fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

"Rzeczpospolita" ma 100 lat

Grzymała-Siedlecki: Niemoc słowa pisanego

Narodowe Archiwum Cyfrowe
Pamiętacie tę scenę z Notre-Dame Victora Hugo, kiedy wikarjusz kościoła wpatruje się w nowość czasów ówczesnych: książkę drukowaną, oddaje się rozmyślaniom na temat przyszłości książki, druku, słowa pisanego, potem rzuca wzrokiem na wielkość murów katedry i dochodzi do przekonania, że druk zabije architekturę. „Ceci tuera cela".

Istotnie słowo pisane było panem kultury przez kilka wieków, od renesansu począwszy. [...] Od lat kilkudziesięciu zaczyna się zmiana. Literatura przestaje być bóstwem. Morderczyni architektury – według spostrzeżeń Viktora Hugo – sama idzie pod nóż; nowego zwycięzcy, tryumfalnego zdobywcy mózgów? Cóż nim jest — tym zdobywcą i tryumfatorem? Oto, wydaje mi się: „wynalazczość, technika". O cudzie elektryczności, telefonu, kinematografu, fotografii Róontgena i Einsteina, o aeroplanie, o łodzi podwodnej można znowu powiedzieć: „ceci tuera cela", to wszystko zabije literaturę.

Od lat kilkudziesięciu Europa nie wydaje już genjuszów piśmiennictwa. Odbywa się jakieś spazmatyczne poszukiwanie „sposobu", którym by można poruszyć znieczuloną na słowo pisane wrażliwość społeczeństw; odbywa się gorączkowy wysiłek wydobycia jakiegoś krzyku, hałaśliwego zgrzytu, by nim chociaż zainteresować. Literatura apeluje do wszelkich dziwactw formy i do wszelkich drastyczności treści – i motor mimo to nie działa. Powstają jednoroczne popularność i chwilowe zachwyty, kilkutygodniowe sukcesy reklamy – ale niema już imion, któreby się stawały własnością cywilizowanego świata. [...]

Na całej przestrzeni piśmiennictwa europejskiego i światowego wogóle czuje się jakby odlot ducha. Ekonomika sił duchowych zna widocznie prawo roztropnej oszczędności, nie może duchowi pozwolić, by rozpraszał się. Skoro obecnie duch ten ma do spełnienia tak ważne zadanie, jakim jest przeobrażenie świata, opanowanie powietrza, ujarzmienie czasu i przestrzeni, wdarcie się we wnętrze ziemi, wynalezienie nowych energii światła i ciepła, stworzenie rywalizacji dla słońca, jakby w przezornem przewidywaniu jego przygasania, słowem: opanowania natury i rzucenia jej pod nogi tym nadchodzącym nowym formom socjalnym – to geniusz ludzkości musi się widocznie cały, bez reszty, poświęcić tej pańszczyźnie, nie stać go na rozpraszanie się, nie stać go już na działanie w fikcji, jaką bądź co bądź jest wszelka sztuka, choćby to była fikcja, równie niezbędna jak i rzeczywistość, (jaką znowu sztuka jest i będzie). [...]

Na terenie słowa pisanego i drukowanego przez ostatnie lat czterdzieści odbywała się zacięta walka między literaturą a dziennikarstwem. Dziennikarstwo wyszło z literatury. W początkach swego istnienia żyło talentem poetów, belletrystów i znaczną część swojego miejsca poświęcało sprawom literatury. Później dopiero spostrzegło się, że jest raczej pewną postacią polityki nie literatury, że jest więc tworem od piśmiennictwa niezależnym. Wtedy rozpoczął się wyścig. Kto zapanuje nad zainteresowaniem publiczności? Dziennikarstwo wygrało.

Im bardziej społeczeństwa demokratyzowały się, im więcej przybywało na powierzchnię życia jednostek, które w poprzedniem pokoleniu były jeszcze ludem, tem bardziej wzrastała przewaga dziennikarstwa. Bo tylko stare kulturalne środowiska rozkoszują się zagadnieniem: jak jest napisane słowo pisane, czyli tem, co jest podstawą literatury pięknej. Gust człowieka pierwotnego, gust człowieka świeżego interesuje się tylko tem, co jest napisane, jaką ma nowinę. Tą nowinę daje demokracji drut telegraficzny i telefoniczny, stenograf, reporter. Lat kilkanaście temu nad numerem gazety panował artykuł wstępny, szereg rozumowanych spostrzeżeń, owoc namysłu i talentu. Dziś – i ten nawet dział – nie jest na Zachodzie osią i kręgosłupem gazety. Są dzienniki, które się obchodzą bez artykułów rozumowanych. I mają duże powodzenie.

Przed laty kilkunastu prasa uzyskała miano szóstego mocarstwa świata. Prasa obalała gabinety i parlamenty. Z nią się liczyły rządy, o jej zdanie zabiegali ministrowie. Może się mylę, ale wydaje mi się, że coś się zmienia i pod tym względem. Najnowsza, powojenna fala demokratyzmu zaczyna sobie mało ważyć nawet i tą najpopularniejszą postać słowa pisanego. Oto prasa angielska obala już od roku Lloyd George'a – a Lloyd George rządzi autokratycznie nad Anglją i światem. Niedawny prezydent rzeczypospolitej francuzkiej, obecnie publicysta: Rajmond Poincaró, w zgodzie z całą niemal publicystyką swojego kraju, wyraża przekonania, iż hańbą ludzkości byłoby uznać rządy sowietów i ustępować niemcom, a rząd francuzki uzna rządy sowietów i bodaj, bodaj, czy nie ustąpi niemcom na konferencji w Spaa. Rośnie jakiś „ceci, qui tuera le journalisme" [coś, co zabije dziennikarstwo – red.]. Rośnie jakeś nowe, anonimowe mocarstwo.

Pisownia oryginalna

Adam Grzymała-Siedlecki (1876–1967) dziennikarz, krytyk literacki i teatralny, do roku 1918 kierownik i dyrektor wielu teatrów, w 1919 r. relacjonował dla polskiej prasy kongres pokojowy w Paryżu, w 1920 r. korespondent wojenny, podczas okupacji niemieckiej więzień Pawiaka, po wojnie skupił się na pisaniu sztuk teatralnych.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA