Sędziowie i sądy

Czy sędziom starczy determinacji - komentuje Tomasz Pietryga

Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
W futbolowym żargonie jest takie powiedzenie: „zagranie na aferę”. Kiedy drużyna chce odwrócić losy meczu, a czasu na to jest coraz mniej, piłkarz, trochę na oślep, wrzuca piłkę w pole karne przeciwnika, licząc na to, że w zamieszaniu padnie bramka.

Sąd Najwyższy, kierując nieoczekiwanie pytania prejudycjalne do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, zamrażając przy okazji obowiązywanie trzech przepisów dotyczących sędziowskiego stanu spoczynku, na taką „aferę" chyba właśnie zagrał.

Czytaj także: Szybka reakcja Luksemburga na pytania Sądu Najwyższego

Zagranie ostre. I pewnie w czasach pokoju budziłoby zdziwienie i konsternację również w samym SN. Bo skoro kilku sędziów, nabierając wątpliwości, może zawieszać obowiązywanie ustawy, ich władza jest potężniejsza, niż wybranego w demokratycznych wyborach parlamentu czy prezydenta.

Czytaj także: Sąd Najwyższy pyta TSUE o praworządność w Polsce

Dla przeciwników pisowskich reform jest to posunięcie nie tylko oczekiwane, uzasadnione, ale wręcz niezbędne. Dostosowanie się do warunków ostrej gry, którą narzucił PiS już dawno, stało się bowiem dziś jedyną szansą, aby próbować chronić stary porządek.

W czasach ostrego konfliktu między władzą polityczną a sądowniczą prawo stało się orężem. Ocena posunięć prawnych w dużej mierze zależy zaś od tego, po której stronie barykady stoi oceniający. Na chłodną analizę prawną nie ma już miejsca. W czasach wojny pole manewru trzeba widzieć szerzej niż na poligonie. Pytanie tylko, co dalej?

Pewnie za jakiś czas Trybunał Sprawiedliwości UE w Luksemburgu pochyli się nad pytaniami sędziów Sądu Najwyższego i niewykluczone, że uzna za słuszne wątpliwości pytających. Nie zakładałbym jednak, że zahamuje to rozpędzony proces zmian w sądownictwie. Zwłaszcza że decyzja „zamrażająca" nie zatrzyma procedury naboru do nowych składów w Sądzie Najwyższym. Nie odnosi się bowiem ani do nowo powołanej Izby Dyscyplinarnej, ani Izby Spraw Publicznych. W tym przypadku ustawa poszerza bowiem skład SN o nowych sędziów. W przypadku natomiast niektórych sędziów SN odesłanych przymusowo w stan spoczynku procedura weryfikacji ich oświadczeń o zamiarze pozostania w stanie czynnym jeszcze się nie zakończyła. Zatem na ich miejsca nabór nie może być prowadzony.

Warto mieć również na uwadze, że władza polityczna, w odróżnieniu od sądowniczej, ma większe możliwości kreowania prawnej rzeczywistości. A logika działania PiS jest czytelna. Tam, gdzie uderzenie napotkało opór, PiS uderzał jeszcze mocniej, wizerunkowe koszty nie miały żadnego znaczenia. Najlepiej widać to było przy „odbijaniu" Trybunału Konstytucyjnego.

Dlatego nie spodziewałbym się, że politycy partii władzy będą czekali na decyzję Luksemburga w ciszy i spokoju. Jak pokazały ostatnie lata, machina legislacyjna Prawa i Sprawiedliwość jest bardzo sprawna, a przede wszystkim szybka. Można w dzień, w noc czy dwie uchwalić zmiany w jednej, dwóch, a nawet w pięciu ustawach, diametralnie odwracając sytuację prawną, dostosowując ją do bieżących potrzeb. W opisywanej sytuacji pozwoli to odebrać Trybunałowi Sprawiedliwości w Luksemburgu przedmiot merytorycznej oceny i skierować pytania sędziów SN w ślepą uliczkę.

Dlatego nadzwyczajne posiedzenie parlamentu i kolejne zmiany w ustawach sądowych to dziś najbardziej prawdopodobny scenariusz. Pytanie, czy sędziowie SN, którzy weszli teraz w silne zwarcie z władzą polityczną, będą mieli siłę i determinację, aby kontynuować swój opór wobec zmian.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL