fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Witold Waszczykowski: Poszukiwanie lidera - część 2

AFP
Walka z bieżąca pandemią nie zwalnia nas z myślenia o przyszłości.

Do zwalczania wirusa nie jest potrzebne tworzenie światowego rządu. Doświadczenia z przeszłości pokazują, że walkę z wirusami toczy się w regionach i lokalnych środowiskach. Izoluje się skażone regiony. Mogą to robić rządy lub lokalne władze. Wychodzenie z kryzysu ekonomicznego, szczególnie w dobie globalizacji, wymaga jednak międzynarodowego współdziałania. Z kryzysu może nas wyprowadzić charyzmatyczny polityk o międzynarodowej reputacji, instytucja międzynarodowa lub jedno z państw. Czy mogą to być Niemcy Angeli Merkel?

Niemcy źle podeszły do walki z wirusem. Blokowały wszelką pomoc i eksport środków medycznych. Szybko jednak zreflektowano się w Berlinie. Dziś Niemcy wysyłają w świat tony środków medycznych i dziesiątki respiratorów. Przyjmują też z Europy wielu pacjentów w swoich szpitalach. Notowania rzadu i kanclerz Merkel poszybowały w górę. Jeszcze niedawno kanclerz Merkel była zajęta przekazywanie swoich obowiązków i żegnaniem się z polityką. Dziś ma wielkie szanse, aby w 2021 roku ponownie zdobyć władzę. Napewno w CDU nie ma obecnie godnego rywala. W drugiej połowie roku Niemcy obejmą przewodnictwo w Unii Europejskiej. Uzyskają zatem instrument do odgrywania przywódczej roli w Europie.

Pozycja i reputacja Angeli Merkel nie jest jednak jednoznaczna. Rządzi w Berlinie od 2005 roku z perspektywą przedłużenia mandatu. To niewątpliwy atut w ewentualnej konfrontacji z jedynym europejskim potencjalnym rywalem, czyli Emanuelem Macronem. Merkel zmieniła patriarchalną CDU w partię po europejsku nowoczesną. Zrezygnowała z energii atomowej i poboru do wojska. Zaakceptowała małżeństwa homoseksualne i otworzyła w 2015 roku Niemcy na uchodźców. Ceną tych „postępowych” przemian była spora strata notowań CDU, znaczny wzrost popularności AfD i w rezultacie polaryzacja sceny politycznej.

W tym czasie w Europie doszło do konfliktu rosyjsko-ukraińskiego, na którego niemiecko-francuski format normandzki nie stał się lekarstwem. Unia Europejska przeżywa Brexit, bolesną porażkę koncepcji dalszego rozszerzania tej instytucji. Strefa euro znajduje się w stanie ekonomicznej stagnacji. Angela Merkel nie znalazła też wspólnego języka z Donaldem Trumpem.

Czy z takim portfelem atutów i obciążeń można przewodzić Europie? Lokalnym rywalem jest wizjonerski prezydent Francji. Macron proponuje „więcej Europy” czyli większą federalizację polityczną i Europę kilku prędkości. Proponuje też tzw europejską autonomię strategiczną, czyli emancypację, czyli odejście od współpracy polityczni-wojskowej z USA. Berlin Angeli Merkel nie akceptuje tych rozwiązań. Wzmacnianie strefy euro oznaczałoby też większe zaangażowanie finansowe Niemiec. Podzielona Europa to ewentualne straty Niemiec na rynkach naszego regionu. Przypomnę, że handel Niemiec z Grupą Wyszehradzką przewyższa obroty Niemiec z Francją. Zerwanie wojskowej współpracy z USA to utrata amerykańskich żołnierzy i baz w Niemczech.

Realizacja ewentualnych ambicji przywódczych na obszarze transatlantyckim wymagałaby od Berlina zaangażowania w realną rywalizację o pozycję hegemona, czyli mocarstwa, które zabiega o zachowanie pewnego systemu międzynarodowego. Hegemon robi to czasem nawet kosztem swoich partykularnych interesów narodowych. Coś mi się wydaje, że niemiecki biznes nie jest gotowy na takie ryzyko. Niemiecki biznes już udowodnił, że jest gotów poświecić wszelkie wartości europejskie dla lukratywnej współpracy gospodarczej z Rosją i Chinami. I tam nie pyta o praworządność, prawa człowieka czy pozycję środowisk wykluczonych.

Poszukiwania lidera przemian będą nadal trwały. Dziś jedynie wiemy, że nowy lider nie będzie się nazywał z niemiecka Fuhrer.

Autor jest europosłem PiS, byłym szefem MSZ

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA