fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Telewizja

Teatr Telewizji: Inteligencja poza burtą

„Dzień gniewu” Jacka Raginisa-Królikiewicza, jeden z najjaśniejszych punktów sezonu
Mat. Pras.
TVP poinformowała o udanym dla Teatru TV mijającym sezonie. W rzeczywistości - był on porażką.

Na początku sezonu poinformowano, że trudny był wybór spektakli do realizacji z powodu obfitości propozycji – było ich aż 600. Można tylko przypuszczać, że była przygniatająca podaż tekstów patriotycznych i polsko-rocznicowych mających się przede wszystkim wpisać w politykę obecnych władz TVP. 15 premier, które zobaczyli w mijającym sezonie widzowie poniedziałkowego Teatru TV, dowodzi, że albo poziom składanych propozycji był drastycznie niski, albo dokonano niewłaściwych wyborów.

Zmienili się widzowie

Podobnie jak w poprzednich sezonach – repertuar zdominowały przedstawienia oparte o polską literaturę, tylko dla trzech inspiracją była obca: przeciętnej niemieckiej sztuki obyczajowej „Oscar dla Emily” (reż. Kinga Dębska), słynnego „Hamleta” (reż. Michał Kotański). Ten ostatni ma w literaturze dramatycznej status szczególny – udaje się rzadko, bo reżyserzy chcą być lepsi od Szekspira i zamiast z nim współpracować próbują go sobie podporządkować – na ogół z miernym skutkiem. Tak było i w tym przypadku. Także „Igraszki z diabłem” Drdy (reż. Artur „Baron” Więcek) nie zbliżyły się poziomem do bardzo smacznego i bijącego rekordy oglądalności powtórek - spektaklu z 1980 roku zrealizowanego przez Tadeusza Lisa - pomimo znanych aktorów i bardziej współczesnego niż tamto tłumaczenie. Fakt, że przedstawienie miało ponad 700 tysięcy widzów, tłumaczyć można jedynie głodem na przedstawienie o klasie sprzed lat. Wyników satysfakcji nie zbadano, a to byłby dopiero materiał do analizy…

Dwukrotnie realizowana była klasyka polska: „W małym dworku” Witkacego (reż. Jan Englert) oraz „Zemsta” Fredry (reż. Redbad Klynstra). Obydwa spektakle były już wcześniej realizowane w Teatrze TV i w dodatku – lepiej.

Tegoroczny sezon zdominowały rocznice oraz debiutanci, którym powierzono reżyserię aż pięciu utworów. Wprawdzie większość z nich miała już wcześniej doświadczenia teatralne, ale „Hamlet” czy „Bezkrólewie” Wojciecha Tomczyka – są i dla doświadczonego realizatora stąpaniem po kruchym lodzie. I łatwo pęka – jak można było zobaczyć w przywołanych przypadkach. W przypadku sztuki Tomczyka pikanterii dodaje fakt, że to pierwsza realizacja słynnego „półkownika”, utworu, który w 2011 roku znalazł się w finale Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej, ale nigdy nie został wystawiony. Autor mówił, że sztuka była rodzajem odreagowania tragedii smoleńskiej, a reżyserujący ją Jerzy Machowski, który w 2010 roku był maturzystą, na pytanie „Rz”, czy skojarzyłby tekst z katastrofą smoleńską odpowiadał: „nie chcę, by to był spektakl o Smoleńsku”. Rocznicowy był też „Inny świat” Herlinga-Grudzińskiego (reż. Igor Gorzkowski) związany w setną rocznicę urodzin pisarza. Z kolei „Negocjator” (real. Jarosław Żamojda) miał uczcić 25 lat od śmierci o. Józefa Marii Bocheńskiego. Choć gwoli uczciwości – w tym przypadku scenariusz, którego autorami są Jan Parys i Jacek Suchecki powstał już 10 lat temu i widać to w jakości tekstu.

Niemal dokładnie w 100-lecie urodzin papieża premierę miało „Powołanie” - autorska sztuka Pawła Woldana, która okazała się najchętniej oglądanym przedstawieniem sezonu. Spektakl utrzymany w poetyckiej aurze, opowiadający o drodze Karola Wojtyły do kapłaństwa zgromadził rekordową liczbą 841 tysięcy widzów. Jednak oglądalność większości prezentowanych spektakli oscylowała w granicach 300 - 400 tysięcy, co może świadczyć o tym, że zmienili się widzowie Teatru TV, albo, że nie dostają tego, na co oczekują.

Warto pamiętać, że poniedziałkowe spektakle obecne na antenie TVP od 1953 roku były zawsze przepustką do lepszego świata, od którego można było czegoś się nauczyć i dowiedzieć. Nie było to na pewno miejsce schlebiania popularnym gustom – od tego były inne programy.

Stawkę opowieści i opowiastek o patriotycznym wydźwięku uzupełniło „Imperium” Tomczyka napisane na zamówienie Teatru TV (o hipotetycznym spotkaniu premiera Eugeniusza Kwiatkowskiego z pisarzem Melchiorem Wańkowiczem w 1936 roku - 313 tys.) oraz autorska “Fantazja polska” Macieja Wojtyszki - bardziej słuchowisko edukacyjne niż spektakl o epizodzie z życia Paderewskiego z 1917 roku związanym z memorandum w sprawie niepodległości Polski (457 tys. widzów).

Osobnego komentarza wymagają dwa przedstawienia zrealizowane przez Jacka Raginisa-Królikiewicza. Pierwsze – rzadko realizowany „Dzień gniewu” Romana Brandstaettera, którego akcja toczy się w czasie II wojny światowej zabrzmiał zaskakująco współcześnie i był jednym z najjaśniejszych punktów sezonu. Tak – jak chciał autor – to „misterium dramatyczne w trzech aktach” – wydobyło się z banału i pokazało kunszt aktorski Rafała Gąsowskiego, na co dzień aktora „Wierszalina”.

Ale, niestety, ten sam reżyser zrealizował „Werdykt” (625 tys.) reklamowany jako Teatr TV, choć ten nie podpisał się pod produkcją owego kuriozalnego przedsięwzięcia. Emitowane w 38. rocznicę stanu wojennego widowisko o gen. Wojciechu Jaruzelskim było skrzyżowaniem fikcji i rzeczywistości, o czym jednak dowiedzieć się można było dopiero przy lekturze napisów końcowych, a te – jak wiadomo, rzadko obserwuje się do końca. Stąd już blisko do manipulacji.

Zmiana kierownictwa

Tak, jak w poprzednich sezonach wielu ważnych twórców było nieobecnych – zarówno reżyserów, jak i aktorów. Czasy, gdy Teatr TV był odbiciem aktualnych zjawisk teatralnych, ich kronikarzem – są coraz odleglejsze. Różnorodność, która była jego atutem – ustąpiła monokulturowym produkcjom, którym zazwyczaj trudno o znak jakości.

Teatr TV zawsze był miejscem ważnej rozmowy, której uczestnikami byli inteligenci i ci, którzy pragnęli nimi się stać. To ich niemal ostatni przyczółek w publicznej telewizji. Schlebianie masowym gustom i oczekiwaniom widzów wyrzuca ich za burtę.

W końcu sezonu nastąpiła też ważna zmiana - dyrektorkę Agencji Kreacji Teatru TVP Ewę Millies-Lacroix (była nią od połowy 2017), zastąpiła Kalina Zalewska, dotychczasowa wicenaczelna „Teatru”, związana z miesięcznikiem od 2009 roku, mająca też w cv kilkuletni czas pracy w TVP (2007 – 2011). Pandemia koronawirusa spowodowała, że coroczny Festiwal „Dwa Teatry” nie mógł odbyć się w Sopocie w planowanym terminie, ale trwają rozmowy, by mógł w jakiejś formie odbyć się we wrześniu – jak wyjaśniła „Rz” Kalina Zalewska.

Póki co, Agencja Teatru pracuje nad nowymi spektaklami. Na koniec wakacji 31 sierpnia z okazji 40. rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych przypomniany zostanie spektakl o strajku w Stoczni Gdańskiej „Kto tu wpuścił dziennikarzy” w reż. Mikołaja Grabowskiego. We wrześniu, już w nowym sezonie, odbędę się dwie premiery – zaplanowane jeszcze przez Ewę Millies-Lacroix: komedia Marka Kochana „Trójkąt bermudzki” w reż. Bodo Koxa z braćmi Pazurami w rolach głównych oraz „Cud biednych ludzi” Mariana Hemara w reż. Zbigniewa Lesienia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA