fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Wystawa Edwarda Dwurnika w Toruniu. Gorący temat: Polska

Edward Dwurnik, „Wszyscy przeciw wszystkim” z cyklu „Namiętności”, 1969, olej CSW ToruŃ,
materiały prasowe
Na pierwszą tak wszechstronną i największą wystawę prac Edwarda Dwurnika zaprasza Toruń.

Za życia miał Edward Dwurnik wystaw bez liku w kraju i za granicą, a jednak ta prezentacja z ponad 450 pracami przebija rozmiarami wszystkie. Centrum Sztuki Współczesnej Znaki Czasu w Toruniu umie organizować głośne wystawy – Mariny Abramović, Saskii Boddeke & Petera Greenawaya, Davida Lyncha. To pokazy już legendarne. Obecny może liczyć na równe zainteresowanie.

– Nasza wystawa obejmuje wszystkie okresy twórczości Dwurnika – mówi „Rz" Krzysztof Stanisławski, kurator i dyrektor CSW w Toruniu – choć musieliśmy dokonać wyboru, bo szacuje się, że stworzył nawet około 7–8 tys. obrazów. Przyjmujemy, że 5 tysięcy z nich reprezentuje najwyższy artystyczny poziom. Ale Edward tworzył też bardziej komercyjne serie, zwłaszcza w ostatnich latach życia, na przykład „Tulipany" o erotycznych podtekstach.

Obrazy starannie numerował i zapisywał na ich odwrocie nazwę cyklu. Dokumentowała je też w fotografii żona Teresa Gierzyńska. Trudniej ocenić liczbę grafik i rysunków. Może być ich 20 tysięcy albo więcej. Obecnie Fundacja Edwarda Dwurnika, powołana przez córkę Polę Dwurnik, także malarkę, podejmuje trud ich skatalogowania.

Kocham ten circus

Wystawione obrazy, rysunki i grafiki pochodzą z 16 muzeów (największy ich zbiór ma Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie) i 12 kolekcji prywatnych, bo dzieła Dwurnika należą do najczęściej poszukiwanych przez kolekcjonerów na polskim rynku sztuki. Największy prywatny zbiór liczy ponad 150 prac artysty.

Najchętniej malował cyklami. Mimo że układ toruńskiej wystawy nie jest chronologiczny, znajdziemy na niej wszystkie podejmowane tematy od lat 60. do ostatnich z 2018 roku.

„Podróże autostopem" z widokami miast z połowy lat 60. są pełne najdrobniejszych detali, odzwierciedlających ówczesną polską rzeczywistość, a zarazem ujawniają inspiracje Nikiforem. Malowani od lat 70. „Sportowcy" – ludzie palący najtańsze papierosy „Sporty"– także przywołują realia PRL-u. „Robotnicy" obrazują zachodzące polityczne zmiany, m.in. strajki 1980 i 1981 roku. Niepokoje społeczne lat 80. oddaje także cykl „Warszawa".

W mrocznych cyklach „Droga na Wschód" i „Od Grudnia do Czerwca" rozliczał się z komunistycznym totalitaryzmem, upamiętniając ofiary stalinizmu i stanu wojennego. Z lat 90. pochodzą „Niebieskie miasta" i bliskie abstrakcji obrazy fal Bałtyku oraz „Niech żyje wojna!". W 2000 roku rozpoczął abstrakcyjny cykl „Dwudziesty piąty", inspirowany malarstwem Jacksona Pollocka. Kontynuował go do końca życia.

W pierwszej części toruńskiego pokazu dzieła Dwurnika skonfigurowano tak, że tworzą opowieść o Polsce i Polakach, bo był to główny temat jego sztuki, co podkreśla tytuł wystawy „Edward Dwurnik. Polska". On sam zapewne powiedziałby o tym mniej patetycznie jak w biograficznym obrazie „Moje grzechy" z 1999 roku, pełnym malarskich autocytatów dopełnionych krótkimi komentarzami na temat codziennej rzeczywistości. Najcelniejszy brzmi: „Kocham ten circus".

Proroctwa i prowokacje

Twórcy wystawy za emblematyczne dzieło uznali gigantyczną „Konstytucję 3 maja", namalowaną w 1999 roku. Obraz nawiązuje do znanego dzieła Jana Matejki, którego Dwurnik uważał za swego mistrza, a jednocześnie sumuje doświadczenia współczesnych totalitaryzmów.

Kluczową rolę pełnią też na wystawie dwie okazałe wersje „Bitwy pod Grunwaldem", namalowane w 2010 roku z okazji jej 600-lecia. Można je traktować jako hołd dla Matejki, ale dość przewrotny, bo nie ma heroicznie walczących rycerzy. Jest współczesny, agresywny tłum, okładający się pałkami, kijami, sztachetami, krzyżami.

„To jest taka współczesna „nawalanka", przepychanka społeczna – tłumaczył wówczas artysta. – Ludzie przedstawieni na obrazach są zagubieni, nieszczęśliwi, rozgoryczeni albo na czymś się zawiedli. Ich zachowanie symbolizuje podział, jaki nastąpił ostatnio w polskim społeczeństwie". Pozostaje zauważyć, że te podziały trwają nadal, potęgując wojnę polsko-polską.

Często powtarza się, że cykl „Warszawa" był proroczą wizją nadchodzącego stanu wojennego, ale i wiele innych dzieł mogłoby pełnić taką rolę, na przykład „Wszyscy przeciw wszystkim" z 1969 r. A „Niech żyje wojna!" z początku lat 90. bezpośrednio odnosiła się do konfliktów bałkańskich, ale odmalowane fruwające agresywne głowy można też uznać za symbol wyniszczających nas polskich konfliktów.

Czas działa na korzyść Dwurnika. Zaciera pamięć o kontrowersjach wokół niego z lat 80., gdy jako laureat Nagrody Komitetu Kultury Niezależnej Solidarności (1983) złamał powszechny wówczas w środowisku bojkot reżimowego obiegu sztuki. Dziś skupiamy się na niekwestionowanych malarskich walorach jego prac. I doceniamy, że był znakomitym obserwatorem życia społecznego w czasach PRL-u, w stanie wojennym i po transformacji, co odmalowywał z pasją, zabarwioną ostrą krytyką i szyderstwem.

Druga część wystawy przedstawia Dwurnika jako kronikarza życia towarzyskiego. Mnóstwo tu portretów znajomych, celebrytek i celebrytów, ludzi kultury i sztuki. Są to wizerunki często zaczepne i prowokujące. Zdarzają się dziełka zabawne – roznegliżowane półakty i akty młodych pisarek (m.in. Olgi Tokarczuk sprzed Nobla) czy awangardowych artystek upozowanych na „Panny z Awinionu" Picassa. Ale nie brak przykładów irytującej maniery i szpanu, które były częścią artystycznej strategii Dwurnika, zabiegającego też o własny wizerunek celebryty.

Wystawa „Edward Dwurnik. Polska. Retrospektywa" jest czynna do 19 września

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA