fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tenis

Mariusz Fyrstenberg: Wróciliśmy do domu

PAP
Mariusz Fyrstenberg, były znakomity deblista, dziś dyrektor turnieju BNP Paribas Sopot Open, o przyszłości tej imprezy i polskim tenisie.

Jak ocenia pan poziom sportowy zakończonego w niedzielę turnieju?

Bardzo wysoko. W męskim tenisie różnice w poziomie gry zawodników nie są aż tak duże jak np. w tenisie damskim. Zwycięzca naszego turnieju Stefano Travaglia z Włoch notowany na 95. miejscu listy ATP wygrał niedawno ze swoim rodakiem Fabio Fogninim, a ten ostatni jest przecież tegorocznym triumfatorem turnieju w Monte Carlo, a więc zawodów kategorii ATP Tour Masters 1000. Czyniąc takie porównania można by się więc licytować jak wysoki był poziom gry w Sopocie. Oczywiście też patrząc z innej strony można podać przykład Kamila Majchrzaka notowanego na setnym miejscu listy ATP i rozstawionego u nas z nr 2, który przegrał w swym pierwszym meczu (w drugiej rundzie) z Jeremym Jahnem z Niemiec notowanym na 428 miejscu listy ATP. Kamil doznał porażki, ale jego przeciwnik zagrał na poziomie trzydziestego miejsca na świecie. Było więc sporo zaskoczeń w turniejowej drabince, ale to chyba piękne. Obejrzeliśmy bardzo dużo meczów trzy-setowych i tie-breaki w trzecich setach co się rzadko zdarza. Mieliśmy szczęście do takich spotkań. Było naprawdę ciekawie.

Skoro mówi pan o Kamilu Majchrzaku to jak ocenić grę pozostałych Polaków?

BNP Paribas Sopot Open to dla nich bagaż nowych doświadczeń więc cieszę się, że mogli wystąpić w takim turnieju. Do Kamila absolutnie pretensji nie mam. Zrobił wszystko co trzeba, aby być dobrze przygotowanym do meczu. Bardzo też lubi grać w Sopocie. Co do innych naszych tenisistów to czasami tak jest, że nie idzie. Pamiętajmy jednak, że skoncentrowaliśmy się na tym, aby dzikie karty otrzymali nasi młodzi zawodnicy. Teraz w męskim tenisie nie zdarza się, jak to wcześniej bywało, że szesnasto czy osiemnastolatek dochodzi do dużych osiągnięć. Za to w deblu jest sukces w postaci finału pary Kowalczyk-Drzewiecki, a Mateusz Kowalczyk grał w finale drugi raz z rzędu.

A jak turniej wypadł organizacyjnie choćby względem ubiegłorocznej edycji?

Zrobiliśmy krok do przodu. Zwiększyliśmy pulę nagród, ranga turnieju jest wyższa. Organizacyjnie weszliśmy na inny poziom. Nie ukrywam, że planujemy zrobić kolejny krok w przyszłym roku.

Czyli ubiegłoroczne rozgrywki w Gdyni były rozwiązaniem stricte awaryjnym?

Absolutnie tak. Przenosiny do Gdyni były spowodowane wyłącznie skomplikowaną sytuacją dotyczącą kortów w Sopocie. W br. wróciliśmy do domu. Miasto Sopot, na czele z prezydentem Jackiem Karnowskim, bardzo nas wspiera i promuje. Dla miasta ważne jest, że przy okazji turnieju przeprowadzamy wiele akcji promujących tenis, szczególnie wśród najmłodszych. Nie chodzi więc tylko i wyłącznie o tenis zawodowy.

Turniej odbył się teraz w Sopocie, ale sprawy sądowe dotyczące sopockich kortów nadal się toczą?

To kwestia niewyjaśniona od kilku lat, ale mam nadzieję, że w 2020 r. turniej też zorganizujmy w Sopocie. Niczego nam tu nie brakuje. Sytuację, że turniej tu, na sopockich kortach, mógłby się nie odbyć i że z tymi kortami stałoby się coś złego odebrałbym bardzo negatywnie. Można tu naprawdę robić wiele pozytywnych rzeczy. To drugie najstarsze korty w Europie po kortach w Roehampton w Londynie, na których rozgrywano pierwsze edycje Wimbledonu. Nie wiem jak można szkodzić takiemu miejscu.

Obiekt jest jednak w kiepskiej kondycji?

Infrastruktura jest w słabym stanie, bo ciągle toczą się sądowe batalie na tle własnościowym i w rezultacie nikt nie chciał tu inwestować. My jako organizatorzy turnieju troszeczkę zainwestowaliśmy, ale jest to tak duży obiekt, że może nawet tego nie widać. Władze Sopot Tenis Klubu również stanęły na wysokości zadania. Kosztowało nas to jednak sporo pracy. Jednak jeśli tylko będziemy mieli taką okazję to zamierzamy co roku coś poprawiać, aby tylko obiekt wrócił do swojej świetności. W tym roku na kort centralny wyprzedaliśmy wszystkie bilety. Czemu więc nie robić tu dużej imprezy masowej. Mamy też pozytywny odbiór ze strony telewizji. Jest dużo ludzi, są szerokie wybiegi. Kamery są bardzo wysoko. Kort centralny jest stworzony do tego, aby grano tam na najwyższym poziomie i pokazywano go szerokiej publiczności.

Przyszłość turnieju zależy też jednak w głównej mierze od sponsorów?

Robimy wszystko, aby nasi sponsorzy byli zadowoleni. Dopieszczamy ich. Mamy ich niewielu, ale to nie jest przypadek tylko nasze umyślne działanie. Chcemy mieć wyselekcjonowanych sponsorów i spełnić wszystkie ich oczekiwania. Chcemy, aby była to najbardziej prestiżowa impreza tenisowa w Polsce. Już teraz jest to największy challenger w tym okresie w Europie. Mam nadzieję, że za rok pójdziemy o krok dalej i będzie to w tym samym czasie największy challenger na świecie. Takie są plany. Oczywiście do tego potrzeba pieniędzy. Współpraca z BNP Paribas się rozszerza. Poza tym działamy zgodnie z podejściem banku dotyczącym ochrony środowiska. Wprowadzamy nowe rozwiązania i edukujemy ludzi. Biodergradowalne opakowania, brak plastikowych słomek, 150 osób z obsługi korzystało z butelek wielorazowego użytku. To działania zgodne ze strategią banku oraz miasta Sopotu. Staramy się iść ramię w ramię.

Wracając do zawodników. Nie zagrał nasz najlepszy obecnie tenisista Hubert Hurkacz, który rywalizował w tym czasie w Waszyngtonie, ale trenował tu Jerzy Janowicz, niegdyś 14 rakieta listy ATP. Jak widzi pan przyszłość obu tych graczy?

Cieszę się, że Jerzy zaczął wreszcie trenować. Jeszcze nie na 100 proc., ale widać, że szykuje się powoli do powrotu. Nie ukrywajmy, że przez kilka najbliższych miesięcy czeka go katorżnicza praca jeśli naprawdę chce wrócić do touru. Będzie to bardzo, bardzo ciężkie. Natomiast sytuacja Huberta jest zupełnie inna. Jest bardzo skoncentrowany na tenisie i idzie regularnie do przodu. To zupełnie inni zawodnicy pod względem charakterologicznym, ale też nie ma idealnego typu charakteru, aby osiągnąć sukces w jakiejkolwiek dyscyplinie także w tenisie. Ci zawodnicy bardzo się od siebie różnią. Jerzy jest wybuchowy, ale też waleczny, zadziorny. Hubert jest ekstremalnie spokojny, ale w ten sposób też może osiągnąć sukces. Życzę mu, aby osiągnął tak wysokie miejsce w rankingu ATP jak Jerzy.

Od strony sportowej obaj opierają grę na bardzo mocnym serwisie i forehandzie?

W tym są podobni, ale Jerzy zawsze grał na większym ryzyku, bardziej agresywnie. Hubert wciąż, nawet po mocnym serwisie, jeszcze się cofa, ale widać też, że gra coraz bliżej końca kortu. Czuje się coraz pewniej i gra coraz bardziej agresywnie. Stara się wykorzystywać momenty kiedy można pójść do siatki i skończyć, ale taka zmiana gry zajmie mu trochę czasu.

CV

Mariusz Fyrstenberg, dyrektor turnieju tenisowego BNP Paribas Sopot Open. W latach 2001-2017 zawodowy tenisista grający głównie w deblu (najwyżej 6. na deblowej liście ATP). Zwycięzca 18 turniejów ATP w deblu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA