fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Lewicki: Amerykanie zapędzili się w kozi róg

Fotorzepa, Darek Golik
Rozmowa: prof. Zbigniew Lewicki, amerykanista, Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Rz: W niedawnej strzelaninie w szkole na Florydzie zginęło 17 osób. W Stanach Zjednoczonych podobne tragedie zdarzają się regularnie, ale władze nie decydują się na ograniczenie prawa do posiadania broni. Dlaczego?

Zbigniew Lewicki: Nie wiadomo, jak rozwiązać ten problem. Można oczywiście ograniczyć możliwość kupowania nowej broni, tyle że w Stanach w rękach prywatnych znajduje się 300 mln sztuk broni zarejestrowanej, a do tego 300–500 mln sztuk nielegalnej. Amerykanie zapędzili się w kozi róg. Niby można zastosować półśrodki, takie jak zakaz sprzedaży broni automatycznej czy półautomatycznej, lecz nie zapobiegną one kolejnej tragedii.

Ale może ryzyko zostałoby chociaż trochę zmniejszone?

Nic to nie da. Przecież w USA w różnych miejscowościach prawie co weekend odbywają się targi broni, na których prywatni sprzedawcy nie mają obowiązku sprawdzać, kto ją kupuje. Broń można nabyć przez internet. Są też osoby kupujące – zgodnie z prawem – duże ilości broni, którą potem drożej odsprzedają. W ponad 30 stanach takie osoby nie mają obowiązku wymagania od kupującego żadnego dokumentu! Tak więc jeżeli ktoś nie może kupić broni w sklepie, np. ze względu na kryminalną przeszłość czy chorobę psychiczną, to w ciągu dwóch–trzech dni i tak to zrobi.

Niektóre stany wprowadzają pewne ograniczenia, ale są to jedynie półśrodki, mające pokazać wyborcom, że „robimy, co możemy". Tej sytuacji prawdopodobnie nie da się opanować. Można to było zrobić 200 lat temu, a nie teraz, gdy sprawy zaszły tak daleko.

Aż trudno uwierzyć, że zupełnie nic nie można z tym zrobić.

Dochodzi tu jeszcze jeden problem. Za oceanem potężną instytucją lobbingową jest Krajowy Związek Strzelecki (NRA), mający w zwyczaju niszczyć wszystkich politycznych przeciwników. Jest to bardzo bogata instytucja, która finansuje kampanie wyborcze. Jeżeli jakiś polityk zamierza ograniczyć prawo do posiadania broni, to w najbliższych wyborach może być pewien porażki. Politycy nie chcą się narażać.

Z jaką reakcją w Stanach Zjednoczonych spotkała się ostatnia tragedia?

Taką samą jak w przypadku poprzednich strzelanin. Padają puste hasła: „Trzeba coś zrobić, musimy z tym skończyć, tak nie może być". Nie ma konkretów, zresztą nie może ich być, bo co z tym zrobić? Nawet gdyby Amerykanie oddali jutro całą legalnie zarejestrowaną broń, to przecież nie przejedzie po niej jeden czołg i jej nie zniszczy.

A może Amerykanie po prostu nie chcą, aby prawo do posiadania broni zostało radykalnie ograniczone?

Prawdą jest, że na rezygnację z prawa do posiadania broni gotowe jest może kilkanaście procent społeczeństwa. Zwolennicy mówią o odpowiedzialnym posiadaniu w celu samoobrony, ale niekiedy to tylko teoria. Niektórzy ludzie po prostu kochają broń. A jak ktoś już posiada broń, to ma jej średnio dziewięć sztuk. Zresztą w Stanach nie ma ograniczeń prawnych w tym zakresie. Zwraca się jedynie uwagę na bezpieczne przechowywanie, na to, by broń była zamknięta, ukryta przed dziećmi itd.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA