fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Sprawa GetBacku grzęźnie w bojach proceduralnych

W aferze GetBack pieniądze straciło 9 tys. osób. Od kilku lat – m.in. protestując – domagają się ukarania winnych
MATEUSZ GROCHOCKI/EAST NEWS
Zamiast procesu, lawina wniosków o zwrot sprawy do prokuratury. Rozliczenie winnych może się odwlec w czasie.

Jeszcze nie zaczął się proces o oszustwa w GetBacku, a już grzęźnie w bojach proceduralnych. Adwokaci oskarżonych gremialnie składają wnioski o zwrot sprawy do prokuratury. Twierdzą, że mieli za mało czasu na zapoznanie się z aktami i chcą przesłuchania wszystkich z 9 tys. pokrzywdzonych. Uznanie ich wniosków, zdaniem prokuratury i pełnomocnika klientów, nie tylko odwlecze proces na lata, ale i sprawi, że część czynów się przedawni.

GetBack to jedna z największych afer gospodarczych ostatnich lat. Pierwszy akt oskarżenia Prokuratura Regionalna w Warszawie skierowała do sądu w październiku 2020 r. – objął 16 osób, w tym Konrada K., byłego prezesa GetBacku, oraz byłych prezesów i menedżerów Idea Banku, który bez zgody KNF sprzedawał ryzykowne obligacje GetBacku. Sprzedawano je często drobnym ciułaczom, którzy tracili oszczędności życia. Zarzuty dotyczą oszustw i wyprowadzania pieniędzy – 9 tys. osób straciło około 3 mld zł.

Sąd Okręgowy w Warszawie wyznaczył dotąd trzy posiedzenia jednak nie po to, żeby organizacyjnie zaplanować rozprawy, lecz wszystkie dotyczyły „zwrotu sprawy do prokuratury w trybie art. 344a par.1 kpk".

Powód? Sześciu obrońców oskarżonych złożyło pisemne wnioski o odesłanie sprawy do prokuratury, pozostali poparli je w sądzie. Wspominany przepis mówi, że sąd przesyła sprawę do uzupełnienia, jeżeli akta wskazują na „istotne braki tego postępowania, zwłaszcza na potrzebę poszukiwania dowodów, zaś dokonanie niezbędnych czynności przez sąd powodowałoby znaczne trudności".

Pierwszy wniosek o zwrot sprawy, w listopadzie 2020 r. złożył mec. Michał Pietrzak, obrońca Jarosława A. (były prezes Idea Banku). Jak nam odpowiada, u podstaw „legły istotne czy nawet rażące naruszenia przepisów procedury karnej w zakresie gwarancji przysługujących podejrzanemu".

Podobnie postąpili inni obrońcy – wytykają krótki czas na końcowe zapoznanie się z aktami, niespójności, nie przesłuchanie każdego z 9 tys. pokrzywdzonych, a nawet, że akt oskarżenia nie objął np. biznesmena Leszka Czarneckiego. Jak wiadomo, sąd nie zgodził się go aresztować, więc nie można go ścigać, a tym bardziej oskarżyć (śledczy uważają, że działał w porozumieniu z Konradem K.).

Pisemne wnioski złożył też obrońca Małgorzaty Sz. (była członek zarządu Idea Banku), bo miał m.in. dostać niepełne akta, a nie mógł ich przeczytać, bo miał ślub aplikantki (prokurator tłumaczenia nie uwzględnił).

Zwrotu sprawy chcą też m.in. obrońcy Dariusza M. (z zarządu Idea Banku), Tobiasza B. (były prezes tego banku) i Marka J. (były prezes zarządu Trigon TFI).

Z kolei Konrad K. chce oskarżenia „rzeczywistych sprawców afery Getback". – Decyzja o złożeniu takiego wniosku jest dla obrońcy o tyle trudna, że może to wywołać inny efekt negatywny, a mianowicie wniosek prokuratury o wydłużenie czasu tymczasowego aresztowania klienta, co w Polsce w podobnych sprawach gospodarczych staje się przerażającą regułą – mówi jego obrońca, mec. Marek Małecki.

Prokuratura uważa, że wnioski obrony zmierzają do „bezzasadnego przedłużenia postępowania". Wskazuje, że akta sprawy liczą 1900 tomów, trwa pandemia, więc całość została zdigitalizowana, sukcesywnie robiono z nich zaszyfrowane kopie i wydawano je obrońcom na opatrzonych hasłem dostępu pendrive'ach (oprócz dostępu do akt papierowych). Śledczy twierdzą, że każdy mógł odebrać całość akt na kilku nośnikach przed terminem końcowego zaznajomienia, nie wszyscy to zrobili.

– Wnioskujące o zapoznanie z aktami osoby miały możliwość ich przejrzenia w czasie odpowiednim do wagi i zawiłości sprawy. Z czynności zaznajomienia się z aktami sporządzone zostały protokoły. W żadnym nie zgłoszono jakichkolwiek zastrzeżeń, co do sposobu przeprowadzenia tej czynności – twierdzi prok. Dawid Hieropolitański. – Nieskorzystanie z prawa do końcowego zapoznania się z aktami przez podejrzanych lub ich obrońców nie może obciążać prokuratury – dodaje.

Dlaczego nie przesłuchano 9 tys. klientów, a tylko ok. tysiąca? Bo art. 315a. kpk na to pozwala, „jeżeli czynność ta nie jest niezbędna do dokonania ustaleń faktycznych". A tu, słuchając ok. tysiąca klientów, ustalono schemat działania oskarżonych. Tak samo zrobiono w sprawie Amber Gold.

Gdyby sąd zwrócił sprawę, to proces, wyrok i rekompensaty dla klientów odwleką się o lata.

– Moi klienci, a jest to łącznie prawie 400 osób, które utraciły środki o wartości ponad 80 mln zł, są oburzeni próbami przedłużania postępowania – komentuje mec. Jarosław Kaczyński.

I przyznaje, że „w związku z siłą dowodów zgromadzonych w postępowaniu, co najmniej część oskarżonych w tym procesie będzie starać się przedłużać postępowanie w celu wygrania sprawy poprzez przedawnienie karalności", a przesłuchiwanie 9 tys. pokrzywdzonych przyniosłoby taki skutek.

Mecenas zauważa, że minęło 3,5 miesiąca od wpłynięcia aktu oskarżenia do sądu i „w tym czasie każda ze stron mogła się zapoznać zarówno z aktami sądowymi, jak też z aktami przekazanymi na etapie śledztwa. – Każdemu powinno zależeć na jak najszybszym i sprawiedliwym ukaraniu sprawców, by pokazać, że tego typu proceder się po prostu nie opłaca – podkreśla mec. Kaczyński.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA