fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Debata: W którą stronę zmierza polska kardiologia

Uczestnicy debaty: prof. Krystian Wita, prof. Adam Witkowski, redaktor Marcin Piasecki, adwokat Michał Czarnuch, dr Jerzy Gryglewicz i dyr. Jakub Szulc.
Rzeczpospolita, Robert Gardziński
Lata ciężkiej pracy sprawiły, że kardiologia w naszym kraju wzniosła się na poziom europejskiej czołówki. Czy ten stan się utrzyma?

Z jakimi problemami boryka się polska kardiologia? Jak wpływają one na bezpieczeństwo i zdrowie pacjentów. Nad tymi pytaniami zastanawiali się uczestnicy debaty „Cienie i blaski kardiologii 2017".

Daleko do Zachodu

Jako pierwszy głos w dyskusji zabrał prof. Krystian Wita, p.o. z-cy dyrektora ds. lecznictwa GCM Szpitala w Ochojcu. W przygotowanej prezentacji zwrócił uwagę na bardzo ważną daną statystyczną – średnią oczekiwaną długość życia. Sytuacja nie prezentuje się najlepiej. W opracowanym przez OECD zestawieniu Polska odstaje na minus w porównaniu z rozwiniętymi krajami Europy tak w przypadku kobiet, jak i mężczyzn. Głównym winnym takiego wyniku są choroby sercowo-naczyniowe.

– 49 proc. zgonów to zgony wynikłe z przyczyn sercowo-naczyniowych. Samych zawałów w ciągu roku notujemy około 80 tys. Zapadalność na schorzenia kardiologiczne wśród mężczyzn to niemal 300 na 100 tys. mieszkańców. Wśród kobiet jest ona niższa i sięga około 180. W obu przypadkach mówimy o wynikach wyższych niż w rozwiniętych krajach Europy – mówił prof. Wita.

Negatywne statystyki zderzają się z polską rzeczywistością. Ta nie rozpieszcza. W przygotowanej prezentacji prof. Wita przedstawił największy problem naszej kardiologii, jakim są źle oszacowane koszty procedur.

– Jesteśmy krajem wysoko niedoszacowanym. W ostatnim roku dokonano istotnej przeceny stawek. Zwłaszcza tych z zakresu leczenia ostrej fazy zawału oraz angioplastyk – tłumaczył. Podkreślił, że przy określaniu nowych stawek popełniono wiele błędów. Zwrócił uwagę na źle dobraną bazę statystyczną pozbawioną odpowiednio reprezentacyjnej grupy, brak wiedzy z zakresu realizowanych procedur oraz obciążeń z nimi związanych. Błędem było także nieuwzględnienie czynników makroekonomicznych. Profesor wymienił m.in. sytuację na rynku pracy oraz wzrost płacy minimalnej. Ta pomyłka kosztuje oddziały kardiologiczne miliony złotych.

– W moim szpitalu te ostatnie czynniki składają się na koszty wyższe o 3 mln zł przy budżecie na poziomie 300 mln zł – podkreślał Wita.

W efekcie oddziały kardiologiczne mają coraz większe problemy z dopięciem budżetów, co negatywnie odbija się na kondycji finansowej tak ich, jak i całych szpitali. Problemy będą się tylko pogłębiać, gdyż cięcia dotknęły nie tylko wycen procedur, ale także ich limitów.

Niestabilna dławica piersiowa

Prof. Adam Witkowski, kierownik Kliniki Kardiologii i Angiologii Interwencyjnej Instytutu Kardiologii w Warszawie-Aninie, zwrócił uwagę na kolejny niemedyczny problem, przed jakim stanęli polscy kardiolodzy. Mowa o wykreśleniu niestabilnej dusznicy bolesnej z nielimitowanych procedur.

– Zgodnie z rozporządzeniem ministra zdrowia, niestabilna dusznica bolesna została wyłączona z ostrych zespołów wieńcowych. W efekcie NFZ, musząc iść tym śladem, wyłączył ją z procedur nielimitowanych – mówił Witkowski. Zauważył, że decyzja ta jest wysoce nieprawidłowa. Co to oznacza dla pacjenta?

– Co może się stać z pacjentem cierpiącym na niestabilną dusznicę bolesną, która nie jest teraz zaliczana do ostrych zespołów wieńcowych? Zgodnie z zaleceniami NFZ taki chory powinien trafić do kolejki, żeby czekać na koronografię. Kolejki w zależności od ośrodków są różnej długości. U nas jest to miesiąc, ale są i takie, gdzie są trzymiesięczne. Możemy mieć więc sytuację, że pacjent owszem wróci, ale już z ostrym zawałem serca – mówił.

Profesor Witkowski podkreślał, że schemat działania, mając przede wszystkim na uwadze dobro pacjenta, powinien opierać się na zapobieganiu, gdyż chorzy leczeni w fazie przedzawałowej mają lepsze wyniki niż ci, którzy przeszli ten ciężki stan. Dodatkowo leczenie osób po zawale to proces długotrwały i bardzo kosztowny. Rozwiązaniem ma być nowy program NFZ.

Nowy program dla zawałowców

1 października wystartował nowy program – KOS-zawał – czyli kompleksowa opieka po zawale mięśnia sercowego. W założeniu przysłużyć ma się tak pacjentom, jak i szpitalom oraz całej służbie zdrowia. Czy tak się stanie? W ocenie ekspertów inicjatywa opiera się na dobrych założeniach.

– W swoich założeniach ten program jest słuszny, a podejście całościowe do opieki nad pacjentem jest jak najbardziej właściwe. Odchodzimy od procedur punktowych, a zamiast tego zastanawiamy się nad zdrowiem oraz utrzymaniem go w długim okresie – wyjaśnia Michał Czarnuch, adwokat, partner, kancelaria Domański Zakrzewski Palinka.

Program nie jest bez wad. Mecenas zwrócił uwagę na niedociągnięcia techniczne związane z implementacją oraz kontraktacją programu.

Mieszane odczucia wobec programu ma także profesor Wita. Z jednej strony otwarcie przyznaje, że jest orędownikiem nowej koncepcji i chwali ją za kompleksowe podejścia do tematyki zawałów. Z drugiej zwraca uwagę na nieprzemyślaną konstrukcję finansowania całego procesu leczenia w ramach programu. Wejście do KOS-zawał w praktyce oznacza, że publiczne szpitale będą musiały dopłacać do pacjentów, czego nie musiałyby robić, gdyby z niego nie korzystały i rozliczały się wyłącznie za wykonane procedury.

Dodatkowo, pieniądze wypłacone dla pacjentów z programu szpital otrzymywałby dopiero po roku, a nie tak jak obecnie od razu po wykonaniu zabiegu. W takiej sytuacji, jak przyznaje profesor, trudno mu go dzisiaj rekomendować.

Niedostosowanie wycen do rzeczywistych kosztów oraz źle skonstruowany system rozliczania leczenia w programie KOS-zawał można rozwiązać w prosty sposób – zwiększeniem nakładów na służbę zdrowia. Eksperci przekonują jednak, że widać światełko w tunelu. O przyszłości będzie decydować świeżo przyjęta ustawa o finansowaniu w służbie zdrowia. Kwestię poruszył dr Jerzy Gryglewicz, ekspert w dziedzinie zarządzania w ochronie zdrowia.

Nadzieja na dodatkowe pieniądze

– Jesteśmy w okresie dużych zmian w służbie zdrowia i jestem przekonany, że w najbliższym czasie dojdzie do weryfikacji. Ostatnie redukcje były podyktowane brakiem środków finansowych. Musimy jednak pamiętać, że jesteśmy w trakcie debaty oraz że przyjęliśmy nową ustawę o finansowaniu służby zdrowia – podkreślał Gryglewicz.

– Nową ustawę można różnie oceniać, ale w sensie kierunkowym jest ona słuszna. Ideą jest dojście wydatków na służbę zdrowia do poziomu 6 proc. PKB. W przyszłym roku przewiduje się dotację na poziomie 4 mld zł. Za dwa lata ma to już być 13 mld zł. Trzeci rok ma być przełomowy, bo mówimy już o 25 mld zł pieniędzy z budżetu, które zasilają NFZ – wskazywał.

Dodatkowe pieniądze będą potrzebne. Wspomniane na początku debaty dane dotyczące średniej długości życia nie prezentują się najlepiej, ale trzeba pamiętać, że ostatnie lata to okres znacznego skoku. Ta tendencja będzie się utrzymywać. To oznacza zmiany demograficzne oraz starzenie się polskiego społeczeństwa, a starszy pacjent to droższy pacjent. Ile dokładnie?

– Jeśli dla pacjenta w wieku od 0 do 50 lat koszt wynosi 1 to, dla pacjenta 50+ koszt wzrasta do 3 – stwierdził Jakub Szulc, dyrektor EY, podkreślając, że raczej nie uda nam się rozwiązać problemów z finansowaniem służby zdrowia w Polsce. Przyjęta ustawa także nie załatwi problemu.

– Zgodnie z nowymi regulacjami mamy zwiększyć nakłady na służbę zdrowia do poziomu 6 proc. PKB w perspektywie ośmiu lat. Pamiętajmy jednak o dwóch rzeczach. Po pierwsze, średnia dla krajów unijnych to już dzisiaj 7,8 proc. Po drugie demografia i starzenie się społeczeństwa. Dlatego utrzymanie stabilności finansowej systemu to problemy, z którymi będziemy się borykać jeszcze dziesiątki lat – podsumował Jakub Szulc.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA