fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Polacy przestali kochać Irlandię. Myślą o powrocie

W Irlandii mieszka już zapewne mniej niż 100 tys. Polaków
Reporter, Darek Majewski
Drożyzna wypycha imigrantów z Zielonej Wyspy. Aż połowa naszych rodaków planuje wyjazd. – Jeśli żyć z dnia na dzień, to lepiej nad Wisłą – tłumaczą.

Korespondencja z Dublina

Krzysztof Kiedrowski, wiceprezes Towarzystwa Irlandzko-Polskiego, ma w tej sprawie własną teorię. – Wiele wpływowych osób we władzach kupiło nieruchomości przed kryzysem i chce, aby ich ceny wróciły do tamtego poziomu, byle nie ponieść strat. Dlatego buduje się mało, rynek jest kontrolowany – tłumaczy „Rz".

Jeśli tak, na boom budowlany trzeba będzie jeszcze chwilę poczekać. Na fali niezwykłego wzrostu gospodarczego, w latach 1997–2007, ceny mieszkań w Dublinie zwiększyły się czterokrotnie. Gdy jednak uderzył kryzys, nieruchomościowa bańka pękła. I choć od kilku lat Irlandia znów szybko się rozwija, domy i mieszkania wciąż są o 1/5 tańsze niż w szczytowym momencie w 2007 r.

Ale ich ceny mimo to porażają, szczególnie że stolica niespełna 5-milionowej Irlandii to nie jest wielka, europejska metropolia, tylko raczej miasto prowincjonalne.

– Jeśli chcesz wynająć w przyzwoitej dzielnicy trzypokojowe mieszkanie, musisz wydać 2,5–3 tys. euro miesięcznie. To jest problem nie tylko dla imigrantów, ale także dla nas samych – mówi „Rz" irlandzki dyplomata.

Mimo to, jakby na potwierdzenie oceny Krzysztofa Kiedrowskiego, w Dublinie w przeciwieństwie do Warszawy nie widać zbyt wielu dźwigów.

Tylko co trzeci chce zostać

Polacy pracujący na budowach, w hotelach czy restauracjach często muszą się zadowolić stawką 10–12 euro/godzinę, bo wraz z napływem imigrantów z uboższych krajów, takich jak Rumunia czy Łotwa, stawki znacząco spadły. A to oznacza, że na koniec miesiąca zostaje niespełna 2 tys. euro, nieproporcjonalnie mało w stosunku do kosztów życia.

– Wielu Polaków dochodzi do wniosku, że jeśli ma żyć z dnia na dzień, bez szans na odłożenie jakichś znaczących pieniędzy, to lepiej wracać. Tym bardziej że w Polsce teraz o pracę łatwo, a pensje szybko rosną – mówi „Rz" Piotr Jaskóła, który na Zieloną Wyspę przyjechał w 2005 r.

Portal poloniairlandia.pl próbował niedawno zmierzyć te nastroje. Sondaż, w którym wzięło udział nieco ponad 9 tys. Polaków mieszkających w Irlandii, przyniósł zaskakujące wyniki: 53,3 proc. pytanych zadeklarowało zamiar powrotu do kraju, w tym 13,1 proc. jeszcze w tym roku. Tylko 27,9 proc. zapewniło, że chce pozostać w Irlandii na stałe.

Gdy po przystąpieniu Polski do Unii ruszyła wielka fala emigracji do Irlandii, Polaków było na wyspie grubo ponad 200 tys. Stanowili wtedy ok. 5 proc. irlandzkiego społeczeństwa.

– To tak, jakby w Polsce w krótkim czasie osiedliło się 2 mln Irlandczyków, proporcjonalnie o wiele więcej niż wyjechało Polaków do Wielkiej Brytanii. A mimo to, w przeciwieństwie do Zjednoczonego Królestwa, nie było wrogich reakcji wobec tych imigrantów, wszystko ułożyło się wyjątkowo harmonijnie – podkreśla cytowany dyplomata.

Ostatni spis z 2016 r. pokazał jednak, że liczba Polaków spadła do 112,5 tys. Wtedy byli jeszcze największą mniejszością w kraju, przed Brytyjczykami (103 tys.) i Litwinami (36 tys.). Choć brak precyzyjnych danych, od tego czasu niemal na pewno palmę pierwszeństwa odebrali naszym rodakom Brytyjczycy, którzy po referendum w sprawie brexitu zaczęli masowo występować o irlandzkie obywatelstwo, aby zachować wszystkie prawa w Unii.

– To od początku była wyłącznie emigracja ekonomiczna. 10–12 lat po wyjeździe z Polski dla wielu rodzin przychodzi moment bilansu, ostatecznej decyzji, bo zwykle dzieci są u progu pójścia do szkoły średniej. I wtedy okazuje się, że różnice w warunkach życia między Polską a Irlandią zostały zniwelowane, a wiele osób wciąż nie zintegrowało się w pełni z irlandzkim społeczeństwem. Owszem, sporo Polek wychodzi za Irlandczyków, ale w drugą stronę to już tak nie działa, bo polscy imigranci nie są w stanie zaoferować Irlandkom wystarczająco atrakcyjnego poziomu życia – tłumaczy Krzysztof Kiedrowski.

Dwa razy drożej niż w Polsce

O tym, że relacje między Irlandczykami a polską społecznością nie do końca układają się harmonijnie, świadczy m.in. akcja podjęta z inicjatywy Teresy Buczkowskiej z Immigrant Council of Ireland. – Inicjując wśród Polaków akcję oddawania krwi pod hasłem „Bloody foreigners" (krwawi cudzoziemcy), chcieliśmy przeciwdziałać złym skojarzeniom związanym z przyjezdnymi – tłumaczy w „Irish Timesie".

Ta irlandzka gazeta sama zresztą coraz częściej opisuje przypadki polskich rodzin, które po latach na emigracji decydują się na powrót do kraju. Bohaterem jednego z artykułów jest Marcin Piotrowski, który w Irlandii mieszkał 13 lat. Polak przyznaje, że także część znajomych poszła jego śladem. – Ludzie w moim wieku stają wobec decyzji, czy zostać, czy też wracać. Odnosimy wrażenie, że to jest ostatni moment, zanim dzieci będą za duże. Ja od początku zakładałem zresztą, że wrócę do Polski – mówi Piotrowski.

– Szczególnie drogie są ubezpieczenia, także samochodów. Ale najgorzej jest z lekarzami, bo dostać się do publicznej służby zdrowia nie jest łatwo – mówi Piotr Jaskóła.

Polak w 2009 r. miał poważny wypadek w pracy, który trwale uszkodził mu kręgosłup. ©?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA