fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Naxos - wyspa, na której nikt się nie rodzi

Stare miasto w Chorze, stolicy wyspy Naxos
Rzeczpospolita, Jerzy Haszczyński
Kryzysy omijają Naxos z archipelagu Cyklad. Kłopoty finansowe rządu w Atenach spowodowały jednak, że nie ma tu kto przyjmować porodów.

Korespondencja z Naxos

– To mała wyspa, mała społeczność. Jak w całej Grecji i u nas spadły tu emerytury i płace w sektorze publicznym. Ale w przeciwieństwie do Aten i innych dużych ośrodków ludzie mają tu alternatywę – turystykę, rolnictwo, hodowlę. Każdy może sobie znaleźć jakiś zamiennik. Choć nie jeżeli chodzi o rodzenie dzieci – mówi „Rz" Sofia Kagani, dziennikarka i właścicielka miejscowej gazety „Naxiotypia". Niegdyś wychodziła raz w tygodniu, teraz – z powodu kryzysu – już tylko raz na miesiąc.

Wszystkie dzieci poczęte w rodzinach z Naxos rodzą się gdzie indziej, zazwyczaj w Atenach. Albo na pokładzie śmigłowca czy promu, gdy matka źle obliczyła termin.

Dzieje się tak nie dlatego, że na liczącej 20 tysięcy mieszkańców wyspie nie ma szpitala. Jest, i to zupełnie nowy, otwarty w 2007 roku. Ale ministerstwo zdrowia uznało, że nie będzie zatrudniało lekarzy, pielęgniarek i położnych na wydziale położniczym. Bo to zbyt drogo kosztuje. Tańszy jest transport śmigłowcem do Aten (przelot trwa około pół godziny, podróż promem – od trzech do sześciu godzin, i nie do Aten, lecz do pobliskiego portu w Pireusie).

Każdego roku poza wyspą przychodzi na świat około 150 dzieci z Naxos. Niektóre matki ruszają do stolicy już parę tygodni przed planowanym porodem, bo jak słyszę, prawie każda rodzina z Naxos ma krewnych w Atenach, a część nawet własne drugie domy.

Trwający od kilku lat kryzys finansowy nie uderzył w turystykę na wyspie. Przynajmniej tak było do 2015 roku. – W maju i czerwcu tego roku przyjechało o 30 proc. turystów mniej niż w podobnym okresie poprzedniego. Nie wiemy dlaczego – mówi „Rz" Emmanuil Margaritis, burmistrz Naxos i Małych Cyklad. Wiele wskazuje na to, że lipiec był jednak tradycyjnie dobry. Naxos to wyspa atrakcyjna zwłaszcza na urlopy dla rodzin z dziećmi i dla turystów indywidualnych. Ma małe miasteczka z niskimi, malowniczymi domami, po których można chodzić na piechotę, plaże z białym piaskiem i płytkimi wodami przy brzegu, zabytki weneckie w stolicy, na którą niektórzy mówią tak jak na całą wyspę – Naxos, inni posługują się starą – Chora. Ma góry i dobrą kuchnię. Rocznie odwiedzało ją ostatnio aż 350 tysięcy turystów.

Naxos nie dotknął także kryzys imigrancki. Leży daleko od wybrzeża Turcji, z którego uciekinierzy z Bliskiego Wschodu i Azji próbowali się przedostawać na pobliskie greckie wyspy. – W zeszłym roku dopłynęły do nas trzy stateczki, z tego dwa na leżące obok małe wysepki, którymi także jako burmistrz zarządzam. W sumie 170 osób, głównie z Afryki. Miejscowi przyjęli ich dobrze, pomagali, żywili. Imigranci szybko wyruszyli do lądowej części Grecji – opowiada Emmanuil Margaritis.

Nie znaczy to, że na wyspie mieszkają tylko Grecy. 10 proc. mieszkańców stanowią obcokrajowcy, którzy przybyli tu przed laty, głównie z Albanii i innych krajów bałkańskich w ostatniej dekadzie ubiegłego wieku. Napisy w urzędzie imigracyjnym, który mieści się przy ratuszu, są po grecku, angielsku, albańsku i serbsku. Jest tu też niewielka grupa Polaków. Codziennie widywałem jedną z naszych rodaczek, która od siedmiu lat pracuje w restauracji w centrum Chory.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA