fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Joanna Parafianowicz: edukacja seksualna nie ma nic wspólnego z seksualizacją

Adobe Stock
Mało co z tego, czego oczekuje się obecnie od uczniów w szkołach, może mieć jakiekolwiek przełożenie na ich życie poza budynkami szkoły. W tym kontekście z dużym zainteresowaniem śledziłam doniesienia o planowanym wprowadzeniu do szkół warsztatów seksualnych.

Tymczasem, „atak na dzieci", „zamiast leżakowania będzie za chwileczkę masowa nauka masturbacji w przedszkolu" to tylko niektóre z publicznie wybrzmiewających komentarzy wynikających z podpisania dokumentu, mającego poprawić sytuację społeczności LGBT w stolicy. Jeśli wierzyć pomysłodawcom, szkolne zajęcia mają tylko przybliżyć wiedzę o tym, że dzieci interesują się swoim ciałem i dotykają jego różnych części. Nie tylko nosa, ale także części intymnych, co może czasami przybrać formę masturbacji. Szokujące? Z pewnością nie dla rodzica traktującego swoje dziecko jak człowieka, który ma prawo wiedzieć, jak funkcjonuje jego organizm, i nie dla osoby, która nie wypiera wspomnień własnego dzieciństwa. Ale także nie dla prawnika, którego praktyka obejmuje sprawy molestowania seksualnego nieletnich – których znamiona są trudne do zdiagnozowania przez ofiary, niedostrzegalne dla dorosłych i zwykle niebędące przedmiotem zainteresowania szkolnych pedagogów.

W świecie, w którym większość dzieci ma smartfony z dostępem do internetu, seksualizacja małoletnich, przed którą przestrzegają politycy, nie ma twarzy osoby prowadzącej zajęcia z edukacji seksualnej, lecz buzię i ciało nastolatki wyginającej się w fotkach na instagramie czy uczesanej w kucyki i odzianej w szkolny mundurek dorosłej bohaterki filmu pornograficznego dostępnego nieodpłatnie na jednej z popularnych platform. Niepokój powinny budzić braki w wiedzy o tym, co dorosły dziecku zrobić może, jak sprzeciwiać się przemocy seksualnej i czym ona jest. Tym, czego rodzice mogą się obawiać, jest często będąca udziałem nastolatek wiara, że podczas pierwszego razu nie zachodzi się w ciążę i nie zaraża chorobami.

Omówienie z dziećmi różnych metod antykoncepcji nie stanowi zachęty do przedwczesnego uprawiania seksu, tak jak analizowanie kazusów o przestępstwie znęcania się nie dopinguje do niego. Dobrze jednak, by człowiek wiedział, jak w odpowiednim momencie praktykować jedno i dostrzegać znamiona drugiego. Edukacja seksualna z seksualizują dzieci ma tyle wspólnego co demokracja z demokracją socjalistyczną.

Autorka jest adwokatem, redaktorem naczelnym „Pokoju adwokackiego" www. pokojadwokacki.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA