fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Korzystanie z marki „Chopin”

Fotolia.com
Z okazji Światowego Dnia Własności Intelektualnej Urząd Patentowy zorganizował bardzo ciekawą konferencję o ochronie dziedzictwa Fryderyka Chopina. Miałam przyjemność brać czynny udział w jednym z paneli, dotyczącym ochrony wizerunku ikon kultury.

Temat konferencji wzbudził sporo emocji ze względu na wyjątkowe przepisy i praktykę zarządzania nazwiskiem i wizerunkiem wielkiego polskiego kompozytora.

Zgodnie z ustawą z 2001 r. o ochronie dziedzictwa Fryderyka Chopina „utwory Fryderyka Chopina i przedmioty z nim związane stanowią dobro ogólnonarodowe podlegające szczególnej ochronie. Nazwisko Fryderyka Chopina i jego wizerunek są chronione odpowiednio na zasadach dotyczących dóbr osobistych".

Pieczę nad tymi dobrami sprawuje Narodowy Instytut Fryderyka Chopina (NIFC, Instytut). Instytut jest zatem uprawniony do dochodzenia ochrony wizerunku i nazwiska Chopina, gdy korzystanie z nich odbywa się „w sposób przynoszący ujmę".

Zgodnie z powyższą ustawą Instytut ma także obowiązek podejmować działania „zmierzające do zachowania integralności twórczości Fryderyka Chopina" oraz prawo do „wykonywania roszczeń wynikających z ochrony autorskich dóbr osobistych".

Jest to jedyna taka ustawa w Polsce. Nie ma również swojego odpowiednika w całej Europie.

Dodatkowo NIFC ma zarejestrowany słowny znak towarowy „Chopin" prawie we wszystkich klasach. Prawie, bo z wyjątkiem klasy 33, w której wcześniej prawo ochronne uzyskał... producent wódki. To Instytut udziela zatem licencji przedsiębiorcom, którzy chcą wykorzystywać znak słowny „Chopin" do oznaczania swoich towarów lub usług.

W praktyce NIFC udziela przeważnie odpłatnych licencji niewyłącznych na określony okres. Z jednej strony w ten sposób decyduje o tym, na jakich produktach lub w jakich usługach pojawi się odniesienie do wybitnego kompozytora, z drugiej zaś zabezpiecza to słynne nazwisko przed monopolizacją. W ten sposób np. dwie firmy produkujące czekoladki mogą mieć w swojej ofercie bombonierki, w których nazwie znajduje się nazwisko „Chopin". Czas określony licencji powoduje, że trudniej ją wypowiedzieć, przedsiębiorcy mogą zatem z większą pewnością planować swoje działania. Faktem jest, że niekiedy licencja była udzielana tylko na rok, co jednak zgodnie z zapewnieniami dyrektora NIFC dr Artura Szklenera ma już nie następować.

Kryteria, którymi kieruje się NIFC przy podejmowaniu decyzji o udzieleniu licencji, są wyszczególnione w regulaminie ochrony nazwiska i wizerunku Fryderyka Chopina, który stanowi załącznik do zarządzenia nr 5/2014 dyrektora Instytutu. Generalna zasada mówi, że oznaczenie „Chopin" może być wykorzystywane jedynie przy przedsięwzięciach „o najwyższym poziomie jakości", w szczególności „w szeroko pojętej sferze kultury". W sytuacjach prostych decyzję w ciągu kilku dni podejmuje dyrektor NIFC. Gdy pojawiają się wątpliwości, sprawą zajmuje się specjalna Kapituła Ochrony Nazwiska i Wizerunku Fryderyka Chopina, która zbiera się kilka razy w roku. Oczekiwanie na decyzję w sprawie udzielenia licencji może potrwać nawet pół roku.

Jak wspomniałam, z rejestracji znaku słownego „Chopin" przez Instytut wynika wiele pozytywów. Z drugiej jednak strony środowisko biznesowe krytykuje pozycję NIFC, która niewątpliwie ogranicza swobodne posługiwanie się nazwiskiem Chopina i daje potencjalne pole do arbitralnych decyzji. Niejasna jest pozycja Instytutu, który jest podmiotem publicznym i wykonuje w zakresie ochrony dziedzictwa Fryderyka Chopina zadania zlecone mu przez ministra właściwego do spraw kultury, ale w obrocie występuje jako podmiot uprawniony, który może swobodnie podejmować decyzje o udzieleniu zgody na korzystanie z nazwiska i wizerunku Chopina. I nie ma od decyzji Instytutu żadnej drogi odwoławczej, ponieważ nie działa on w tej sferze w ramach postępowania administracyjnego, ale jako normalny uczestnik obrotu cywilnoprawnego.

O ile kwestia korzystania z nazwiska „Chopin" jako znaku towarowego do oznaczenia produktów i usług jest jasna od strony prawnej, o tyle wątpliwości może budzić kwestia udzielania odpłatnych zgód na korzystanie z wizerunku Chopina. Na podstawie lakonicznego przepisu ustawy Instytut został w tym zakresie upoważniony do dochodzenia ochrony wizerunku Chopina jako dobra osobistego.

Jako przykład odmiennego modelu zarządzania nazwiskiem wybitnego kompozytora podaje się Wolfganga Amadeusza Mozarta. Rodacy słynnego geniusza muzycznego nie ograniczają korzystania z jego nazwiska, znajduje się ono zatem nie tylko na czekoladkach i likierach, ale także np. na wędlinach.

Podczas konferencji odbyła się ożywiona dyskusja, która ogniskowała się wokół tematu, na ile dobre jest kontrolowanie i ograniczanie korzystania w komercyjnym obrocie z nazwiska i wizerunku Chopina. Można było odnieść wrażenie, że większość uczestników spotkania zgadzało się z tym, że potrzebna jest ochrona nazwiska i wizerunku Chopina ze względu na jego wyjątkowe znaczenie dla kultury polskiej i ogromny potencjał promocyjny dla Polski oraz samej Warszawy. Nazwiska Chopin raczej zatem nie zobaczymy na opakowaniach z wędlinami. ?

Autorka jest prawnikiem, dyrygentem chóralnym. Prowadzi blog prawomuzyki.pl. Współpracuje z kancelarią Hasik i Partnerzy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA