fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Nic na siłę w sądownictwie - Aneta Łazarska po Kongresie Prawników

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Bez poparcia środowisk prawniczych ta reforma skończy się porażką

]Od ponad dwóch lat trwały intensywne prace w Ministerstwie Sprawiedliwości nad reformą wymiaru sprawiedliwości. Gdyby oceniać tempo zmian, zakres materii reformowanej oraz efekt końcowy tych prac oceniany obszernością aktów normatywnych – to bez wątpienia wynik można uznać za imponujący.

Po dwóch latach powstały trzy wielkie projekty zmian ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa, sądach powszechnych i Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury. Niestety, w żadnym nie chodzi o przeciwdziałanie realnym problemom, z którymi od dziesiątek lat nie uporał się wymiar sprawiedliwości. Nawet w minimalnym stopniu nie dążą do zniesienia hierarchicznej struktury nadzorczej ani do wprowadzenia absolutnej równości wszystkich sędziów. Nie eliminują niesprawiedliwości w obciążaniu sądów i sędziów w Polsce, nie ograniczają liczby stanowisk funkcyjnych, nie rozwiązują problemu przewlekłości postępowań, nie ograniczają kognicji sądów. Zmiany te natomiast zwiększają wpływ polityków na funkcjonowanie sądów.

Zabraknie dyspozycyjnych

Upolitycznieniu wymiaru sprawiedliwości sprzeciwia się jednak całe środowisko prawników w Polsce. Dobitny wyraz dał temu kongres prawników organizowany przez środowiska sędziowskie, radcowskie i adwokackie w Katowicach. Ministerstwo Sprawiedliwości nie ma najmniejszych szans na uzyskanie poparcia środowiska dla takiej reformy wymiaru sprawiedliwości, nawet motywowanej potrzebą oczyszczenia korporacji prawniczych z popeerelowskich nieetycznych elit prawniczych. Tymczasem bez poparcia środowisk prawniczych ta reforma przeforsowana nawet siłą zakończy się porażką.

Podporządkowanie sobie przez polityków sądów wymaga jeszcze znacznej rzeszy współpracujących sędziów i prawników, a na tych – jak pokazuje postawa całego zjednoczonego środowiska prawniczego – nie ma co liczyć. Używając aktualnej ostatnio metafory, festiwal w Opolu nie odbędzie się bez artystów; podobnie jest z sądami – jeśli nie będzie dyspozycyjnych sędziów, prezesów, przewodniczących wydziałów, członków Krajowej Rady Sądownictwa, prawników – cała reforma wymiaru sprawiedliwości jest skazana na niepowodzenie. Aktualna zaś postawa środowisk prawniczych pokazuje ich wyjątkową mobilizację, jedność i brak tolerancji dla konformistycznych postaw.

Reforma nie ma również szans na poparcie społeczne. Przytaczany zaś na uzasadnienie zmian w wymiarze sprawiedliwości argument walki z dyspozycyjnymi sędziami z PRL, którzy wciąż orzekają w sądach wbrew intencjom reformatorów, działa przeciwko nim samym. Przypomina bowiem całemu społeczeństwo nieodległą przecież przeszłość, to jest sędziów dyspozycyjnych realizujących politykę sekretarzy partyjnych na każdym szczeblu władzy i w każdym gatunkowo rodzaju spraw. Od procesów przeciwko robotnikom w 1970 i 1976 roku po trywialne sprawy rodzinne lokalnych podsekretarzy partii.

Wspomnień czar

Z przeprowadzonego w 1979 r. przez Instytut Badania Prawa Sądowego sondażu wynikało, że 2/3 badanych sędziów przyznało, iż sędziowie przeważnie stosują się do wskazówek prezesów sądów. Zazwyczaj też prezesi sądów naginali wówczas sumienia sędziowskie do forsowanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości kierunków polityki karnej. Samodzielność w orzekaniu była przedmiotem szykany. Sędziowie, którzy wydawali wyroki uniewinniające, musieli się się tłumaczyć przed prezesami, którzy otwarcie mówili, że są niezadowoleni, gdy dochodzą ich z prokuratury głosy, że sądzą nieprawidłowo. Oficjalnie zaś podczas narad z prezesami sądów minister sprawiedliwości nakłaniał do ingerowania w sferę niezawisłości sędziowskiej, nakazując nie tylko prowadzenie rozmów, ale nawet posuwając się do wywierania nacisku na sędziów co do wydania określonego orzeczenia.

Społeczeństwo już wie

Dopiero w 1989 r. zrezygnowano z nadzoru i kontroli nad orzecznictwem sądowym. Podporządkowanie politykom prezesów sądów, sędziowskich awansów i nominacji to powrót do idei ręcznego sterowania sądami i sędziów dyspozycyjnych.

Takich zmian, nawet uzasadnianych potrzebą oczyszczenia elit prawniczych, nie zaakceptuje dzisiejsze społeczeństwo. Jak pokazują ostatnie wydarzenia, polskie społeczeństwo w ciągu ostatnich 20 lat się zmieniło, jest bardziej świadome swych praw oraz wolności i z pewnością nie zaakceptuje powrotu do skompromitowanej wizji nadzoru politycznego nad sądami, a to także z tego względu, aby napiętnowane przypadki sędziów dyspozycyjnych z PRL nie powtarzały się w przyszłości.

Z tej więc przyczyny wdrażana wbrew oporom środowisk prawniczych reforma się po prostu politykom nie opłaca. Forsując zmiany, mogą oni więcej stracić, niż zyskać. Na pewno reforma natrafi na silny opór społeczny. Do tego jakiekolwiek zmiany kadrowe przy 15-milionowym obciążeniu sądów, w sytuacji gdy sędziowie odmówią współpracy przy wymianie kadr, mogą się skończyć niewyobrażalnym chaosem i dezorganizacją pracy sądów. Warto przypomnieć, że przeprowadzona na mniejszą skalę reforma ministra Gowina polegająca na likwidacji sądów doprowadziła do bezprecedensowego w historii sądownictwa chaosu i paraliżu pracy sądów wskutek wstrzymania się przez sędziów od orzekania. Straciły na tej reformie nie tylko sądy, ale i ówczesny minister sprawiedliwości, którego notowania polityczne znacząco się obniżyły. Najwyższą cenę jednak za nieudane reformy zapłacili obywatele, których sprawy w tym czasie nie były rozpoznawane przez sądy. Czy obecnie zatem warto aż tak wiele ryzykować?

A teraz apel

Na koniec jeszcze jedna gorzka refleksja. Po raz kolejny tracimy jako społeczeństwo szansę na realną zmianę w wymiarze sprawiedliwości, która uwzględniałaby głosy wszystkich środowisk prawniczych i poprawiała sytuację przeciętnego obywatela w sądzie. O taką rzeczywistą zmianę apeluję więc, odwołując się do mądrości polityków.

Autorka jest sędzią Sądu Okręgowego w Warszawie

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA