Rzecz o polityce

Talaga: Co wolno wolnemu narodowi?

Łódź, obchody rocznicy likwidacji Litzmannstadt Getto
Fotorzepa/ Marian Zubrzycki
Wylano tony farby drukarskiej i wyklikano jeszcze więcej elektronicznych bitów, by wykazać, jak złe skutki przynosi i jeszcze przyniesie konflikt wokół nowelizacji ustawy o IPN. Słusznie, bo stało się źle, ale skoro się stało, warto spojrzeć na sprawę z drugiej strony, czy jest rzeczywiście aż tak beznadziejnie i nie widać żadnych pozytywów tej afery.

Owszem, widać i nie należy ich tracić z oczu.

Umiejętne prowadzenie polityki międzynarodowej polega także na tym, by sytuacje pozornie beznadziejne wykorzystać do budowania pozycji państwa.

Przed aferą na próżno wyczekiwaliśmy od władz Niemiec, Izraela i USA oraz wpływowych środowisk opiniotwórczych jednoznacznego odcięcia się od pojęcia „polskie obozy" i intencjonalnego lub przypadkowego wpisywania Polski we współudział w zagładzie Żydów.

Na szerokim świecie nie zauważano problemu, a polska akcja dyplomatyczna prostowania niesprawiedliwych określeń wobec naszego narodu przynosiła mocno ograniczone skutki. A tu nagle minister spraw zagranicznych Niemiec jednoznacznie głosi, że Polacy nie budowali i nie obsługiwali obozów, a wina za Holokaust spoczywa na Niemcach. Premier Izraela i czołowe postaci izraelskiej sceny politycznej, pomijając nieliczne wyjątki, podkreślają, że nie istniały „polskie obozy", podobnie jak jedno z najbardziej wpływowych mediów amerykańskich „Washington Post".

Nigdy jeszcze na świecie nie było tak głośno o „polskich obozach", ale też nigdy nie było aż tak wiele zaprzeczeń w tej sprawie z tak wielu prominentnych ust. Problem został zauważony i wprowadzony do dyplomatycznego obiegu, jako coś, co wymaga rozwiązania.

Non possumus

Każdy naród ma prawo do dumy ze swojej przeszłości i obrony przed jej kalaniem. Niektóre, jak choćby Izrael, egzekwują je z żelazną konsekwencją. I dobrze czynią. Trzeba przyznać, że premier Morawiecki pokazał to elegancko, ale dobitnie w muzeum Ulmów. Nie kwestionował oczywistego faktu, że niektórzy Polacy zabijali Żydów podczas wojny lub wydawali ich Niemcom, odrzucił jednak zdecydowanie obarczanie Polaków jako narodu współodpowiedzialnością za Zagładę. To nasze non possumus.

Nie wolno tego robić. Biorąc pod uwagę, co się działo w Polsce podczas niemieckiej okupacji, takie określenie jest kalającą nas obelgą. Polskie stanowisko w żadnym stopniu jednak nie przekreśla osobistej odpowiedzialności poszczególnych Polaków za podłości i zbrodnie, jakie wyrządzili Żydom.

Nie było żadnej polskiej współodpowiedzialności, tutaj nie ma pola do kompromisu. Każde ewentualne pośrednictwo, misja dobrej woli, wreszcie ruch ze strony Polski w kierunku polepszenia relacji z Izraelem i USA zepsutych nowelizacją ustawy o IPN musi uwzględniać takie stanowisko.

Ile niezależności możemy oddać

Kolejna korzyść to wewnątrznarodowa debata nad granicami suwerenności, której na dobrą sprawę nigdy wcześniej po 1989 r. nie odbyliśmy w tak szerokim gronie. O aferze bowiem dyskutuje w Polsce już niemal każdy. Nowelizacja ustawy i reakcje na nią pokazały dobitnie, że musimy w końcu odpowiedzieć sobie na pytanie, ile suwerenności możemy oddać w imię bezpieczeństwa. Bez wątpienia spór z USA osłabia bezpieczeństwo Polski i trzeba go jak najszybciej zażegnać, jednak całkowite wycofanie się z nowych przepisów ustawy byłoby wyrzeczeniem się suwerenności w decyzjach państwa.

Dzięki niefortunnej nowelizacji podjętej z całą pewnością w złym czasie i w złej formie znaleźliśmy się w innej rzeczywistości. Bardziej świadomi ceny, jaką przychodzi zapłacić za w pełni suwerenne decyzje, za obronę godności narodowej, ale i za błędy polityków.

Chwilowa fala krytyki międzynarodowej nie jest wygórowaną opłatą za tę lekcję. Nadeszły trudne czasy, w których narody muszą bardziej polegać na samych sobie niż na ponadnarodowych instytucjach. Podyskutujmy nareszcie, co ewentualnie chcemy oddać i za ile. A jeśli nic, jaka będzie tego cena.

Autor jest dyrektorem ds. strategii Warsaw Enterprise Institute. Artykuł oddaje jego prywatne poglądy

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL