fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Wymarzony filmowy prezydent Ukraińców

Wołodymyr Zielenski (rocznik 1978) gra prezydenta w popularnym serialu
materiały prasowe
Znany artysta kabaretowy powalczy o fotel prezydenta Ukrainy. Ma takie same poparcie jak obecny przywódca kraju.

1 stycznia Ukraina obudziła się już w innej politycznej rzeczywistości. Oficjalnie rozpoczęła się kampania przed wyborami prezydenckimi, ich pierwsza tura odbędzie się 31 marca. Już teraz jednak można powiedzieć, że będą to jedne z najbardziej nieprzewidywalnych wyborów w najnowszej historii Ukrainy. Wszystko za sprawą znanego aktora i kabareciarza Wołodymyra Zielenskiego, który w ostatnich minutach ubiegłego roku za pośrednictwem stacji 1+1 i oficjalnie potwierdził swój udział w wyborach. Tym samym zakończył trwające od miesięcy spekulacje lokalnych mediów, które wróżyły, że to właśnie on będzie „głównym zaskoczeniem".

– Ukraińcy mają dzisiaj trzy drogi. Pierwsza to płynąć z prądem i pozostawić wszystko, jak jest. To jest normalnie, każdy dokonuje własnego wyboru. Drugą drogą jest wyjazd za granicę, zarabianie tam pieniędzy i przesyłanie ich swoim bliskim. To też jest normalne. Jest jednak trzecia droga – spróbować samemu coś zmienić na Ukrainie. Wybrałem właśnie to – oświadczył Zielenski. Zapowiedział, że niebawem przedstawi Ukraińcom swój program wyborczy.

Czytaj także: "Poroszenko nie boi się Putina, ani wyborów"

Karierę zaczynał jeszcze, występując w rosyjskim programie satyrycznym KWN (Klub Wesołych i Bystrych), który zrzeszał kabareciarzy z byłych republik radzieckich. Od tamtej pory stoi na czele działającego głównie na Ukrainie zespołu komików Kwartał 95, który wyprodukował niemal 30 własnych filmów i seriali komediowych.

Największą furorę z nich zrobił serial „Sługa narodu", którego pierwsza część ujrzała świat w 2015 roku. Bez tego filmu nie byłoby zapewne kandydata na prezydenta Zielenskiego. W jakimś stopniu produkcję tę można porównać do znanego w Polsce „Ucha Prezesa", ale to nie jest do końca to. W filmie, owszem, są postacie przypominające znanych ukraińskich polityków, ale występujący w głównej roli Zielenski zagrał postać całkiem fikcyjną – Wasilija Gołoborodźkę, prawdziwego „sługę narodu". To zwykły nauczyciel historii, który w bardzo przypadkowy sposób został przywódcą państwa. Do pracy jeździł na rowerze, a najważniejsze stanowiska obsadził „zwykłymi ludźmi z narodu". Próbował reformować kraj, ale naraził się tym, którzy tak naprawdę rządzą na Ukrainie – oligarchom.

Scenariusz filmu jest przesycony stereotypami o ukraińskiej polityce – powszechna korupcja, nierzetelne media, nepotyzm, obsługujący interesy najbogatszych deputowanych parlamentu. Druga część serialu, która na Ukrainie pojawiła się jesienią 2017 roku, zakończyła się tym, że „uczciwy prezydent" przegrał sfałszowane przez oligarchów wybory i został odsunięty od władzy. Czy naród odzyska swojego wymarzonego przywódcę, okaże się już w marcu. Wtedy, o ironio, ma się odbyć premiera trzeciej części serialu. Na wiosnę też się okaże, kto będzie rządzić tą prawdziwą, a nie wirtualną Ukrainą. Trudno znaleźć inny kraj, gdzie scenariusz z filmu fabularnego miał tak duże szanse być wdrożony w życie.

Z najnowszych sondaży wynika, że Zielenski rywalizuje o drugie miejsce z obecnym prezydentem kraju Petrem Poroszenką, oboje mają około 10 proc. Z zaledwie kilkuprocentową przewagą prowadzi obecnie w sondażach szefowa Batkiwszczyny i była premier Julia Tymoszenko.

– Poparcie dla Zielenskiego świadczy o tym, że spora część Ukraińców nie ufa nikomu z obecnych na ukraińskiej scenie politycznej. Nie można go lekceważyć, jest jak najbardziej poważnym kandydatem. Jego sukces będzie zależał od tego, czy uda mu się zmobilizować swój elektorat, przede wszystkim młodzież. Samotnie jednak z systemem układów i powiązań nie zwycięży – mówi „Rzeczpospolitej" Wołodymyr Fesenko, czołowy kijowski politolog.

– Jeżeli jeszcze nie jest związany z żadnym z oligarchów, to chętni do sfinansowania jego kampanii już stoją w kolejce. Nie wydał jeszcze ani grosza, a już jest jednym z faworytów w sondażach – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA