fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Wycinka drzew: prawo to nie tylko przepisy

Fotolia.com
Był sygnał, że drzewa nie są takie ważne.

Po ostatniej nowelizacji ustawy o ochronie przyrody niektórzy jej obrońcy próbowali kpić z głosów krytycznych. „Nie ma żadnego problemu ze stosowaniem ustawy – deklarowali – gdyż nie ma wiarygodnych dowodów na to, że ludzie masowo ścinają drzewa. A odkrywane przez media przypadki wycinek nie dotyczyły drzew na działkach osób fizycznych, ale na działkach przedsiębiorców. Stanowiły więc de facto naruszenie nowych przepisów. A więc to nie nowe przepisy są problemem, tylko ich naruszanie".

Tezy takie pod wieloma względami można kwestionować. Rzeczywiście, trudno zebrać obiektywne dane o skali wycinki zgodnej z obowiązującymi przepisami, ale nie bądźmy naiwni: coś jest na rzeczy (zapewne większość z nas z własnego otoczenia może podać co najmniej kilkanaście przypadków). Zwróćmy jednak uwagę na inne zagadnienie. Załóżmy nawet ryzykownie, że prywatni właściciele działek prawie w ogóle drzew nie ścinają. Natomiast po wejściu w życie zmian prawnych robią to niektórzy przedsiębiorcy, naruszając tym samym nowe regulacje. Czy na pewno nawet taki stan rzeczy nie jest winą ustawodawcy?

Musimy wrócić na chwilę do fundamentalnego pytania: „czym naprawdę jest prawo". Wbrew pozorom udzielenie pełnej odpowiedzi jest bardzo trudne. Dlatego w doktrynie wykształciło się wiele koncepcji. Zgodnie z jedną z nich prawem nie są konkretne przepisy, ale społeczne o nich wyobrażenie. Przykładowo, społeczeństwo wie, że nie wolno zabijać ani kraść. Większość jego przedstawicieli nie powie dokładnie, z czego to konkretnie wynika. Nie zarecytuje wybranych fragmentów kodeksu karnego, ani nawet precyzyjnych podstaw prawnych. Mimo to wie.

Przerwijmy rozważania teoretyczne i wróćmy do ścinania drzew. Na podstawie podanego przykładu możemy w sposób niebudzący wątpliwości wnioskować jedno. Prawo pełni także funkcję informacyjną i prewencyjną. Czyli nie tylko zakazuje i pozwala, ale daje również społeczeństwu sygnały, co w obecnym porządku jest ważne, a co nie. I gdy ustawodawca lekką ręką przyzwolił osobom fizycznym na ścinanie drzew, dał konkretny sygnał: drzewa nie są takie ważne, można je ścinać bez kontroli... A skoro tak, to odbiorcy prawa przekładają to również na inne sfery i przypadki, szukając możliwości obejścia kwestionowanych przez nich, pozostałych w obrocie prawnym ograniczeń.

Ustawodawca odpowiada za wiele istotnych sygnałów w zróżnicowanych sprawach: nie tylko ochrony przyrody, ale np. ochrony ładu przestrzennego, zwalczania przemocy w rodzinie, roli tradycji i dziedzictwa historycznego, praw pracowniczych... Można tak wyliczać w nieskończoność. Na podobnej zasadzie trzeba przyznać, że program 500 + (mimo jego wątpliwych uzasadnień ekonomicznych) dał sygnał, że ustawodawca przywiązuje znaczącą wagę do rozwoju polskich rodzin. Rzecz jasna do "dawania sygnałów" rola prawodawcy ograniczona być nie może. Zwłaszcza jednak przy pośpiesznym przegłosowywaniu kolejnych ustaw trzeba również pamiętać o niniejszych konsekwencjach.

Autor jest radcą prawnym, historykiem, wykładowcą na Zachodniopomorskim Uniwersytetecie Technologicznym w Szczecinie

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA