Społeczeństwo

Kościół Latającego Potwora Spaghetti bez rejestracji

Pastafarianie licznie stawili się w czwartek w warszawskim sądzie. Po raz kolejny przegrali. Zapowiadają odwołanie do NSA
PAP, Paweł Supernak
Nie będzie Kościoła Latającego Potwora Spaghetti. Nie zgadza się na to sąd. Wyznawcy są zawiedzeni.

Pastafarianie, czyli wyznawcy bóstwa złożonego z makaronu, pulpecików i oczu na czułkach, wierzą, że jest on miłym bogiem. Stworzył świat pod wpływem alkoholu i bardzo lubi piratów, z których – ich zdaniem – wyewoluowała cała ludzkość. Wyznawcy Potwora nie lękają się też śmierci, bo na najbardziej gorliwych wyznawców czeka raj ze striptizerami obu płci i wulkanem piwnym.

Zdaniem religioznawców ten zestaw wierzeń jest kpiną z religii i próbą ośmieszenia innych wyznań. Podobnie uznało Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji (obecnie wyznania podlegają MSWiA), które w 2013 roku odmówiło pastafarianom wpisu do rejestru Kościołów i związków wyznaniowych. Podparło się przy tym opinią biegłych. I choć wyznawcy Potwora dwukrotnie wygrali z ministerstwem w sądzie, to jednak nie uzyskali wpisu do rejestru.

Liczyli na to, że uda się w czwartek. W Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Warszawie stawiło się kilkadziesiąt osób, z których niektóre były przebrane za piratów, a inne miały na głowie durszlaki – rytualne nakrycie głowy pastafarian. Aplikant adwokacki Sebastian Sztorc, który ich reprezentował, mówił przed sądem, że w Polsce faworyzowane jest chrześcijaństwo. – Twórcy religii chrześcijańskiej określili byt transcendentny mianem Boga, a nie Latającego Potwora Spaghetti, jak w tej sprawie. Wizualizacja tego bytu następuje w formie płonącego krzewu, w dodatku mówiącego, a nie Latającego Potwora Spaghetti – wywodził.

Inny z mecenasów, Dariusz Goliński, mówił z kolei, że opinia biegłych, na której oparło się ministerstwo, jest niewiarygodna, bo stanowi raczej formę eseju akademickiego niż analizę konkretnej wspólnoty działającej w Polsce.

Z tą wykładnią nie zgodził się sąd. Uznał, że ministerstwo ma prawo oceniać, czy Kościół ubiegający się o wpis do rejestru rzeczywiście jest wspólnotą osób wierzących, bo z takim wpisem wiąże się przywileje, m.in. podatkowe.

– Sąd uznał, że nie doszło do naruszenia ani konstytucji, ani konwencji międzynarodowych, ani wolności sumienia i wyznania, gdyż brak rejestracji Kościoła nie jest równoznaczny z brakiem możliwości wyznawania religii – mówiła sędzia sprawozdawca Jolanta Dargas.

Tym samym sąd oddalił skargę na decyzję ministra o umorzeniu postępowania w sprawie wpisu do rejestru Kościołów i związków wyznaniowych. Podczas odczytywania uzasadnienia do wyroku część pastafarian ostentacyjnie wyszła z sali.

– Macka Potwora nie dotknęła tak mocno składu sędziowskiego, jak na to liczyliśmy. Sąd na dobrą sprawę podzielił myśl ministerstwa, że my nie wierzymy w Potwora, a jest odwrotnie – mówi „Rzeczpospolitej" Artur Mykowski, współtwórca Kościoła.

Inny z wielebnych, Piotr Podoba, mówi, że brak rejestracji jest mocno dyskryminujący dla wiernych. – Czy jesteśmy gorsi od innych związków wyznaniowych? Czy mniej wierzymy? Nie mamy istotnych praw. Część z nas chciałaby, wyrabiając dowód osobisty, zrobić sobie zdjęcie w naszym nakryciu głowy religijnym, czyli durszlaku. Mogą to zrobić tylko zarejestrowane związki wyznaniowe – utyskuje.

Pastafarianie zapowiadają skargę w Naczelnym Sądzie Administracyjnym, a jeśli się ona nie powiedzie, chcą pójść do Strasburga. Po ogłoszeniu wyroku i tak udali się jednak na rytualne spożycie makaronu. Wielebni tłumaczyli, że chcą uczcić w ten sposób spotkanie wiernych. Przekonywali przy tym, że w sądzie stawiła się tylko niewielka reprezentacja Kościoła.

– Z miesiąca na miesiąc liczba pastafarian przybywa. Widać to na spotkaniach, które organizowane są co najmniej w 13 miastach w Polsce. Co roku odbywa się ogólnopolski zjazd pastafarian. Nie można powiedzieć, że nie wierzymy – mówi Piotr Podoba.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL