Kostecki został porażony paralizatorem domowej roboty, a gdy stracił przytomność, powieszono go, pozorując samobójstwo. Motywem miała być zemsta przestępców – taką hipotezę śmierci boksera przedstawili mediom pełnomocnicy rodziny boksera.
– Wykończyła go subkultura więzienna na polecenie człowieka, przeciwko któremu zeznawał. Zrobiono to z zemsty albo żeby nie dopuścić do dalszych zeznań. To najbardziej prawdopodobna wersja – mówi mec. Roman Giertych, jeden z prawników rodziny.
O tym, że ślady podobne do ukłucia igłą pozostawia paralizator, „Rzeczpospolita" pisała już 12 sierpnia.
Przepis z internetu
Mecenasi Roman Giertych i Jacek Dubois uważają, że pięściarz został zamordowany, a kluczem do wyjaśnienia zagadki są dwa ślady, odległe od siebie o 0,5 cm, na jego karku.
– Nasza analiza wskazuje, że to ślad pochodzący od paralizatora domowej roboty – mówił mec. Giertych, dodając, że przepis, jak zrobić takie urządzenie, jest w internecie. – Taki paralizator ma igły identyczne z rozstawem i wielkością śladów na szyi boksera. Wystarczy pięć sekund, by wprowadzić osobę w szok i obezwładnić, po czym upozorować samobójstwo – twierdzi Giertych. To dlatego – uważa – brak wyraźnych śladów walki.
Tak szokującą hipotezę prawnicy postawili po zeznaniach biegłych, w tym tygodniu przesłuchanych w prokuraturze. Mieli uznać, że ślad może pochodzić od paralizatora.
W uzasadnieniu wniosku Giertycha o zbadanie sprawy pod kątem zabójstwa (fragment przytoczyła „GW") biegły dr Wojciech Sadowski miał zeznać, „że ślady na ciele zmarłego, które opisał w protokole zewnętrznych oględzin zwłok, są zbieżne z końcówkami paralizatora domowej produkcji i że istnieje prawdopodobieństwo, iż Kostecki został powieszony po jego sparaliżowaniu".
Prokuratura do tych sensacyjnych słów (o ile padły) się nie odnosi. – To wyrwane z kontekstu sformułowania, pod tezę zabójstwa – ocenia jeden ze śledczych i sugeruje, że biegła podczas sekcji uznała ślady za „zadawnione strupy", a zeznając, orzekła, że „brak śladów charakterystycznych dla użycia paralizatora". Dlaczego nie pobrała wycinka skóry do badań histopatologicznych? Uznała, że obrażenia są powierzchowne, bez związku ze zgonem.
– Sądzę, że histopatologia pozwoliłaby ustalić mechanizm powstania tych obrażeń– mówił nam dr Jerzy Pobocha, prezes Polskiego Towarzystwa Psychiatrii Sądowej.
Kto w wymyślny i wręcz niepozostawiający śladów sposób miałby zaplanować zemstę na bokserze i jak ją przeprowadził, skoro – co ujawniliśmy – więzienny monitoring wykazał, że feralnej nocy do celi Kosteckiego nikt nie wchodził?
Mec. Giertych powtarza: – Zlecić mógł to ktoś z subkultury więziennej, przeciwko komu bokser zeznawał.
Gdyby przyjąć, że hipoteza prawników jest realna, to nasuwa się skojarzenie, że w pozbawieniu życia pięściarza palce maczali współwięźniowie z celi. Bo jak inaczej w tych okolicznościach wytłumaczyć użycie paralizatora mające być wstępem do dalszych działań?
Współwięźniowie zeznali, że dopiero nad ranem, gdy Kostecki się nie poruszał, wszczęli alarm. Ale gdyby mieli mieć coś wspólnego z jego śmiercią, naiwnością byłoby sądzić, że coś zdradzą.
Kostecki – co pisała „Rzeczpospolita" – miał na Białołęce wielu wrogów, którzy zgotowali mu piekło. Trafił tam 18 czerwca z Rzeszowa. W tym samym areszcie przebywał Tomasz G., przeciw któremu miał zeznawać w procesie o rozbój. Bokser bał się przenosin na Białołękę, chciał być przesłuchany w trybie wideokonferencji, na co sąd się nie zgodził.
Eksperyment i wnioski
Dziś szanse na zbadanie śladów na szyi boksera są niewielkie – można to zrobić jedynie na podstawie materiału fotograficznego i dokumentacji. Tego chcą prawnicy.
– Złożymy wniosek o powołanie zespołu biegłych, którzy na podstawie zdjęć określiliby, od czego mogły powstać ślady na karku – mówi nam Roman Giertych. Zapowiada też inny wniosek. – Zwrócimy się do prokuratury, by Służba Więzienna dostarczyła wykaz wszystkich zajętych u więźniów paralizatorów, i o sprawdzenie, czy skazani, którzy siedzieli z Kosteckim w celi, w przeszłości także byli w celi z kimś, kto się powiesił – zapowiada Giertych.
Pełnomocnicy chcą także eksperymentu procesowego, który odpowiedziałby na pytanie, czy można samemu powiesić się tak, jak zrobił bokser – leżąc na pryczy, kiedy krata, na której zawiesił prześcieradło, jest bardzo nisko.
Były szef więziennictwa dr Paweł Moczydłowski mówił nam, że tak rozstają się z życiem jedynie zatwardziali kryminaliści z obfitą kartoteką (jak herszt gangu porywaczy Krzysztofa Olewnika).
Wśród wielu pytań w tej sprawie kluczowe – o ile było to samobójstwo – dotyczy motywu. Dlaczego bokser mający wsparcie rodziny, czworo dzieci, nagle zdecydował się rozstać z życiem, nie zostawiając nawet listu pożegnalnego?