fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Odebrali konia byłemu dyrektorowi zoo. Zwierzę było chore

Ekostraż interweniowała u byłego dyrektora wrocławskiego ZOO. Odebrano mu zaniedbanego i cierpiącego konia.
FB/Ekostraż
Ekostraż interweniowała u byłego dyrektora wrocławskiego ZOO. Odebrano mu zaniedbanego i cierpiącego konia.

"Cała akcja będzie kosztowała nas kilka tysięcy złotych. Po latach zaniedbań, nie mamy niestety gwarancji na sukces" – podała Ekostraż w mediach społecznościowych.

Jej wolontariusze dostali informacje o koniu, który nie ma siły stać na własnych nogach i leży od kilku dni. Zwierzę znajdowało się w podmilickim gospodarstwie należącym do byłego dyrektora wrocławskiego zoo.

Na miejscu potwierdzono krytyczny stan zwierzęcia. Koń miał obrzmiałe stawy kolanowe, a nawet odleżyny.

"Koń z uwagi na nieleczone chore i silnie bolesne stawy obu przednich nóg leżał, nie potrafił się podnieść i głównie polegiwał na trawie przez ostatnie dwa dni" – podała Ekostraż.

Dodała, że ciężko chory, leżący koń jest odbierany przez nią w trybie interwencyjnym, z uwagi na bezpośrednie zagrożenie jego życia, stwierdzone przez lekarza weterynarii.

Były dyrektor wrocławskiego zoo początkowo twierdził, że to nie jest jego koń, ale właściciele terenu, którzy odkupili ziemię oświadczyli, że mężczyzna sprzedał im teren, a koni nie chciał sprzedać z miłości i przywiązania do nich.

Jak poinformowało Radio Wrocław starszy mężczyzna potwierdził, że koń kuleje od dawna i nigdy nie był diagnozowany ani leczony.

Zwierzę zostało zapakowane do specjalistycznego środka transportu i zabrane do podwrocławskiego szpitala dla koni, gdzie jest pod opieką lekarzy weterynarii specjalizujących się w leczeniu tych zwierząt. Trwa zbiórka pieniędzy na leczenie konia.

"Z nami te chwile i obrazy pozostaną na zawsze. Oglądane na żywo były nie do zniesienia i dla nas, i dla przechodzących tamtędy ludzi. To taki ludzki odruch, żeby uciec i nie patrzeć gdy komuś dzieje się tak wielka krzywda" – napisała Ekostraż publikując film, na którym widać chorego konia.

I dodała, że „być może jednak te obrazy spowodują także coś w tych wszystkich, którzy uważają, że starość człowieka budującego przez lata swój publiczny wizerunek właśnie na miłości do zwierząt, tłumaczy teraz jego obojętność na tak ekstremalny i widoczny dla przeciętnego człowieka ból".

Dziesięć lat temu sąd rejonowy Wrocław Śródmieście orzekł, że były dyrektor wrocławskiego ogrodu zoologicznego był winny wieloletniego znęcania się nad niedźwiedziem brunatnym Mago.

Sąd odstąpił od wymierzenia kary. Były dyrektor miał tylko zapłacić tysiąc złotych na rzecz Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.

Z prywatnym aktem oskarżenia wystąpiła przeciwko niemu fundacja Viva, po tym, jak wrocławska prokuratura dwukrotnie umarzała dochodzenie w sprawie niedźwiedzia Mago i warunków, w jakich żył on we wrocławskim zoo.

Według Fundacji Mago był trzymany w bardzo złych warunkach, mieszkał w małym - 2 metry na 2 metry - bunkrze bez światła dziennego, ani dostępu do wybiegu. Niedźwiedź brunatny spędził w tym bunkrze dziewięć lat.

Były dyrektor nigdy nie przyznał się do winy. Przed sądem utrzymywał, że klatka, w której mieszkał niedźwiedź, nie była ani za mała, ani za niska. Jej rozmiary miały być podyktowane względami bezpieczeństwa.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA