracują. W tej chwili sytuacja jest stabilna i uważam, że prace zostaną wykonane zgodnie z harmonogramami – deklaruje Ireneusz Merchel, prezes PKP Polskich Linii Kolejowych. Ta spółka straciła jednak na przychodach od przewoźników za udostępnianie linii kolejowych. Dlatego występuje o dodatkowe pieniądze w ramach tarczy Covid-19.

W epidemii lepsza punktualność

Spadki na rynku kolejowego transportu towarów okazują się w czasie epidemii koronawirusa zdecydowanie mniejsze niż w przypadku przewozów pasażerskich. Towarowi przewoźnicy kolejowi przewieźli w kwietniu 2020 r. ponad 16,7 mln ton ładunków, o 13,2 proc. mniej niż w marcu oraz ponad 17 proc. mniej w porównaniu z kwietniem 2019 r. Zarazem pociągi towarowe nieco poprawiły fatalną punktualność. W marcu (to ostatnie dane dot. punktualności) średni czas opóźnień zmalał do 452 minut z 635 minut w tym samym miesiącu 2019 r. Było to możliwe dzięki ograniczeniu liczby kursujących pociągów pasażerskich, co wpłynęło na znaczące zwiększenie przepustowości linii kolejowych, zwłaszcza na modernizowanych odcinkach.

Opinia dla „rz"

Ignacy Góra, prezes Urzędu Transportu Kolejowego

Epidemia będzie miała największy wpływ na chęć korzystania z transportu kolejowego. O ile przewóz towarów zależy głównie od kondycji gospodarki, o tyle dla pasażerów najważniejsze będzie bezpieczeństwo podróżowania. Należy cały czas dążyć do poprawy jakości usług. Szczególne znaczenie ma tu dbałość o standardy czystości. Przewoźnicy stosują odpowiednie procedury, szukają innowacyjnych metod dezynfekcji. To przywróci zaufanie podróżnych. Z naszych badań wynika, że 70 proc. pasażerów lubi podróżować koleją.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA