fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Polska-Izrael: Więcej nas łączy niż dzieli

?Żydzi domagają się nieustannego uznania wyjątkowości Holokaustu jako najtragiczniejszego wydarzenia w historii ludzkości. Na zdjęciu: Marsz Żywych w Auschwitz
AFP
Nie ma sensu licytować się, kto w czasie wojny poniósł większą ofiarę.

Polska i Izrael są strategicznymi sojusznikami w starciu cywilizacji. Dzielą wspólną historię, wspólne cierpienie, ale różną pamięć, co nie powinno przeszkadzać w geopolitycznym sojuszu z rzeczywistymi zagrożeniami współczesnego świata.

Bardzo źle się stało, że ostatnie tygodnie osłabiły relacje budowane z mozołem przez dziesięciolecia. Zapewne nowelizacja ustawy o IPN mogła być poprzedzona intensywną akcją informacyjną skierowaną do społeczności międzynarodowej, która tłumaczyłaby w sposób zrozumiały intencje ustawodawcy. Samo prawo mogło zostać uchwalone bez niepotrzebnych emocji i konfliktów. Rządowi politycy powinni być przygotowani na każdą ewentualność, dysponując wachlarzem odpowiednich narzędzi rozwiewających wątpliwości, zwalczających fake newsy, aby nie wyglądać na zdziwionych i nerwowo reagujących na kryzys.

Siła Izraela

Izrael jest atomowym mocarstwem regionalnym i jednym z najważniejszych sojuszników Stanów Zjednoczonych, zręcznie wykorzystującym poparcie globalnego hegemona. Jako naród żyją w stanie nieustannego zagrożenia egzystencjalnego, otoczeni przez wrogo nastawionych 350 mln arabskich sąsiadów, a szerzej – 1,5 mld muzułmanów świata islamskiego.

Nic więc dziwnego, że taka rzeczywistość wymaga niezwykle zręcznej dyplomacji, błyskawicznego reagowania na zagrożenia czy realizowania własnej, agresywnej polityki. Nie może także dziwić alergiczna reakcja na jakąkolwiek próbę wkładania kija w szprychy interesów tego kraju.

Izrael ma swoje korzenie w pionierskim kolonializmie, osadnictwie opartym na tworzeniu komunistycznych osad – kibuców. To syjoniści – pochodzący głównie z Europy Wschodniej, różnej maści marksiści i socjaliści – byli pierwszymi kolonialistami Palestyny i praktycznymi budowniczymi nowego państwa.

Swą regionalną potęgę Izrael zbudował na sprytnym transferze technologii atomowej od Francuzów, w tajemnicy przed społecznością międzynarodową. W latach 60. zbudowano reaktor w Dimonie. Zakupiono także pociski rakietowe od koncernu Dessault, aby w latach 70. stać się nuklearnym mocarstwem, co musi oddziaływać na wyobraźnię niechętnych mu państw.

W międzyczasie Izrael wygrał wszystkie wojny z sąsiadami, tę z lat 1948/1949, pozwalającą włączyć do kraju Zachodnią Galileę i Jerozolimę, wojnę sześciodniową z 1967 r., rozbijając Syrię, Jordanię i Egipt, zajmując Wzgórza Golan, Synaj, Gazę i Zachodni Brzeg Jordanu czy wojnę Jom Kippur z 1973 r., utrwalając swą regionalną pozycję. Izrael bez żadnych konsekwencji niszczył też potencjalne instalacje wojskowe w pojedynczych nalotach nawet w odległym Iraku.

Okupowane terytoria są sukcesywnie zasiedlane przez ultraortodoksyjnych osadników budujących osiedla. Wpierw wbrew woli rządu, potem już za przyzwoleniem Tel Awiwu. Jednocześnie trwa alija – imigracja Żydów z całego świata do ojczyzny. Wpierw z Europy, potem z krajów arabskich, a po 1989 r. z krajów byłego ZSRR.

Nie wszystko w polityce Izraela musi się podobać. Krytyka międzynarodowa dotyczy przecież ucisku Palestyńczyków, których setki tysięcy zmuszono do emigracji, a wśród których są nie tylko muzułmanie, lecz także chrześcijanie.

Gospodarczą potęgę Izrael zawdzięcza nie tylko unikalnemu potencjałowi intelektualnemu i kreatywności, ale także odszkodowaniom wojennym z Niemiec (w wysokości 3 mld marek niemieckich), państwowej polityce pobudzania gospodarki oraz doskonałej współpracy międzynarodowej diaspory z krajem.

Dzięki temu populacja Izraela wzrosła z ok. 2 mln mieszkańców w latach 60. ubiegłego wieku do ponad 8 mln obecnie. Przyrost naturalny jest najwyższy wśród krajów OECD i oscyluje wokół 2,7 proc., wzrost PKB jest nawet dwukrotnie wyższy od średniej dla tej samej grupy państw. Izrael jest światowym liderem nowych technologii, startupów i produkcji uzbrojenia. Eksportuje żywność, głównie owoce cytrusowe, a odkryte niedawno złoża gazu ziemnego i ropy naftowej na Morzu Śródziemnym mogą zapewnić zasoby obu surowców na długie lata.

Wspólny korzeń

Z tak mocnym państwem, dla którego kultura sporu jest czymś zupełnie naturalnym, często ulega przejaskrawieniom, jest ubarwiona skrajnymi emocjami, nie można podchodzić do dyskusji bez przygotowania. Izrael toczy nieustający bój o swoje miejsce w historii. Dlatego, jak wytrawny wojownik, ani na jotę nie cofnie się przed realizacją swoich zamierzeń, a w dodatku celnie zrani oponenta, zaszantażuje go i dopiero przypierając do muru, pójdzie na niewielkie ustępstwa.

Przed laty w Oświęcimu, nieopodal bram niemieckiego, nazistowskiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau, rabin David Rosen, przewodniczący Międzynarodowego Żydowskiego Komitetu ds. Międzyreligijnych, powiedział, że jednym z głównych powodów, dla którego hitlerowska machina zła z takim okrucieństwem eliminowała zarówno Polaków, jak i Żydów był fakt, że nienawiść została skierowana w tych, którzy wyznają wiarę w Boga. Zło zwróciło się przeciwko dzieciom tego samego Boga. Postanowiło wyeliminować ich z powierzchni Ziemi.

Nie ma sensu licytować się o to, kto poniósł większą ofiarę. Zapewne spór wynika z przyjętej optyki. Dla Polaków liczy się ich własna martyrologia. Chcą być postrzegani w sposób uczciwy. Przez pryzmat bohaterstwa tych, którzy oddali swoje życie za żydowskich sąsiadów, jak rodzina Ulmów, a nie przez przestępstwa nielicznych, których zbrodnicze czyny miały charakter bardziej kryminalny niż etniczny.

To, co najtrudniej zrozumieć Żydom, to postawa poświęcenia swojego życia za drugiego człowieka, a równocześnie pełnego wybaczenia win. Jest to postawa nie tyle heroiczna, ile oskarżająca. Oni sami funkcjonują w atmosferze terroru, prezentując postawę symetrycznego odwetu. Gdy niedawno zamordowano żydowskiego ortodoksyjnego osadnika na terytoriach okupowanych, rabina, ojca szóstki dzieci, w ciągu kilku dni sprawców odnaleziono, zabito, a domy ich rodzin zrównano z ziemią.

Żydzi domagają się nieustannego uznania wyjątkowości Holokaustu jako najtragiczniejszego wydarzenia w historii ludzkości, które omal nie przyczyniło się do unicestwienia całego narodu. Doskonale uchwycił ten stan ducha dziennikarz lewicowego dziennika „Haaretz” Ari Shavit: „Kiedy pociąg, którym podróżował Herbert Bentwich, przybył do Jerozolimy, mój pradziadek udał się prosto ze starego uroczego dworca do miejsca najświętszego dla Żydów – pod Ścianę Płaczu. Kiedy ja przybywam do Jerozolimy, udaję się prosto z nowego, pozbawionego uroku dworca do miejsca najświętszego dla Izraelczyków – Jad Waszem, muzeum historii Holokaustu”.

Niewygodna prawda

Obecny konflikt o nowelizację ustawy o IPN stał się poniekąd zakładnikiem prowadzonej już kampanii przed przyszłorocznymi wyborami do Knesetu. Beniaminowi Netanjahu sen z powiek spędza przede wszystkim rosnąca potęga Iranu i wspieranie przez ten kraj terrorystów z Hezbollahu w sąsiednim Libanie. Jednak rządzącemu Likudowi po piętach depczą polityczni konkurenci w rodzaju populisty i historycznego ignoranta – Jaira Lapida z partii Jest Przyszłość.

Netanjahu zdarzało się stawiać kontrowersyjne tezy. W 2015 r. podczas wystąpienia przed Światowym Kongresem Syjonistycznym premier Izraela oświadczył, że Hitler wcale nie zamierzał zgładzić Żydów, jedynie wydalić ich z Europy. Do zagłady miał namówić Hitlera wielki mufti Jerozolimy Haj Amin al-Huessini. Jak nietrudno zauważyć, taka teza została ukuta dla usprawiedliwienia wszelkich działań wobec palestyńskiej mniejszości.

Jednakże to, przeciw czemu z furią występują Izraelczycy, to nie tylko obrona wyjątkowości Holokaustu, ale przede wszystkim opór przeciw zrównaniu totalitaryzmów: komunistycznego i nazistowskiego. Dla Polaków jest to coś oczywistego. Wskazywanie na liczebną większość ofiar systemu komunistycznych od hitlerowskiego zawsze budziło opór w zdominowanej polityczną poprawnością Europie Zachodniej, w Izraelu zaś gniew.

Dr Efraim Zuroff, dyrektor jerozolimskiego Centrum Szymona Wiesenthala, tłumaczył w „Jerusalem Post”: „Od czasu upadku Związku Radzieckiego ludziom probuje się wmawiać, że komunizm był tym samym co nazizm… Niektóre kraje penalizują zaprzeczanie, że komunizm to było ludobójstwo. A więc jeśli komunizm to ludobójstwo i byli żydowscy komuniści, to Żydzi popełniali ludobójstwo. W ten sposób deprecjonuje się Shoah i współuczestnictwo tych krajów”.

Według Zuroffa rozwadnianie Holokaustu występuje praktycznie w każdym kraju Europy Środkowo-Wschodniej. „Ich nowi bohaterowie, którzy walczyli z komunizmem, zabijali także Żydów w Shoah, a nazywa się ich imieniem szkoły i ulice. (…) Oni kochają Izrael, ale nienawidzą Żydów” – uważa.

Nie bez znaczenia jest fakt, że uznanie zbrodni komunistycznych utrudniają nie tylko socjalistyczne korzenie syjonizmu, ale także masowa imigracja z terenów byłej ZSRR. Obecnie w Izraelu żyje ponad 1 mln obywateli mających rosyjskie korzenie. Dlatego obecna polityka historyczna Polski jest im nie w smak.

Natomiast jest historycznie prawdą, że wielu przedstawicieli sowieckiego aparatu terroru, od tych najbardziej krwawych i znanych po szeregowych wykonawców ich rozkazów, nosiło żydowskie nazwiska. Jest prawdą, że popełniało najstraszliwsze zbrodnie. Nie tylko na narodach, w których żyli bądź z którymi sąsiadowali, ale także na swoich ziomkach.

Jest też prawdą, że zbrodni wobec Żydów dopuszczali się Polacy.

Wniosek może być jeden – nie ma lepszych i gorszych narodów, w każdym bowiem znajdą się mordercy i zbrodniarze. To jednak margines. Patrzenie zaś na wzajemne relacje przez pryzmat marginesu może prowadzić wyłącznie do przekrzykiwania się i przerzucania oskarżeniami. Taka postawa jest nie do zaakceptowania, bo wyklucza dialog.

Szukając porozumienia

Polska i Izrael powinny szukać porozumienia, ponieważ stoją przed wspólnymi wyzwaniami cywilizacyjnymi. Być może ten spór jest potrzebny, aby uporządkować raz na zawsze zaszłości i wyjaśnić intencje obu krajów przy interpretowaniu własnej historii. Dobrze by było, aby wspólna praca zespołów badawczych doprowadziła do zaprzestania zarówno oskarżania Polaków o współudział w Holokauście, jak i obwiniania ogółu Żydów o zbrodnie komunizmu.

Do tego konieczne jest jednak ostudzenie emocji i wola porozumienia, której na razie ze strony izraelskiej nie widać. Warto także dostrzec, że zarówno Polska, jak i Izrael mają wspólne cele cywilizacyjne. Izrael staje się coraz bardziej konserwatywny. Jak wynika z badań, już niedługo większość dzieci w tym kraju będzie się uczyła w szkołach religijnych. Łączy nas nie tylko wspólna historia, ale także starotestamentowa tradycja.

Izrael i Polska stoją na straży wspólnych wartości wynikających z wiary i religii, nie zapominając o wszelkich dzielących nas różnicach. Mogą być także sojusznikami w zwalczaniu globalnego, islamskiego terroryzmu, stanowiącego coraz większe zagrożenie dla pokoju na świecie.

Warto zatem jeszcze raz podjąć konstruktywny dialog z izraelskimi partnerami. Nie na zasadzie przymuszania drugiej strony do uznania naszych racji, ale w celu osiągnięcia trwałego porozumienia, akceptacji wzajemnych uczuć i narodowej wrażliwości.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA