fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o Zdrowiu

Tajemnice zmarłego

Prof. Andrzej Marszałek,
Prof. Andrzej Marszałek, patomorfolog
Fotorzepa, Robert Gardziński
Coraz częściej rodziny proszą o wykonanie sekcji zwłok bliskiej osoby, bo nie mogą pogodzić się z jej śmiercią – mówi prof. Andrzej Marszałek, patomorfolog.

Kiedyś sekcje zwłok wykonywało się rutynowo przy każdej śmierci w szpitalu. Dzisiaj przeprowadza się je rzadko. Dlaczego?

Przepis sprzed II wojny światowej mówił, że sekcja zwłok musi być wykonana u każdego pacjenta zmarłego w szpitalu. 30 lat temu te przepisy uległy poluzowaniu i bada się tylko niektóre osoby. W ujęciu lekarskim sekcja zwłok jest jednak ostatnią możliwością klinicznego zbadania pacjenta. Są w tej chwili choroby nowe i choroby stare, które mogą dawać inne objawy ze względu na to, jak są leczone, i nie wszystko, co zapisano w książkach, przystaje do obecnego świata. Sekcja daje możliwość zrozumienia procesu chorobowego, a czasem zdiagnozowania pacjenta. W ciągu ostatnich 30 lat 80 chorób zostało zdiagnozowanych na nowo dzięki badaniu sekcyjnemu.

Dziś o zgodę na wykonanie sekcji lekarze proszą rodzinę. Czy to wymóg formalny?

Zgodnie z prawem nie trzeba pytać rodziny o taką zgodę. To raczej gest wobec bliskich zmarłego. Zwłoki należą do państwa. Z chwilą śmierci pacjent znika w systemie NFZ, bo jego PESEL ulega zniwelowaniu. Według prawa zwłoki są rzeczą. Fakt niezgody na sekcję zwłok może wynikać z niezrozumienia jej istoty. To nie tylko fakt otwarcia jam ciała, by zrozumieć, co w nim jest, a czego nie ma, a takie samo badanie kliniczne jak badanie fizykalne, radiologiczne czy możliwość pobrania materiału do dalszych badań. Rodzina może obawiać się tego, jak zwłoki wyglądają po sekcji, że są naruszone. Cała nauka – tanatologia – zajmuje się tym, jak przygotować ciało do pochówku, co zrobić, by przypominało osobę za życia. Z doświadczenia wiem, że jeżeli rodzina zrozumie powód wykonania sekcji zwłok, to raczej się na nią zgodzi. Ostatnio zauważamy, że coraz częściej rodziny same proszą o jej wykonanie.

Chcą odkryć przyczyny zgonu, czy podejrzewają błąd lekarski?

Dzieje się tak wówczas, gdy bliscy nie mogą pogodzić się ze śmiercią członka rodziny i chcą udowodnić, że doszło do niej w związku z błędem leczącego i uzyskać zadośćuczynienie finansowe.

Można sobie zażyczyć sekcji?

Nie, chyba że osoba zmarła zapisała wcześniej w dokumentach, że oddaje swoje ciało nauce. Nie ma możliwości, by rodzina w jakikolwiek sposób wymusiła wykonanie sekcji zwłok, jeśli nie ma przesłanek medycznych. Jeżeli mamy ponad 100-letniego pacjenta, który od wielu lat choruje na rozsiany nowotwór, to jego śmierć jest zgonem spodziewanym, a nie żadnym zaskoczeniem. Trzeba pamiętać, że badanie sekcyjne jest wykonywane z poszanowaniem godności człowieka. Otwarcie powłok i jam ciała wymaga zastosowania narzędzi, by dostać się do środka, a narządy należy zbadać, pokroić, pobrać wycinki i na końcu zwłoki uporządkować i przygotować do pochówku w taki sposób, by, zgodnie ze zwyczajami panującymi w polskim kręgu kulturowym można je było okazać rodzinie. Podczas badania sekcyjnego najpierw przeprowadza się oględziny zewnętrzne, które pozwalają ujawnić ślady związane z działalnością medyczną, a następnie otwiera się czaszkę, klatkę piersiową i jamę brzuszną. Techniki są różne, ale celem jest sprawdzenie, czy są widoczne zmiany mogące ewentualnie doprowadzić do jego zgonu.

Czy w dobie diagnostyki obrazowej podczas sekcji zwłok lekarzom zdarza się odkryć coś, czego się nie spodziewali?

To wciąż się dzieje. I często pozwala chronić żywych. Dzięki badaniu sekcyjnemu okazało się, że stosowanie chemio- albo radioterapii może spowodować drugi wtórny nowotwór nawet po 30 latach. To taki, którego wystąpienie można połączyć z terapią zastosowaną nawet kilkadziesiąt lat wcześniej. Załóżmy, że 15 lat po terapii raka piersi u pacjentki pojawił się mięsak kości – nie wznowa, ale zupełnie inna choroba. O tym się nie mówi, ale np. dzieci, u których udało się wyleczyć nowotwór złośliwy za pomocą radio- lub chemioterapii, są populacją, u której jest dużo wyższe ryzyko wystąpienia za kilkanaście–kilkadziesiąt lat kolejnego nowotworu.

Prof. Andrzej Marszałek, konsultant krajowy w dziedzinie patomorfologii, prezes Polskiego Towarzystwa Patologów

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA