Zorganizowana podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach debata pokazała, że rozmowa o ubezpieczeniach dotyczy dziś przede wszystkim odporności firm. W centrum znalazły się geopolityka, klimat i demografia, ale równie ważne okazały się poziom zarządzania ryzykiem w polskich przedsiębiorstwach, rola nowych technologii oraz perspektywy rozwoju rynku.

Marcin Ogniewski, dyrektor Biura Rozwoju Biznesu Korporacyjnego PZU SA, zwracał uwagę, że rynek działa dziś w warunkach rosnącej konkurencji i spadających stawek, choć samych ryzyk nie ubywa. – Nie tyle przewidujemy przyszłość, ale jesteśmy bardziej przygotowani na to, co się może wydarzyć. Budowanie odporności zaczyna się właśnie od ubezpieczenia – mówił. Podkreślał, że odpowiedzią branży są coraz lepsze dane, modelowanie i technologie, które pozwalają dokładniej oceniać zagrożenia i wspierać klientów w zarządzaniu ryzykiem.

Kup polisę, bo dobrze zarządzasz

Jan Grzegorz Prądzyński, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń, przypominał, że branża najlepiej funkcjonuje w warunkach stabilności. – Rynek ubezpieczeniowy nie lubi zmian. A teraz porządek jest tylko przerwą pomiędzy zmianami – zauważył. Geopolityka bezpośrednio utrudnia ocenę ryzyka, a zmiany klimatyczne nie są już epizodem, lecz procesem wpływającym na działalność przedsiębiorstw, ofertę ubezpieczycieli i zakres potrzebnej ochrony.

Michał Górny z Alfa Brokers podkreślał oczekiwania biznesu wobec rynku. – Chciałby on, aby ubezpieczenie było kropką na końcu zdania, a nie walką o zakres i pozyskanie tej ochrony – mówił. Jego zdaniem rośnie znaczenie prewencji, doradztwa i technicznej oceny ryzyka, bo klienci oczekują od ubezpieczycieli i brokerów nie tylko samej polisy, ale także realnego wsparcia w zabezpieczaniu działalności.

Łukasz Zoń, prezes Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych, przypominał, że polski rynek wciąż jest stosunkowo słabo nasycony bardziej zaawansowanymi produktami. – Jesteśmy na tyle mało rozwiniętym rynkiem, że te wszystkie perturbacje jeszcze nas w taki bezpośredni sposób nie dotykają – ocenił. Wielu przedsiębiorców nadal nie traktuje ubezpieczeń jako strategicznego narzędzia ochrony biznesu, lecz raczej jako koszt.

O ograniczeniach obecnej oferty mówiła prof. Monika Szaraniec z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. – Systemowo ta oferta nie jest wystarczająca dla przedsiębiorców wobec ryzyk o cechach katastroficznych czy systemowych – podkreślała. Zwracała uwagę, że przewagę zyskują dziś nie ci, którzy po prostu kupują polisę, lecz ci, którzy potrafią pokazać, że ryzykiem świadomie zarządzają. Ubezpieczyciel przesuwa logikę z „kup polisę i śpij spokojnie” na „kup polisę, bo dobrze zarządzasz” – mówiła.

Technologia to nie tylko AI

Druga część debaty dotyczyła poziomu zarządzania ryzykiem w polskich firmach. Marcin Ogniewski wyróżnił trzy grupy przedsiębiorców: duże organizacje świadomie zarządzające ryzykiem, firmy traktujące ubezpieczenie jak podatek od działalności oraz grupę pośrednią, często przedsiębiorstwa rodzinne i sukcesyjne, które szybko dojrzewają do bardziej świadomego podejścia. Podkreślał, że ważna jest edukacja. Brak ciągłości działania po dużej szkodzie bardzo często oznacza dla firmy kres normalnego funkcjonowania.

– Zarządzają ryzykiem ci, którzy muszą – stwierdził Łukasz Zoń. Według niego znaczna część firm nie wychodzi poza minimum wymuszone przez kontrahentów, zagraniczne standardy albo oczekiwania ubezpieczycieli. To pokazuje, że rynek wciąż ma przed sobą ogromną pracę do wykonania.

Michał Górny przypominał, że podstawowym obszarem ryzyka dla polskich przedsiębiorstw pozostają pożary, wybuchy, awarie maszyn i wynikające z nich przerwy w działalności. Doświadczenia szkodowe i wymagania reasekuracyjne wymusiły w ostatnich latach wyższe standardy bezpieczeństwa, zwłaszcza przeciwpożarowego. Jak zaznaczał, coraz więcej firm zaczyna rozumieć, że o bezpieczeństwie trzeba myśleć już na etapie projektowania inwestycji, a nie dopiero przy zakupie polisy.

Monika Szaraniec poruszyła temat nowych technologii wspierających zarządzanie ryzykiem, pytając o gotowość przedsiębiorców do korzystania z monitoringu, telematyki czy systemów predykcyjnych. Marcin Ogniewski przyznał, że początkowo klienci często reagowali nieufnie, obawiając się nadmiernej kontroli ze strony ubezpieczyciela. Z czasem jednak część firm zaczęła dostrzegać wartość takich rozwiązań. Czujniki, alerty i regularne przeglądy pomagają ograniczać szkody, ale też lepiej prowadzić biznes. Jan Grzegorz Prądzyński zwrócił uwagę, że technologia to nie tylko AI. Wskazywał na cyfryzację procesów, narzędzia do likwidacji szkód i zmiany związane z elektromobilnością. Przypominał również o ważnym segmencie rynku: ubezpieczeniach należności, szczególnie istotnych dla dużych przedsiębiorstw i eksporterów, bo wzmacniają odporność firm i ułatwiają im ekspansję zagraniczną.

Impulsy dalszego rozwoju rynku

Niemniej AI to już narzędzie obecne w codziennej pracy ubezpieczycieli. Jan Grzegorz Prądzyński wskazywał, że sztuczna inteligencja jest wykorzystywana przy przygotowywaniu ofert, analizie ryzyka, likwidacji szkód i wykrywaniu nadużyć. Marcin Ogniewski podkreślał, że jej podstawową funkcją jest odciążenie ludzi od prostych, powtarzalnych zadań. – Technologia ma wygenerować ludziom czas – mówił. Bez uporządkowanych procesów i dobrej jakości danych automatyzacja może jedynie powielać chaos.

Także Michał Górny podkreślał, że w dużych i złożonych ubezpieczeniach przemysłowych ekspertyza i bezpośrednia relacja z klientem jeszcze długo pozostaną niezastąpione. – W ubezpieczeniach korporacyjnych i ubezpieczeniach przemysłowych ekspertyza i relacje międzyludzkie są ważniejsze niż jakiekolwiek narzędzia informatyczne – oceniał. Łukasz Zoń przewidywał z kolei, że automatyzacja będzie coraz mocniej ograniczać rolę człowieka w prostszych procesach, a na rynku pozostaną przede wszystkim ci, którzy połączą wiedzę ekspercką z umiejętnością pracy w coraz bardziej cyfrowym środowisku.

W końcowej części debaty uczestnicy zastanawiali się, które segmenty rynku będą rozwijać się najszybciej. Najczęściej wskazywano cyberubezpieczenia oraz ochronę związaną z dużymi projektami inwestycyjnymi. Zoń ocenił, że przy presji na ceny w tradycyjnych liniach właśnie ryzyka cyfrowe, oszustwa, awarie systemów i błędy związane z automatyzacją będą zyskiwały na znaczeniu. Ogniewski zwracał uwagę, że równie ważne pozostaną inwestycje infrastrukturalne, energetyczne i transportowe, które będą generować nowy popyt na ochronę.

Monika Szaraniec podkreślała z kolei, że rynek będzie coraz mocniej różnicował przedsiębiorców: lepsze warunki uzyskają firmy dobrze zarządzane, zdigitalizowane i świadomie inwestujące w bezpieczeństwo, podczas gdy podmioty o słabszej kulturze zarządzania ryzykiem mogą mieć coraz trudniejszy dostęp do ochrony. Jej zdaniem znaczenie będą zyskiwać rozwiązania szyte na miarę. Na duży potencjał ubezpieczeń budowlano-montażowych, zwłaszcza w związku z planowanymi inwestycjami w energetykę, kolej i infrastrukturę, wskazywał Michał Górny. Ale napływ dużych pieniędzy może oznaczać nowe napięcia: wzrost cen, problemy z wykonawstwem i presję na jakość realizacji.

Jan Grzegorz Prądzyński przypominał zaś, że rozwój rynku ubezpieczeniowego zawsze pozostaje silnie związany z kondycją gospodarki: im silniejsze i bardziej dojrzałe firmy, tym większa gotowość do zabezpieczania majątku i ciągłości działania. Ubezpieczenia nadal będą pełnić funkcję stabilizującą dla inwestycji i biznesu. Ich rola jednak powinna zaczynać się wcześniej niż na etapie podpisywania polisy. Najlepszy moment na rozmowę o ryzyku to początek planowania inwestycji. Wtedy ubezpieczenie może stać się elementem dobrze zaprojektowanego bezpieczeństwa przedsiębiorstwa, a nie ratunkiem uruchamianym dopiero na końcu procesu.