fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Krzyżak: Biskupi w pułapce rządzących

Fotorzepa, Radek Pasterski
Umiejętnie podtrzymując w debacie publicznej tematykę LGBT, strategom PiS udało się wciągnąć do kampanii Kościół. Teraz sami mogą już o tym nie mówić.

Nie milkną komentarze po słowach o „tęczowej zarazie", które przed tygodniem padły z ust abp. Marka Jędraszewskiego. Jedni nie kryją oburzenia, organizują akcje protestacyjne i maratony pisania listów do hierarchy. Drudzy za metropolitą krakowskim stanęli murem, uruchamiają akcje modlitw w jego intencji, z podziwem mówią o jego odwadze i przekonują, że arcybiskup nie powiedział nic, co byłoby przeciwko Magisterium Kościoła.

W tych niezliczonych komentarzach, w których homilię arcybiskupa zanalizowano niemal sekunda po sekundzie, nie dopatrzono się tego, że abp Marek Jędraszewski jednym zdaniem w sposób mniej lub bardziej świadomy wprowadził Kościół w sam środek kampanii wyborczej.

Cztery lata temu jednym z tematów przewodnich kampanii przed wyborami parlamentarnymi była kwestia uchodźców. Podczas gdy papież – a za nim także polscy biskupi – apelował o przyjęcie prześladowanych w swoich krajach uchodźców, Jarosław Kaczyński przekonywał, że są oni zagrożeniem, bo niosą ze sobą m.in. choroby, a ich przyjęcie w granice Polski oznaczałoby spadek bezpieczeństwa Polaków. Elektorat nie słyszał słów biskupów o tym, że w czasach komunizmu Polacy też byli uchodźcami. Kupili narrację Prawa i Sprawiedliwości.

Teraz na agendzie jest kwestia LGBT. Do debaty publicznej temat wrzuciła ustami Rafała Trzaskowskiego i Pawła Rabieja Koalicja Obywatelska. Warszawską deklarację LGBT+ skrytykowali biskupi, a Jarosław Kaczyński błyskawicznie ustawił się jako obrońca tradycyjnych wartości. „Wara od naszych dzieci!" – grzmiał na konwencji PiS w Katowicach. Potem zaś – po słynnym wystąpieniu na Uniwersytecie Warszawskim Leszka Jażdżewskiego – oznajmił, że „kto podnosi rękę na Kościół, podnosi rękę na Polskę!".

Jednoznaczny sprzeciw PiS wobec ideologii, którą krytykuje także papież Franciszek (w rozmowie z francuskim socjologiem i agnostykiem Dominique Woltonem aspiracje części środowisk homoseksualnych do legitymizacji, uznania ich związków za małżeństwa wprost nazwał ideologią), musiał części rodzimych biskupów przypaść do gustu.

Ale równocześnie zabieg strategów PiS, polegający na wykorzystaniu fragmentu nauczania Kościoła w bieżącej rozgrywce partyjnej, nie podoba się innej grupie hierarchów. Nie odważą się oni jednak na słowa krytyki, nie odetną się od PiS i innych braci w biskupstwie, bo mogliby zostać posądzeni o herezję. W sprawie ideologii LGBT będą milczeć, co najwyżej delikatnie krytykując seksualizację dzieci.

Wygląda zatem na to, że strategom PiS udało się wbić klin między biskupów. O szkodliwości LGBT żaden polityk partii rządzącej nie musi już mówić. Tematem zajmą się hierarchowie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA