fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Wystawa Pawła Althamera: Tolek Banan z Helsinek

Helsinki Art Museum, Hanna Kukorelli
W helsińskiej HAM trwa wystawa Pawła Althamera „I (am)”. Ale to tylko część aktywności artysty w tym projekcie. Niemniej ważne są warsztaty i podróżujący złoty autobus.

„Marzyciel”, bo tak nazywa się jeżdżący do lat z artystą autobus, jest pomalowany na złoty kolor. Zdobią go płaskorzeźby i malowidła m.in. sylwetka nagiego, rozpostartego jakby w locie mężczyzny (rzecz jasna w złotym kolorze). Są i malowidła, a także ikona Chrystusa. Ten pojazd jest ważny, bo służy nie tylko przemieszczania się, ale i zawiązywaniu czy też utrwalaniu wspólnot. Oprócz konwencjonalnych siedzeń jest w nim salonka, część mieszkalna i niewielka świetlica. Od lat Althamer zaprasza do „Marzyciela” współpracowników, uczestników organizowanych przez niego lokalnych warsztatów w miejscach, w których pokazuje swoją sztukę. Słynne stały się podróże osób w złotych kombinezonach m. in na Białoruś czy do Brukseli.

- Sama podróż jest celem – uważa Paweł Althamer.

Zaparkowany pod HAM autobus jest w ciągłej gotowości do podróży. Jednak nie tylko o tę najprostszą komunikację chodzi Althamerowi. Artysta pragnie dzielić się swoim doświadczeniem życiowym i artystycznym z najmłodszymi, których losy nie zawsze układają się idealnie, a i uchodzą za przysparzających otoczeniu problemów.

Jednym ze słynnych projektów, które zrealizował twórca była „Klasa Einsteina”. W 2005 r. grupa kilku tzw. trudnych chłopców poznawała tajniki i prawa fizyki za pomocą własnych doświadczeń i obserwacji zjawisk, mając do pomocy trzech dorosłych fizyków – pasjonatów. Zajęcia odbywały się w różnych miejscach: w parku, na żaglówkach, na działce, a ostateczny rezultat został zaprezentowany w Berlinie. Dokumentacja tego projektu stanowi część prezentowanej obecnie w HAM wystawy Althamera.

W Helsinkach grupę tzw. defaworyzowanej młodzieży, z którą mógłby przeprowadzić swoje warsztaty, znalazł w Jakomäki, dzielnicy stolicy Finlandii, w której HAM od lat aktywnie współdziała z lokalną społecznością.

- Od razu wiedziałem, że nie chodzi jedynie o zrobienie wystawy – wyjaśnia artysta. - Lubię pracować z ludźmi, spotykać się w czasie warsztatów. Czasem przybierają one formę rozmów rysunkowych, malarskich, rzeźbiarskich, czasami są to spacery, albo odwiedziny. W Jakomäki rozpoznałem dzielnicę siostrzaną dla Bródna, na którym mieszkam od 40 lat. Przygotowywano mnie na spotkanie z dzielnicą o nie najlepszej reputacji. Taksówkarz, który po raz pierwszy mnie do niej przywiózł, zwierzył się że nie lubi jeździć trasami poza miastem, gdzie nie dzieją się dobre rzeczy. Był niechętny temu miejscu. Tymczasem spotkałem tam sympatycznych otwartych ludzi. Osiedle jest niebywale piękne - położone niemal w lesie na skałach.

Dzielnica oddalona kilkanaście kilometrów od centrum Helsinek zbudowana została w latach 60. ubiegłego wieku przez miejscowych miłośników natury, potrzebujących odosobnienia. Rozrzucone na pofałdowanym terenie bloki – z naszego punktu widzenia o atrakcyjnej, przyjaznej formie - zamieszkiwane są teraz głównie przez emigrantów.

W centralnej części osiedla znajduje się duży parterowy budynek ze świetlicą – biblioteką dostępną dla dzieci i dorosłych. Pośród regałów z książkami w różnych językach (dominują te w fińskim, szwedzkim, rosyjskim i angielskim) stoją stoliki, kolorowe kanapy i siedziska, na których widać i młodszych i starszych. Są też gry, można skorzystać z komputera. W przedzielonej szybą czytelni z czasopismami oprócz papierowych gazet kilkanaście ułożonych równo czytników elektronicznych czeka na chętnych. W stojaku – kijki do nordic walkingu. Kilka kroków od biblioteki znajduje się szkoła z rozległym terenem pełnym boisk. Tam właśnie mieszkają i uczą się 10-15 letni trudni chłopcy, z którymi jako z uczestnikami warsztatów spotkał się Althamer. 

– Ja bym nie dramatyzował – mówi artysta. – Może są zadziorni, ale i dzięki temu jeszcze bardziej skłonni, żeby robić coś więcej niż inni. Ich problemy są takie, że nie spędzają czasu z rodziną, lubią się włóczyć. Skierowano ich do miejscowego Tolka Banana i innych animatorów społecznych, którzy stworzyli dla nich program, aranżując im czas wolny. Mogę tę sytuację odnieść do swojego dzieciństwa – pamiętam jak lubiłem „zawieszać się” i uciekać poza system nauczania. Pamiętam, jak włóczyłem się między domami bez żadnego pomysłu co ze sobą zrobić. Moja postawa nie jest postawą animatora społecznego, ale raczej starszego kolegi, który z radością, by się z nimi wspólnie „powykluczał”. Sztuka interesuje mnie jako metoda samopoznania. Do tego jest niezbędna autonomia. Nie można doświadczyć poznania będąc pod nieustającą opieką – kontrolą.

Ale też w przypadku takich spotkań – warsztatów rzadko da się przewidzieć efekt. Zwłaszcza, gdy nie trwają one dość długo, by się lepiej poznać, zaufać sobie, zbliżyć się. Na to wszystko potrzeba czasu. W przypadku młodzieży z Jakomäki było go wyraźnie za mało…

- Nie przyjechałem rozgrzewać Skandynawów – wyznaje Althamer. - W walizkach przywiozłem kilka rzeczy, którymi mogę się z nimi podzielić, które mogą się im przydać.

Ciekawa byłaby odpowiedź na pytanie, jak oni to widzą. Ale to już chyba zupełnie inna historia.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA