fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Jacek Majchrowski: Grzechem byłoby oddanie Krakowa

Fotorzepa/Piotr Guzik
Nigdy nie obiecywałem Platformie wspólnej listy. Innym partiom też nie – mówi Jacek Majchrowski, wieloletni prezydent miasta.

Rzeczpospolita: Dlaczego zdecydował się pan po raz piąty kandydować?

Jacek Majchrowski, prezydent Krakowa: To wynikało m.in. z tego, że przyjrzałem się moim liczącym się kontrkandydatom. Pani Wassermann może i jest dobrym prawnikiem, ale za nią stoi PiS. A PiS już zapowiedział, że traktuje Kraków w kategorii „zdobędziemy kolejne miasto". To polegałoby m.in. na negacji wszystkiego i zastąpieniu kompetentnych osób politykami. U mnie zarówno wiceprezydenci, jak i dyrektorzy wydziałów mają więcej wiedzieć na dany temat niż ja. To fachowcy. Nie mamy gwarancji, że do urzędu przyszliby ludzie z odpowiednim doświadczeniem, a nie wskazani przez partię.

To samo uznaje pan za wadę Łukasza Gibały?

On z kolei nie opiera się na merytoryce, tylko na swoich zasobach, głównie finansowych. Nie daje gwarancji fachowości, tym bardziej że kompletnie nie znamy zaplecza kadrowego Łukasza Gibały. Poza tym ja mam takie prawnicze skrzywienie, że dla mnie człowiek, który jawnie i świadomie łamie prawo, nie jest osobą wiarygodną i godną zaufania. Jeśli nie ma kampanii, to się jej nie prowadzi, a Łukasz Gibała prowadzi kampanię przeciwko mnie od czterech lat.

Czyli podjął pan decyzje o starcie ze względu na rywali?

Oddanie Krakowa jednej lub drugiej osobie byłoby niewybaczalnym grzechem.

Były informacje, że pan się wahał, zastanawiał, rozmawiał z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem.

Cały czas się wahałem. Decyzję podjąłem na dzień przed ogłoszeniem. Myślałem oczywiście, że dobrze byłoby sobie wypocząć. Kosiniak-Kamysz rozpoczynał swoją karierę polityczną od bycia radnym w moim klubie, „Przyjazny Kraków". Znam go od lat, mam do niego zaufanie. On by się nadawał. Ma doświadczenie administracyjne, żadna z tych dwóch osób nie ma takiego.

Dlaczego nie chce pan wspólnej listy z PO, Nowoczesną i innymi partiami opozycji?

To nie jest tylko moja decyzja. To jest decyzja radnych Przyjaznego Krakowa, którzy powiedzieli: nie. I uważam, że mają rację. Bo skoro my działamy od lat na zasadzie odpartyjnienia samorządu, to ja nie mogę teraz tego przekreślić i iść wspólnie z partiami. Samorząd to ma być samorząd, a nie rywalizacja dwóch czy większej liczby partii.

Chyba Platformę i resztę opozycji to zaskoczyło.

Ja nigdy Platformie nie obiecywałem wspólnej listy. Innym partiom też. Jednak uważam, że politycznie może mieć sens poparcie przez opozycję jednego kandydata i nie ukrywam, że bardzo mnie ucieszyły deklaracje wsparcia. Listy do rady miasta to zupełnie inna sprawa. Teraz toczą się rozmowy w ramach klubów w radzie miasta.

W 2014 roku było ok. 20 prezydentów, którzy startowali na piątą kadencję. Blisko połowa z nich się wycofała lub przegrała.

Oczywiście, kampania będzie trudnym wyzwaniem. Każdy, kto staje do wyborów, musi się liczyć z tym, że przegra. Ale sondaże tego nie pokazują. Sondaże dla mnie pokazują, że mam pomiędzy 40 a 46 procent. Spodziewam się, że będzie druga tura. Zawsze w drugiej turze do tej pory wygrywałem.

Małgorzata Wassermann mówi, że będzie prowadzić merytoryczną kampanię. Może liczyć na taką samą deklarację z pana strony?

Oczywiście. Ja nigdy nie prowadziłem niemerytorycznej kampanii. Nie atakowałem nikogo personalnie.

Chce pan po ewentualnej wygranej rządzić pięć lat? Niektórzy w Krakowie mówią, że w pewnym momencie się pan wycofa.

Nie mam wpływu na to, co ludzie mówią. Nie odpowiadam za pogłoski. Ale gdy się startuje, to startuje się na całą kadencję. Np. Tadeusz Ferenc jest 7 lat ode mnie starszy i też startuje.

Na ile zmieniają się teraz potrzeby mieszkańców?

Po starcie kampanii wyborczej ogłoszę swój program, będzie to zapewne w sierpniu lub wrześniu. My już teraz zmieniamy priorytety z dużych inwestycji w infrastrukturę – w inwestycje w ludzi. Oczywiście o infrastrukturę też trzeba dbać: kupować nowe tramwaje, budować nowe drogi i tak dalej.

Co z metrem?

Już wkrótce otwarcie ofert na przetarg dotyczący studium wykonalności metra. To ma pokazać, jakie rozwiązanie dla Krakowa będzie najlepsze, którędy mogą przebiegać linie, zostaną wykonane badania geologiczne, a także studium odpowie na pytanie o rozwiązania finansowe. Moim zdaniem metro w całości biegnące pod ziemią nie jest na tym etapie rozwoju miasta potrzebne, ponieważ mamy coraz gęstszą sieć tramwajową. Być może na początek warto by było rozważyć tunel pod centrum, które jest przeciążone tramwajami, a z biegiem czasu rozbudowywać sieć tuneli.

Kraków nie został przez te 16 lat zabetonowany? PiS zorganizowało nawet sesję rady miasta tylko o tym.

Ta sesja wyszła fatalnie dla organizatorów, bo chcieli przedstawić rzekome nieprawidłowości w wydawaniu pozwoleń na budowę, a urzędnicy punkt po punkcie wykazali, że działali zgodnie z prawem, a w przypadkach gdy starali się nie wydać pozwoleń dla inwestora, sąd lub wojewoda nakazywali wydanie pozwoleń.

Wystarczy pojechać na Ruczaj i widać chaos. Nie ma pan takiego wrażenia?

Mam. Ale jeśli deweloper składa wnioski spełniające warunki prawne, to my nie mamy prawa mu odmówić. Mieszkańcy często myślą, że budowy powstają na terenach zielonych. A dla jednych teren pod blokiem to łąka, na którą wyprowadzał psa, a dla drugich ten sam teren jest jego prywatną własnością, którą może dysponować. Widać to na przykładzie przygotowywania planów zagospodarowania przestrzennego, jak trudno jest o kompromis pomiędzy właścicielami działek a sąsiadami. Żaden proces powstawania prawa lokalnego nie jest tak dokładnie konsultowany z mieszkańcami jak plany zagospodarowania, bo chcemy uniknąć skarżenia i unieważniania w sądzie.

Co pan sądzi o ustawie przyspieszającej budowę mieszkań?

No właśnie. PiS zarzuca samorządom betonowanie miast, ale – forsuje ustawę, która doprowadzi do absolutnego zabetonowania tam, gdzie rząd uzna to za stosowne. Co do Mieszkania Plus, to ten program będzie realizowany w Krakowie. Uważam jednak, że od BGK Nieruchomości musimy wymagać budowania na takich samych zasadach, jak wymagamy od innych deweloperów, czyli np. budowy na własny koszt dojazdu do osiedla.

Zimą nadal nie ma czym oddychać w Krakowie...

Jako pierwsi zaczęliśmy walkę ze smogiem. Zewnętrzne instytucje zwracają uwagę, że podjęliśmy tyle działań, ile żadne inne miasto. Zawsze może być więcej. Problem polega na tym, że trzeba walczyć też z emisją spoza terenu Krakowa. Już teraz zrezygnowaliśmy z części środków z ramach zintegrowanych inwestycji terytorialnych na rzecz innych gmin. Wiemy, że mniejsi mają trudniej.

Korki też będą tematem kampanii. Jest pan zadowolony z tego, jak się jeździ po Krakowie?

Samochodów przybywa w ogromnym tempie i nie ma dużego miasta, po którym jeździ się bez problemu. Na nasze remonty nałożyły się remonty PKP, które buduje w ramach ogólnopolskiego planu, więc trudno się temu przeciwstawiać. A remonty i inwestycje muszą się wiązać z utrudnieniami.

Widzi pan przepaść między polityką a samorządem?

Każdy rząd traktuje samorząd jak piąte koło u wozu. Każdy rząd chciałby mieć wpływ na samorząd. Niezależnie, z jakiej ten rząd jest opcji. Przenoszenie „wielkiej polityki" do samorządu skutkuje tym, że niektórzy radni nie głosują tak, jak im mówi sumienie, tylko w zależności od instrukcji wydanych przez telefon z Warszawy.

Ale kompletnie polityki nie da się odciąć od samorządu.

To oczywiście nie jest możliwe. Niestety, zbyt często radni traktują swoją obecność w radzie miasta jako trampolinę od dalszej kariery w polityce.

A pan też jak sejmowa opozycja uważa, że PiS chce centralizacji?

Tak, bo to wynika z koncepcji państwa w wykonaniu PiS. Państwa centralistycznego. Pierwszym elementem była likwidacja samodzielności trzeciej władzy. Teraz jest wchodzenie w samorządy.

—rozmawiał Michał Kolanko

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA